| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
1 procent podatku
MOJE INNE BLOGI:
MOŻESZ POMÓC!
Sklepik :)
Tu kupuję:
Tu zaglądam, to polecam:

Digi-Scrap.PL.

Tworzymy dla chorych dzieci.

DLA DZIECI - AKCESORIA

niedziela, 09 grudnia 2012

... zwany również świętym Mikołajem i zostawił u nas w nocy z 5 na 6 grudnia dwie płyty z Bajkami-Grajkami dla córeczek chrzestnego Smykałki. Niestety, skrzaty pakujące prezenty zapomniały o ładnym opakowaniu, więc szybko wymyśliłam taką okładkę (zdjęcia robione bladym świtem i w pośpiechu, wybaczcie):



poniedziałek, 13 czerwca 2011
Przemykam dziś tylko prędziutko, żeby pochwalić się, jaką pamiątkę zamówiła u mnie znienacka odnaleziona koleżanka. Na prezent dla chrześniaka swojego męża wybrała wyszywaną metryczkę; spodobał jej się miś Tatty Teddy, łobuzowaty nieco, jak za chwilę zobaczycie.

Ponownie błagam, by nie wspominać w komentarzach, że "kontury jednak wiele dają", bo nie zawsze dają - wszystko zależy od zamysłu autora schematu. Są obrazki, które bez konturów osiągają pełnię wyrazu (choćby cudowne wzory Vervaco), są takie, którym delikatna kreska dodaje lekkości i wyrazistości (jak na przykład Flower Fairies czy All Our Yesterdays), a są i takie, których cały artyzm zawiera się w "czarnej nitce", a wśród nich najkoszmarniejsze do wyszywania są misie Tatty Teddy. Przy osiemnastej pomyłce zlekceważyłam schemat i kontury wyszyłam "na czuja". Te drobniutkie kreski i kreseczki, imitujące futro miśka i puszystość szlafroka, kończące się i urywające w najmniej oczekiwanych momentach, doprowadziły mnie do białej gorączki.

Same krzyżyki wyszywało się bardzo miło:





Na tym zaś połamałam 3 igły i 2 zęby:






A tak już się prezentuje w oprawie (to dzieło zamawiającej), wiem że sprostałam zadaniu i metryczka spodobała się zarówno jej, jak i gościom na chrzcinach małego Mikołaja.






I wiecie co? Mogę narzekać, mogę marudzić, ale te miśki, mimo upiornych konturów, są naprawdę kochane!
sobota, 28 maja 2011
Powolutku wracam na blog, nadrabiam zaległości w czytaniu Was i komentowaniu Waszych dzieł, a zwłaszcza w odpowiedziach na Wasze komentarze u mnie; mam też wreszcie co pokazać z moich osiągnięć. Powolutku przygotowane niespodzianki, prezenty i zamówienia trafiają do miejsc przeznaczenia, tak że już nic nie stoi na przeszkodzie, by ... hm, uszczęśliwić, to dobre słowo?... Was zdjęciami tego, czym zajęte były moje dłonie.

Tydzień temu jedyna siostrzenica Qrczaka przystąpiła po raz pierwszy do sakramentu Komunii Świętej. Ku naszej rozpaczy, nie mogliśmy wziąć udziału w uroczystości, zaproszenie piękne stoi do dziś na półce, co dzień ogarniamy Zuzię naszą modlitwą i mamy nadzieję zobaczyć się z nią niedługo. Miałam jednak swój maleńki udział, podjęłam się bowiem przygotować torebkę do stroju komunijnego - wiadomo, w czymś książeczkę do nabożeństwa i różaniec zanieść trzeba, a ja po namyśle dodałam jeszcze bielutki chustecznik. Zawsze to ładniej niż plastikowa osłonka na chusteczki.

Nie konsultowałam wielkości, rodzaju, kształtu torebki, więc od pierwszego ściegu do ostatniego drżałam, czy aby podołam, czy będzie to funkcjonalne, czy PRZEDE WSZYSTKIM spodoba się Zuzi i czy spełni jej oczekiwania.

Qrczak zawiózł torebkę w poprzedni piątek wieczorem i sądząc po jego relacji, wszystkie te nerwy były niepotrzebne. Powiem Wam, że choć w trakcie dziergania nie do końca byłam z torebki zadowolona, to rezultat już mi się spodobał. A sms mamy Zuzi brzmiał: "Zuzia jest zachwycona :)". Ucieszyło mnie to, bo przede wszystkim chciałam, by w ten ważny dzień nie było nic, co mogłoby ją zdenerwować, sprawić jej przykrość lub choćby wyglądać nie tak, jak oczekiwała.

