| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Zakładki:
1 procent podatku
MOJE INNE BLOGI:
MOŻESZ POMÓC!
Sklepik :)
Tu kupuję:
Tu zaglądam, to polecam:

Digi-Scrap.PL.

Tworzymy dla chorych dzieci.

DODATKI

czwartek, 10 listopada 2011

Wczesnym latem pewna młodziutka kobieta poprosiła mnie o wykonanie dla niej biscornu w ramach wymianki. Taki upominek ode mnie sobie wymarzyła. Szukałam długo odpowiedniego wzoru, ale nic mi się nie podobało, chociaż może nie tyle nie podobało, co - moim zdaniem - nie pasowało do delikatnej, a jednocześnie wyrazistej postaci, którą poznałam osiem lat temu w górach. W niezwykłych, zresztą, okolicznościach. A więzi jakie później wytworzyły się między nami przerosły moje wszelkie wyobrażenia. Dość powiedzieć, że to kobieta w moim życiu bardzo ważna, której zawdzięczam więcej niż ona sama pewnie zdaje sobie z tego sprawę.

Jakie to biscornu miało być...? Jak miało współgrać z jej niespotykanie złożonym charakterem i usposobieniem? Nie miałam żadnych wytycznych, musiałam działać na wyczucie. Kiedy poznałam tę dziewczynę (sama wówczas będąc ledwie po dwudziestce), sprawiła ona na mnie wrażenie nieco mrocznej, zdecydowanej, wyrafinowanej, obcesowej, trochę kontra świat, ale też tęskniącej za bliskością, ale tylko dla wybranych. Później doszło jeszcze wrażenie, że pyskata, a z drugiej strony obdarzona niezwykłą wrażliwością - muzyczną, artystyczną, emocjonalną. A zawsze piękna, urodą nietypową, nie do podrobienia i absolutnie niezapomnianą.

Musiała być czerń. Ale musiało być też światło. Symetria i ład - ale nie do końca okiełznane. Romantyczne i lekko mroczne. Takie właśnie, jaka w moich oczach jest ona.

Biscornu powstało na przełomie września i października (edycja - poprawka, na przełomie sierpnia i września!), ale dość krętą drogą dopiero co do niej dotarło. Wygląda tak:






Nie wiem czy osiągnęłam efekt taki, jakiego oczekiwała, ale podobno się spodobało - jak zeznał wręczający. Też barwna postać, swoją drogą...

Tak więc, droga moja, od pierwszego wkłucia igły do ostatniego węzełka, cała ta poduszeczka jest inspirowana Tobą i tylko Tobą. Niech Ci dobrze służy!

Tagi: biscornu
22:29, aneladgam , DODATKI
Link Komentarze (21) »
sobota, 11 grudnia 2010
Nacieszyć się tą moją nową-starą maszyną nie mogę. Wreszcie mogę poszyć Gazyniowe chusteczniki bez zrywającej się co dwa ściegi nici, bez wykańczania ich ręcznie, bez niecenzuralnych słów cisnących się na usta, bez depresji, że nic nie umiem.

Miałam przygotowane już materiały, tak więc poszło piorunem.
Najpierw dwa chusteczniki na nagrody. Truskawkowy dołączony do jednej z nagród pocieszenia w konkursie literackim:





Kwiecisty przeznaczony dla Marty, która wygrała konkurs zamieszczony przeze mnie spontanicznie na forum Smyka, jako zagadkę co śpiewa tutaj. Odgadła jako pierwsza i otrzymała ten drobiazg:





Potem dwa jako upominki świąteczne dla dwóch moich koleżanek, bardzo lubiących fiolet (sklep, w którym zakupiłam tkaninę już niestety nie funkcjonuje, czy jest ten materiał jeszcze gdzieś do dostania???):





Następnie komplet chustecznik + zakładka do książki (zakładka wzorowana na zakładce kupionej niegdyś od Sabinki, z ociepliną w środku, żeby była bardziej "tłuściutka"). Ten komplet będzie niedługo do wygrania, ale nie u mnie, nie u mnie...





