| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
1 procent podatku
MOJE INNE BLOGI:
MOŻESZ POMÓC!
Sklepik :)
Tu kupuję:
Tu zaglądam, to polecam:

Digi-Scrap.PL.

Tworzymy dla chorych dzieci.

ALBUMY

środa, 11 kwietnia 2012
Dziwnie jest być najstarszą w pokoleniu - wszystkie moje siostry i kuzynki są ode mnie młodsze, więc co się któraś obroni, za mąż wyda, tudzież dziecię powije, to ja się czuję jak stuletnia staruszka. No kto to widział, takie dzieciaki... Nieważne, że te dzieciaki od ładnych paru lat pełnoletnie są, dla mnie zawsze to moje małe siostrzyczki i małe kuzynki.

Właśnie dziś najstarsza z moich kuzynek wpadła z zaproszeniem na ślub. Mmmmm, bardzo się ucieszyłam, zarówno ze względu na nią, jak i trochę - egoistycznie - na siebie. Ona widać, że szykuje sobie szczęście, a ja przynajmniej będę miała pretekst, żeby po 12 latach kupić sobie sukienkę. I poszaleć z małżonkiem na parkiecie, a może nawet dzieci weźmiemy?

Z tej okazji przygotowałam dla przyszłej Panny Młodej "przedślubnik" - album na zapiski i zdjęcia z tego okresu "tuż przed". Dziś mnie osobiście brakuje takiej pamiątki, chciałabym czasem wrócić do tych wspomnień, do przymiarek, zerknąć co sobie planowałam, albo co wyobrażałam, co mi się śniło... Niestety te 9 lat temu nawet przez myśl mi nie przeszło w taki sposób te wszystkie emocje utrwalić.

Młodej narzeczonej album się spodobał, albo bardzo dobrze udawała, hihi. Ucieszyła się w każdym razie.

Mnie się najbardziej podobają te latające wieszaki.
















Tagi: ślubne
22:54, aneladgam , ALBUMY
Link Komentarze (24) »
czwartek, 27 października 2011
Ta paczka już chyba nigdy nie dojdzie. Idzie już cztery tygodnie! Pora, żebym się wzięła za zrobienie drugiej, a co do tej, cóż, kto ją po drodze świsnął, niech mu od czasu do czasu zrobi się wstyd. Bardzo wstyd.

Mowa o przesyłce z "Wymianki z dzieckiem w tle". Wylosowałam Iwonę, a właściwie jej dwie córeczki - Ellę i Mayę. Starałam się wykonać coś, co obu dziewczynkom by się przydało, jakiś miły drobiazg jednocześnie taki sam, ale inny - wszak ich upodobania się różnią. Powstały więc dwa niewielkie albumy, jeden w tonacji czekoladowej (Maya nie lubi różowego), drugi różowy w sówki (Ella to mała księżniczka).






Kolory w rzeczywistości są soczystsze, ale w dzień, kiedy pakowałam przesyłkę, pogoda była obrzydliwa i niestety nie dało się ładnego doświetlonego zdjęcia zrobić.

Do wykonania mini-albumów wykorzystałam tekturowe przekładki, okleiłam je wzorzystymi papierami, zostawiając w środku miejsce na zdjęcia. Większej ilości ozdób wolałam nie naklejać, bo deseń wewnątrz jest w obu albumach wystarczająco ozdobny i nie ma co tu przesadzać z dodatkami. Wprowadziłyby tylko niepotrzebny "szum".

Oprócz albumów wysłałam dla Mai kalendarz w koty, taki trochę mroczny (Maya jest miłośniczką kotów), a dla Elli zestaw mazaków takich do dmuchania - z szablonem zamku księżniczki. Dołożyłam też coś dla ich mamy...

... no i to wszystko właśnie Duch Poczty gdzieś zadział! Mam nadzieję, że ten, w czyje łapska to trafiło, ma w rodzinie Ellę i Mayę, w ten sposób przynajmniej moja praca by się nie zmarnowała.

wtorek, 09 sierpnia 2011
20 x 20 cm - taki format zupełnie przypadkowo wybrałam na karty albumowe dla Smyka (nie wiem czy ktoś jeszcze pamięta te moje niewielkie obrazki, łączące zdjęcie z tematycznie lub kolorystycznie dopasowanym miniaturowym haftem). Do tej pory powstały trzy (znajdziecie je tutaj, tutaj oraz tutaj), a ja obiecałam sobie, że kolejny, jaki powstanie, będzie dla Smykałki. Wyhaftowaną miniaturkę już miałam, ale ciągle coś pilniejszego do zrobienia wyskakiwało i koniec końców naczekała się ta moja córeczka na pierwszą kartę.