Mam nadzieję niedługo zobaczyć zdjęcia Zuzi w pełnym "rynsztunku", a tymczasem pokazuję samą torebeczkę:




środa, 30 marca 2011
Konduktor okazał się bardzo łaskawy i szybciorem dojechał do miejsca przeznaczenia, wieziony taką oto lokomotywą:








Ręcznik z haftem zamówiła u mnie Kasiula dla swojego chrześniaka, który jesienią pójdzie do przedszkola. Dobra mama chrzestna zatroszczyła się o to, by wyposażyć go w coś, co doda mu otuchy, a na pewno wyróżni jego ręczniczek spośród rzeszy innych.

Tym razem nie miałam gotowego ręcznika z wstawką do haftu, kupiłam więc zwykły niebieski ręcznik i naszyłam taśmę z wyszytym wzorem i imieniem dziecka (pomysł, by tak je umieścić zaczerpnęłam ze strony "Kołderek za jeden uśmiech"). Brzegi taśmy zabezpieczyłam lamówką, krzywizny na rogach zamaskowałam guziczkami.


piątek, 19 listopada 2010
Nie powiem, żeby róż był moim ulubionym środkiem wyrazu. Ale na wyzwanie szufladowe, pomimo że wymagane było użycie tego koloru, skusiłam się z dwóch powodów - po pierwsze, by przełamać swoje opory, a po drugie... no właśnie.

Smykałka za dwa dni kończy pół roczku, a do tej pory nie miała niczego wyhaftowanego przez własną mamę. Czas najwyższy był to zmienić, więc z myślą o córeczce i według wyznaczników wyzwania powstał taki oto mały hafcik:





Widzieliście już ten obrazek, prawda? W tej wersji. Tym razem pofantazjowałam na temat schematu i tak kocyk wyszyty jest pojedynczą nitką muliny, trawa dwiema, ale za to tylko półkrzyżykami, kropeczki na kocyku wyszyte są atłaskiem, żeby ładnie błyszczały, a rampers misiaka to satynowa różowa mulina DMC. Nie wiem czy widać jak się słodko i cukierkowo błyszczy. Kwiatki zrobiłam karminowe, żeby się ładniej odcinały. Kanwa - błękitna cieniowana. Pomysł na wykorzystanie - kluje się.

Prawda, że są podobne?



poniedziałek, 26 kwietnia 2010
Był początek lutego. Środek długiej i bezlitosnej zimy. Tydzień, który wszystkim w mojej rodzinie wyjątkowo dał w kość. Nie mogliśmy się już doczekać weekendu, chwili odpoczynku, wolnego czasu spędzonego wspólnie. Ja szczególnie cieszyłam się, że Qrczak ze Smykiem pobędą trochę razem, a ja odeśpię pracę nad doktoratem, odsapnę, odreaguję wytężony wysiłek.

Plany, niestety, pozostały w sferze marzeń. Przyszła sobota. Cieplejsza nieco, ale wciąż tak samo paskudna, pochmurna, zadeszczona, jednym słowem - zniechęcająca. Do wszystkiego. Wykończony Qrczak ledwie się trzymał na nogach, więc porzuciwszy komputer bez żalu, zabrałam Smyka na długi spacer, żeby Qrczak też dla odmiany trochę odzipnął. I na tym spacerze odwiedziliśmy dwa bardzo fajne stoiska w pobliskiej hali. Jedno, często przez nas wizytowane, to stoisko pasmanteryjne, gdzie tamtego dnia kupiłam sobie nożyczki na przywołanie wiosny. Oczywiście od razu po przyjściu do domu doczepiłam je do igielnika od Moteczka:




Drugie stoisko znaleźliśmy zupełnym przypadkiem - był to "szmateks", którego do tej pory nie znałam. Smyk od razu przyuważył kosz oznaczony kartką "3 zł". Nie żeby umiał czytać, a już zwłaszcza kalkulować, skądże. Skusiło go TOOOO:




Co to? Nie wiem. Wygląda jak Puchatek, ale do czego to służy? Na przytulankę za wielkie, na matę za cienkie, na śpiworek też się nie nadaje, bo przez środek pozaszywane... Co to jest? Nieważne, ważne, że Smyk polubił. Oczywiście tych 3 zł nie odmówiłam, kupiliśmy Puchatka, wróciliśmy do domu (Smyk tuląc łeb Kubusia całą drogę) i się zaczęło myślenie. Najpierw przeprałam go z Vanishem, bo miał jakieś plamki na błękitnym polarze (pewnie dzięki tym plamkom nabyliśmy go tak tanio; przecież wiadomo, że cokolwiek z logo Walt Disney osiąga ceny trzykrotnie wyższe, niż "nie-firmówki").