I na sam koniec cztery niemal identyczne chusteczniki biało-błękitne. Z wierzchu paski, pod spodem róże. Trzy z nich mają już właścicielki, a czwarty...





Czwarty powędruje do tej osoby, która jako pierwsza w komentarzu pod tą notką prawidłowo odpowie na następujące pytanie:

Tkaninę, z której powstały te cztery chusteczniki, już kiedyś wykorzystałam i pokazałam efekt na blogu. Co to było?

21:08, aneladgam , DODATKI
Link Komentarze (27) »
wtorek, 09 listopada 2010
Nie wiem jak mi się udało, ale się udało. Wyrzeźbić w końcu obiecane jeszcze latem miniaturowe (średnica około 1,5 cm) biscornu. Dwa, o dwóch takich samych stronach, na wzór tych, które pokazywałam tutaj. Nie mogłam się jednak powstrzymać i zmieniłam im kolory - kanwa jest ecru, nici w odcieniu ciemnej czekolady. Wyszyłam je też inaczej, bo podwójną nitką, żeby bardziej przykuwały oczy motylki, niż obszycia brzegów. Ale mam nadzieję, że się spodobają wspaniałej kobiecie, do której już są w drodze.

Pozwalam sobie je pokazać, bo i tak obdarowana będzie miała niespodziankę (w paczuszce jedzie bezpiecznie coś jeszcze), a ja koniecznie chcę się nimi pochwalić! To czwarta para miniaturek w moim wykonaniu, z każdą kolejną byłam bardziej zadowolona, a z tymi jestem prawie całkowicie usatysfakcjonowana.





To mój ostatni wpis przed wyjazdem, jutro się pakujemy, a w czwartek rano ruszamy na cztery dni w góry, odpocząć, odsapnąć, pobyć ze sobą, bez Internetu. To będzie pierwsza podróż zagraniczna Smykałki, zbiegiem okoliczności jedziemy niemal w to samo miejsce, w którym dwa lata temu Smyk też przeżył swoją pierwszą przygodę z Republiką Czeską. Jeszcze pewnie jutro wrzucę coś na blog kulinarny, bo planuję ze Smykiem jutro podziałać, a dziś, jako że wtorek, zapraszam na blog Świąteczny Sal, gdzie można zobaczyć kolejną odsłonę mojej pracy. Mam też prośbę - jeśli to nie kłopot, kliknijcie w którąś z reklam tam zamieszczonych lub też w obie; dochód z reklam z tamtego bloga postanowiłyśmy przekazać na cel charytatywny w pomocy świątecznej. Z góry serdecznie za kliknięcia dziękuję!

22:49, aneladgam , DODATKI
Link Komentarze (24) »
niedziela, 25 lipca 2010
Poddałam się. Dziś cały dzień nie było Qrczaka (pojechał do Czech uzupełnić zapas naszych ukochanych herbat), a ja musiałam skończyć jedno tłumaczenie. Nienawidzę siedzieć przy komputerze, kiedy Smyk jest w domu i nie śpi. Nie chcę, żeby wspomnieniem z dzieciństwa były dla niego plecy mamy wpatrzonej w monitor. Pracuję i surfuję więc tylko wtedy, gdy śpi - a opłacam to potem niewyspaniem i bólem pleców. W weekendy staram się podgonić zobowiązania, bo wtedy Smyk więcej czasu spędza z tatą, no ale dziś to nie wchodziło w grę. Toteż poddałam się i zamiast zgrywać cyborga, dogadałam się z moimi rodzicami i po dziennej drzemce zaprowadziłam Smyka do nich, zostawiłam go tam i wróciłam ze Smykałką do domu. Smyk uszczęśliwiał więc dziadków (a oni jego), bawił się ze swoimi młodymi wujkami, Smykałka spała w kołysce albo gęgała na leżaczku ustawionym na wprost mnie, a ja kończyłam to piekielne tłumaczenie (może zarobię wystarczająco na sukienkę na wesele?).