Zmobilizowało mnie wyzwanie "Wszystko, tylko nie kartka" na blogu Digi Scrap.




Mogłam była wybrać większy format - wtedy zarówno zdjęcie, jak i haft, mieściłyby się na papierze bez problemu; byłoby też więcej możliwych konfiguracji, a tak to wszystkie karty będą mniej więcej na jedno kopyto. Zawsze mogę twierdzić, że tak miało być, hehe. Że "mapka" mniej więcej ta sama, a różne tylko kolory, dodatki, warstwy i tak dalej. W liceum nadużywało się sformułowania, że coś było "klamrą spinającą fabułę"; niech więc zostanie, że nie robię na jedno kopyto, tylko układ elementów na kartach jest "klamrą spinającą całość albumu".


środa, 27 lipca 2011
Ponoć mapki mają ułatwiać życie początkującemu scraperowi, idąc więc za radą Kamaftut próbuję się przełamać. Tak zinterpretowałam mapkę zamieszczoną w lipcowym wyzwaniu "Mapki i szablony" w Szufladzie:





Album jest przeznaczony na prezent urodzinowy dla córeczki April79. Urodziny już co prawda parę dni temu minęły, ale tak się umówiłyśmy, że wręczę małej jubilatce prezent osobiście - najprawdopodobniej już w niedzielę!

***
Mam informację, że kolejne dwie przesyłki z wymianki opaskowej już są u właścicielek, jutro wysyłam następną. Jak ja bym chciała do końca lipca wysłać już wszystkie!

środa, 01 czerwca 2011
Niedziela rano, po fantastycznej roczkowej imprezie Smykałki (będą zdjęcia, będzie opis, nie wiem kiedy, bo nie wyrabiam z wykonaniem zamówień i każda chwila jest cenna; tęsknię już za Waszymi blogami...; nie obrażajcie się na moją absencję, myślę dużo o Was). Szybki telefon do Marka siostry i okazuje się, że dostajemy zaproszenie tego samego dnia na obiad. Z czego wniosek, że mam dwie godziny na wykonanie pierwszokomunijnego prezentu dla Zuzi. Tak, wiem, powinnam była zawczasu go przygotować... Qrczak zabiera Smyka do Decathlonu, Smykałka zasypia, a ja pędem wyciągam zasoby rozmaite.

Na dwie strony przed końcem braknie papieru do ozdobienia wewnętrznych kartek. Nadal jest niedziela, nigdzie nie dostanę zastępczego. Jedyna rada - wyciąć te dwie strony, których nie pokryje ozdobny papier. Wycięte. Okładka zrobiona, kartki ozdobione, zabieram się za cieniowanie. Dramat, zajmuje mi to ponad godzinę (cały album w sumie dwie).

Zdążamy na czas. Album wręczony. Zuzia rozanielona. Zdjęcie jedyne jakie zdążyłam w pośpiechu zrobić:



niedziela, 15 maja 2011
Wiosna 2010. Oczekiwanie na siostrzyczkę. Podróże z tatą. Powroty do mamy. Pierwsze wyraźne upodobania. Pierwsze słowa. Smyk.





Nie wiem czy ktoś jeszcze pamięta, że powolutku robię album dla mojego synka - na pamiątkę. Zasadą, jaką przyjęłam, jest wykorzystanie zdjęcia oraz miniatury wyszywanej, w jakiś sposób ze sobą skorelowanych. Haft do wykonania tej karty wykonałam pod koniec sierpnia. Zdjęcie Smyka pochodzi z maja (sprzed roku), z wycieczki do Henrykowa. Ale mam tempo uskuteczniania pomysłów, prawda? Tę kartę, zaledwie trzecią z kolei, wykonałam dopiero dziś - zmobilizowało mnie 18 wyzwanie na blogu Lemonade pod hasłem "Używamy różności". O, różności to tu jest a jest, a całość umieściłam na papierze "Grandma's Attic" idealnym na tak "zapisane" wspomnienia.