Natchnienie przyszło szybko, gorzej z realizacją. Kiedy już zdecydowałam się jak wykorzystamy mięciutkiego misia, skroiłam co miałam skroić i nawet udało mi się na maszynie obrębić, z uczelni przyszły groźby, że nie ukończę doktoratu. Kiedy udało mi się z tym uporać, z kolei z wirtualnej przestrzeni nadciągnęły rozmaite zlecenia i Puchatek znów powędrował do szafy czekając lepszych czasów.

Ostatecznie dopiero w ten weekend, przerażona, że nie zdążę przed narodzinami Okruszka, przysiadłam na dłużej do maszyny i powstał wymarzony przeze mnie przybornik na łóżeczko:





Osłania ten bok łóżeczka, który jest najbliżej okna. W planach jest, by znajdowały się w nim akcesoria potrzebne przy przewijaniu maleństwa. Ale jeżeli Smyk zechce zaaranżować kieszonki po swojemu, na książeczki, kredki czy autka - nie będziemy protestować. W końcu to jego Puchatek.




W prawej górnej kieszeni widać, że za słabą gumkę wszyłam. Ale to drobiazg do poprawienia w dowolnym momencie.

sobota, 24 kwietnia 2010
"Odbywała się ostatnia lekcja w tym roku szkolnym. Młoda nauczycielka, a jednocześnie wychowawczyni klasy, Zofia Ostrowska - nazywana przez uczniów 'Gramatyką' - kończyła rozdawać zeszyty z wypracowaniem. I ona rzucała tęskne spojrzenie chylącym się pod wiatrem wierzchołkom topoli. Nauczyciele też lubią

"


Rozpoznajecie ten fragment tekstu? Pasował mi jako wstęp, ponieważ nareszcie ukończyliśmy z Qrczakiem pudełko na pamiątki wakacyjne. Jeszcze w grudniu prosiłam Was o porady, jak takie pudełko wykończyć, by było jednocześnie trwałe i ładne. Mieliście różne pomysły,  za podzielenie się którymi bardzo Wam dziękuję! Ostatecznie los rozstrzygnął za nas.

Mianowicie, w Lidlu pojawiła się w ofercie folia do oklejania mebli. Cena w porównaniu do proponowanych przez Was tapet była śmiesznie niska, więc wysłałam Qrczaka na łowy, z zaznaczeniem, że ma kupić przynajmniej cztery różne wzory folii. Jakże się ucieszyłam, gdy zobaczyłam błękitną folię w deseń z kropli wody! Pasuje do naszego zamysłu idealnie! Z radością prezentuję Wam ukończone nareszcie pudełko:












Jeszcze bardziej się ucieszyłam, że Qrczak ciął i kleił razem ze mną. Oj, wciąga się chłopak coraz bardziej w hobby swojej żony. W pasmanteriach też już go znają, bo czasem okazuje się, że ma wiedzę większą, niż sprzedający...

A teraz czeka mnie, oprócz całej masy innych prac, przygotowanie dwóch osobnych pudełek na pamiątki Smyka i Okruszka. Czasu, czasu trzeba mi!

***
Podczas ostatnich tygodni prawie całkiem dałam sobie spokój ze zgłaszaniem się na Candy. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie strasznie żmudne jest kopiowanie linków i zdjęć, zupełnie nie byłam w stanie się za to zabrać. Ale odsapnęłam i znów próbuję szczęścia.
Peninia znów hojną ręką rozdaje - tym razem losowanie Niebieskiego Candy, 30 maja.
Annar świętuje setny post i w związku z tym dzieli się pięknymi akcesoriami - zgłoszenia do 20 maja.
Do 7 maja można się zgłaszać u Pauli po piękny mlecznik.
Na Zjawinkowie niespodzianka - do 9 maja:



Atteo rozdaje czerwone kolczyki, bransoletkę i... mrrrr... szydełkowe figi, do 12 maja:


U Ambrozji do 22 maja można się zgłosić po lalkę:




Pokrowiec na laptop z dodatkowymi atrakcjami, do wylosowania na Kitkowatym (do 26 maja):



UWAGA! Zapowiadałam niedawno, w odpowiedziach na komentarze, że będzie kolejny konkurs na moim blogu! I będzie - jak tylko otrzymam informację, że wszystkie nagrody z poprzedniego dotarły do adresatów (doszły mnie słuchy, że jeden z upominków dotarł w ... rozklejonej kopercie!!! obłęd! dobrze, że zawartość nienaruszona!). Już teraz zapraszam, myślę, że będzie fajnie.