Efekt jest taki, że zaraz padnę twarzą w klawiaturę, ale zanim się to stanie to mam nadzieję pokazać chustecznik uszyty w całości ręcznie. Jest to moim zdaniem najlepszy z dotychczas uszytych przeze mnie chusteczników! Większość pracy wykonałam podczas odwiedzin koleżanki, której nie przeszkadzało moje igiełkowanie, co więcej, zachwyciła się pomysłem (oczywiście powiedziałam jej, kto jest pomysłodawcą!) i zamówiła sobie u mnie fioletowy. Przejrzałam wszystkie pudła i akurat fioletowego materiału nie mam ani skrawka, ale przynajmniej będzie pretekst do zakupów w jakimś fajnym sklepie internetowym. LUBIĘ.

Z takich zakupów pochodzi bawełna, która szalenie mi się podoba, bo jest jednocześnie ciepła w kolorze, delikatna, wzorzysta, ale nie mdła. I z niej powstał ten chustecznik:





Podszewka z pomarańczowego płótna. Długo nie mogłam się zdecydować, która tkanina pójdzie na wierzch, a która pod spód, a to dlatego, że na płótnie wyszyłam, przed przystąpieniem do robót, ciemnoczekoladowego motylka:





Koniec końców, za radą obecnej przy tym koleżanki, motylek znalazł się w środku - taki bonus za wydmuchanie wszystkich chusteczek (i to zdjęcie najlepiej oddaje kolory):





Wyruszył w drogę do bliskiej mi osoby. Bardzo jestem ciekawa jej reakcji.

[Edycja] Dzięki podpowiedzi Alexls, chustecznik zgłaszam do wyzwania "holenderskiego".

22:50, aneladgam , DODATKI
Link Komentarze (23) »
czwartek, 15 kwietnia 2010
Zgodnie z obietnicą, wysłałam Elishafciarce dodatek do zestawu - dodatkiem był chustecznik. Pierwszy chustecznik, z jakiego jestem naprawdę zadowolona. Materiał pochodzi z pościeli, którą dostałam - bagatela, siedem lat temu - w prezencie ślubnym. Ponieważ nie używamy dużych poduszek, poszwy z kompletu zostały od razu skrojone do rozmiaru jaśków. A resztki tkaniny leżały sobie w pudle czekając lepszych czasów, nigdy aż do tej pory nie używane. I z takiego właśnie kawałka powstał niżej prezentowany (wykończony ręcznie, wiadomo z jakiego powodu):





Skąd zatem czapla? A z drugiej strony:




Malutki cień niezadowolenia spowodowany jest zbyt ciemną podszewką, ale ogólnie efekt mnie nie zawiódł. Mam nadzieję, że obdarowanej też nie!

18:17, aneladgam , DODATKI
Link Komentarze (10) »
środa, 24 marca 2010
Cały czas pokazuję rzeczy, które wykonałam w poprzednich tygodniach, ponieważ bieżących pokazać nie mogę (zamówienia, które najpierw muszą dojść do właścicieli oraz zając w porcelanie, którego do jutra muszę wysłać). Swoje robótki mam rozgrzebane i dokończyć nie mam kiedy, ale to też pozytywny objaw, bo oznacza, że troszkę grosiwa spłynie.

A że w międzyczasie do Ani dotarł już prezent przygotowany z okazji dwutysięcznego komentarza (Ania była drugą wylosowaną osobą, pierwsza się nie zgłosiła), mogę go zaprezentować szerszemu gronu.





Zazwyczaj dzieje się u mnie tak, że najpierw czekam kto wygra losowanie lub konkurs i wówczas dopiero przygotowuję upominek, dostosowując go do zainteresowań danej osoby. Ewentualnie bazę prezentu przygotowuję wcześniej, a dopieszczam go już gdy poznam zwycięzcę, starając się jak najlepiej utrafić w gust.

Nie inaczej było w przypadku prezentu dla Ani. Kiedy opisałam swój chustecznik numer dwa, Ania w komentarzu wspomniała, że na maszynie nie szyje. Więc choć chustecznik taki da się uczyć również ręcznie, a i podejrzewając, że jakiś koci lub inszy
chustecznik Ania już posiada, postanowiłam zrobić dla niej kolejny, z tego samego sztruksu haftowanego w kwiaty. Wiem, że brąz to jeden z ulubionych kolorów Ani, zatem pomyślałam, że jej się spodoba.

Znów miałam ochotę zaszaleć i dodać coś nowego do podstawowej formy chustecznika, więc zanim zszyłam wierzch z podszewką, pomyślałam o brązowej falbance, która z obu stron obrzeży otwór, że tak powiem, główny. Podszewka jest pomarańczowa, myślę, że te jesienne kolory do siebie pasują. Co prawda jeden brzeg z falbanką musiałam podszyć ręcznie, bo maszyna oczywiście chwyciła tylko w niektórych miejscach, ręcznie też musiałam wykończyć kształt, bo tyle warstw to za wiele na mojego "teskacza", ale nawet jestem zadowolona z ogólnego efektu. Dumna jestem z siebie, że wykombinowałam, na jakim etapie, w którym miejscu i w którą stronę należy falbankę wszyć.





A jak ktoś chce zobaczyć w jakim towarzystwie chustecznik pojechał do Ani, zapraszam na jej blog do tej notki.
19:50, aneladgam , DODATKI
Link Komentarze (14) »
piątek, 19 marca 2010
Od kilku tygodni Smyka fascynują klucze. Rytuał otwierania i zamykania drzwi wejściowych musi koniecznie zawierać wręczenie kluczy najmłodszemu członkowi rodziny, inaczej jest rozpacz. A że później nie zawsze się udaje dojść, gdzie też to nasze ukochanie klucze od domu położyło spać, postanowiłam przeznaczyć dla Smyka część zdublowanych kluczy i uszyć dla niego jego własne etui.

Nadał się na nie idealnie pasek tkaniny kupowanej na centymetry w Jednoigielcu oraz - na podszewkę - pomarańczowy len od Patrycji.

Maszyna o dziwo dała radę podwójnej warstwie wzbogaconej jeszcze ociepliną, głowa moja dała sobie radę z wymyśleniem jak etui ma wyglądać i z jakich kawałków zostać uszyte. Jeszcze żeby szwy szły prosto (czemu one same tego nie wiedzą??), to już niczego bym od życia nie wymagała. Ale Smyk i tak w etui się zakochał.











Już cztery uczestniczki odważyły się wziąć udział w konkursie, a po ich odpowiedziach powiem tyle: BĘDZIE GORĄCO!

22:22, aneladgam , DODATKI
Link Komentarze (11) »
niedziela, 14 marca 2010
Powinnam. Naprawdę powinnam. Może zatrudnię kogoś kto zaprojektuje. Duży. Wyrazisty. Dobitny. Plakat z napisem "Barania głowo, naucz się najpierw podstaw, a dopiero potem eksperymentuj!". Zawieszę sobie taki na co drugiej ścianie, może wtedy uniknę pomyłek i wynikających z nich nerwów.

Zamiast dojść najpierw do wprawy na podstawowym wzorze chustecznika, zachciało mi się wariacji na temat. Mam w posiadaniu od dawna wielki kawałek ślicznego brązowego sztruksu, haftowanego w drobne kwiaty. Od prawie 2 lat powstaje z niego torebka dla mojej siostry (szybko idzie, nie?). I parę okrawków już gdzieniegdzie się plątało, postanowiłam więc z jednego z nich zrobić chustecznik.





Ale piękna szmatka to nie wszystko. Jeszcze trzeba mieć spolegliwą maszynę do szycia i odrobinę oleju w głowie, a w obu tych dziedzinach u mnie niedostatki. Pomyślałam, że skoro sztruks jest grubszy i sztywniejszy niż zwykła bawełenka, to lepiej będzie uszyć chustecznik bez podszewki. Lewa strona materiału jest ładna, da radę. No tak, ale czym w takim razie wykończyć brzegi, które stanowią otwór chustecznika? Muszą wyglądać ładnie, bo są jego najbardziej widocznym elementem!