środa, 14 kwietnia 2010
Nareszcie udało mi się znaleźć jeden wieczór, kiedy powstało coś dla Okruszka. Dziecię do tej pory było zdecydowanie poszkodowane jeśli chodzi o jakiekolwiek przygotowania na jego przyjście, że o "własnorobnych" akcesoriach nie wspomnę. Ale że czas już niedługi, zdecydowałam się na wyciągnięcie ponowne maszyny. Zakupioną już dawno poszewkę sprułam i skroiłam z niej pokrowiec na przewijak.

Nadstawkę do przewijania mamy jeszcze po Smyku, on dostał też po kimś, tak więc do najpiękniejszych już nie należy. Podkleiłam łączenia samej nadstawki, a że pokrowiec mieliśmy tylko jeden, frotowy, to pomyślałam, że jeszcze jeden lub dwa, delikatniejsze, przydadzą się.

Oto nowe wcielenie różanej poszwy na poduchę (zamknijcie oczy na bałagan, który jest w łóżeczku, bo chwilowo służy ono za magazyn wszystkiego - od pościeli, przez pieluszki, po ubranka):








Cieszę się, że nadal mogę ćwiczyć najprostsze ściegi maszynowe. Liczę na to, że im więcej na tym polu zdziałam, tym kolejne kroki będą łatwiejsze i bardziej przemyślane.

poniedziałek, 12 kwietnia 2010
Śliniaczki z poprzedniego wpisu nie udały się w podróż samotnie. Pszczółki jechały w towarzystwie dwóch piesków-dalmatyńczyków...


 


... które zdobiły przybornik wieszany na łóżeczko, zamówiony przez tę samą osobę jako dodatek do prezentu. Dalmatyńczyki początkowo planowałam wyszyć krzyżykami, tak jak Maje, ale ponieważ czasu było bardzo mało, zdecydowałam się na ozdobienie przybornika dalmatyńczykami naprasowanymi na kieszonki.





Bałam się tego całego wyzwania bardzo, ale okazało się, że niesłusznie - maszyna mi zrobiła niespodziankę, i choć nadal przeszycie trzech czy czterech warstw bawełny to dla niej ponad siły, z kilkoma warstwami płótna i ociepliną w roli usztywniacza poradziła sobie praktycznie bez kłopotu. Nawet wpadłam na to kiedy i gdzie wszyć tasiemki, dzięki czemu jeszcze na łóżeczku Okruszka zrobiłam próbę generalną:





Dobrze, że miałam już pewną skromną wprawę w szyciu "małych form" - udało mi się dzięki temu skutecznie zaplanować, które elementy w jakiej kolejności naszywać. Jestem z tego przybornika zadowolona, a wiem, że i zamawiającej się spodobał.

***
Dotarły do mnie jeszcze dwie ręcznie robione wielkanocne kartki, Justyno i Irenko, bardzo Wam dziękuję, że o mnie pamiętałyście!



sobota, 10 kwietnia 2010
Długo się wahałam, czy zamieszczać dziś jakikolwiek wpis. Zmusiłam się i piszę.

***
Maj za pasem, ale nie o ten sens "majowości" chodzi.

Pewna przemiła pani trafiła przypadkiem na mój blog, poszukując wzorków krzyżykowych na Pszczółkę Maję. Tak się składa, że Maję wyszywałam raz, z wyrysowanego obrazka, nie ze schematu, więc w tej kwestii pomóc nie mogłam.

Koniec końców zostałam przez nią poproszona o wyszycie dwóch śliniaczków dla pewnych młodziutkich bliźniaczek, które otrzymały przydomek "Pszczółki". Na śliniakach miała się znaleźć Pszczółka Maja oraz imiona dziewczynek - Łucja i Marianna (dla mnie bomba!).

Nie wiem, może ja nie umiem szukać, ale dostępnych wzorów na Maję znalazłam w Internecie znikomą ilość. Wybrałam w końcu jeden nawet nie tyle wzór, co rozmyty obrazek (z wyraźnymi pikselami) i nim się posługując wyszyłam dwa insekty:






Łyżki naszyte ręcznie, przecież robienie aplikacji na maszynie jest dla mnie niemożliwością:





Imiona - ścieg płaski, również ręcznie:





Ta paczka doszła do zamawiającej już po Świętach, ale to głównie jej przygotowanie zajmowało mnie przez dwa przedświąteczne tygodnie. Wiem, że zawartość bardzo się spodobała.

***
Dzisiejsze wiadomości wstrząsnęły mną. W obliczu takich wydarzeń... trudno zachować normalność. A życie nasze i całego kraju toczy się dalej. Musi.
 
1 , 2