Zdecydowałam się na lamówkę, dobrałam piękny śliwkowy kolor, pasujący do niektórych kwiatków na materiale, wykroiłam, spięłam... Wszystko wskazywało na to, że pójdzie dobrze. Zadziwiająco rozsądnie uznałam, że najpierw należy naszyć lamówkę, a dopiero potem składać chustecznik w całość. Na tym się jednak mój rozsądek skończył. Zapomniałam, że moja maszyna ma ZAWSZE problem z przeszyciem większej liczby warstw materiału (a w przypadku jednej warstwy materiału i lamówki, to warstw już jest pięć), zapomniałam, że na "śliskich" materiałach zawsze okropnie haczy mi igła, zapomniałam, że sztruks jest elastyczny i będzie się zachowywał po swojemu.

Biedny Qrczak, który moich krzyków i przekleństw wysłuchiwał cały środowy wieczór... Nie mogłam robótki odłożyć na dzień, kiedy będę bardziej pozbierana i wypoczęta, bo w czwartek miał już prezent trafić do jubilatki. Tak że umordowałam się srodze, ale zmogłam!

Oto dowód na problemy z przyszyciem lamówki:





A oto jak musiałam zamaskować szew przy dolnej warstwie (wyszedł tak okropnie brzydko i topornie, dużo gorzej, niż przy górnej, że po prostu NIE MOGŁAM tak sprawy zostawić i do boju ruszyła ząbkowana taśma):





Obdarowana (koleżanka z pracy i jednocześnie pierwsza nauczycielka Smyka) wzruszona była do głębi... Bardzo jej się całość spodobała ( to zdecydowanie jej ulubione kolory), a zaskoczyło ją w ogóle, że istnieją takie "gadżety" jak chusteczniki. A jednak bez podszewki nie za bardzo trzymał kształt. Dużo jeszcze przede mną, ale chyba najpierw wymienię maszynę, bo marka Tesco jakoś w tym wypadku chyba nie wystarcza. "Kiepskiej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy", wcale nie wiem tak naprawdę, czy lepsza maszyna w moich rękach miałaby się lepiej niż ta.

Niemniej, skoro się podobało, to chyba najważniejsze, w końcu nie dla mojej satysfakcji był szyty, tylko by kogoś uszczęśliwić. I to się udało, nie mam więcej życzeń. Pan Krzywulec w pełnej krasie:





***
U Bag Lady o północy 14 marca kończą się zapisy na losowanie!
20:02, aneladgam , DODATKI
Link Komentarze (11) »
środa, 10 marca 2010
Wykorzystując:

- tkaninę ze sklepu Jednoiglec jako wierzch,
- pomarańczowy len od Patrycji jako podszewkę,
- kurs Gazyni jako model,
- sobotnie popołudnie i wieczór,

uszyłam w końcu pierwszy chustecznik. Kusiło mnie to od jakiegoś czasu, ale dopiero teraz znalazłam czas na próbę. Usatysfakcjonowana specjalnie nie jestem, bo stchórzyłam i szwy zrobiłam za szerokie, przez co chusteczki ledwie się mieszczą na długość. W dodatku moja maszyna zaparła się, że więcej niż 3 warstw płótna nie zszyje, więc po godzinie mordęgi złapałam za igłę i chustecznik wykończyłam ręcznie.

No i jeszcze jedną nauczkę mam - otwór do przewrócenia zszytych dwóch warstw muszę robić w dłuższym boku, który jest potem zamaskowany, a nie w krótszym, który później zieje miejscem zeszycia tuż przy reprezentacyjnym otworze.












Chustecznik pojechał już do osoby, dla której jest przeznaczony, a ja drżę przed jej reakcją.

***
Candy u Pauli, losowanie 21 marca:


12:24, aneladgam , DODATKI
Link Komentarze (17) »