W kolejce czeka już pierwszy hafcik do podobnego albumu dla Smykałki. Mam zdjęcie, mam wyszytą miniaturkę, kto mi da kopa, żeby zrobić w końcu kartę?

poniedziałek, 14 marca 2011
Wydarzenia potoczyły się zbyt szybko. Komentarz nr 6000 padł u mnie na blogu zanim w ogóle zdążyłam pomyśleć, w jaki sposób go nagrodzić. Dlatego bardzo proszę zdobywczynię nieznanego jeszcze trofeum o cierpliwość... a może i o podpowiedź?

Oto ten okrągły komentarz:

Sliczniutkie kwiatki:))Widac ze starannie wykonane:))Brawa dla Smyka:))

Pozdrawiam Asia
P.S. zawieszka na drzwi super:)))

napisał: Gość: Asia, 92.40.163.210.threembb.co.uk 2011/03/10 21:13:56

Tak że proszę Asię z blogu Moje Pasje o przysłanie adresu na mój mail (widoczny w lewym górnym rogu).

Bardzo Wam jestem wdzięczna wszystkim, że tak ochoczo odwiedzacie, czytacie i komentujecie mój blog, dzięki Wam widzę, że to ma sens. A ileż inspiracji mam dzięki temu!

***
Tytułowe nieprzygotowanie to też zupełna zapaść umysłowa jeśli chodzi o pamięć o urodzinach, i to pierwszych, Bartka, syna April79. W związku z tym, mój prezent dotarł z opóźnieniem, ale spotkał i się i tak z miłym przyjęciem. Pokażę tylko okładkę i pierwszą stronę, ponieważ reszta została przeze mnie tylko oklejona na kolorowo, wypełniać będą już rodzice i pewnie siostrzyczka.







Jak widać, album bardzo stonowany. Za to karteczka stanowi dokładne jego przeciwieństwo:



środa, 14 lipca 2010
"Kołysanka na dobranoc" to przedostatni z albumów biorących udział w naszej wędrówce.  Do tej pory wpisy zajmowały mi dzień lub dwa, plus jeden na obfotografowanie, po czym albumy szły w dalszą drogę. Tym razem było inaczej - wykorzystałam pełne przysługujące mi trzy tygodnie. Nie brakowało mi czasu, nie brakowało mi pomysłu, nie brakowało weny - brakowało najważniejszego. Kołysanki.

Kiedy 12 lat temu urodził się mój brat, mój ówczesny chłopak przyjechał do nas z gitarą i zaśpiewał mu kołysankę, której nauczył się z wygranej na jakimś rajdzie kasety. Tę właśnie kołysankę chciałam wpisać do albumu Agnieszki, ale po tylu latach kilka wersów umknęło mi z pamięci. Nikt nie jest doskonały.

Próbowałam znaleźć tekst w Internecie, NIE MA. Próbowałam znaleźć piosenkę na YouTube, NIE MA. Napisałam do Radka (który ją mojemu braciszkowi śpiewał) z prośbą o tekst, NIE MA. A miała być ta kołysanka i żadna inna. Chciałam też śpiewać ją Smykałce, bo te tradycyjne kołysanki zdążyły mi się znudzić. Jedyne co mi się udało od Radka wydobyć, to  nazwa zespołu (Wolny Wybór), ale płyt ani kaset nigdzie nie dało się znaleźć. Prawie się poddałam...

Aż w końcu wpadłam na jeszcze jeden trop. Po nazwie zespołu doszłam do nazwiska "Jacek Antczak". Przeszukałam ponownie Internet w poszukiwaniu jego adresu mailowego i odważyłam się napisać. Czy uwierzycie? Dostałam piosenkę w formacie mp3 OD JEJ AUTORA! I dzięki temu mogę już dziś zaprezentować Wam mój wpis:





































Wpis skończyłam dawno temu, ale że wciąż pokazuję zaległości jeszcze nawet sprzed porodu, to dopiero teraz doczekał się publicznej prezentacji.

piątek, 04 czerwca 2010
Trzy miesiące temu chwaliłam się pierwszą kartą wykonaną do albumu Smyka. Sądząc z tempa powstawania projekt chyba mnie przerósł... Drugi haft do niego przeznaczony pokazywałam w połowie lutego:





W międzyczasie powstawały dziesiątki innych robótek, a haft czekał na natchnienie. Wena przyszła dopiero w połowie maja, na fali zagłuszania strachu przed pojawieniem się nowego osobnika w rodzinie.

Nie mogłam się zdecydować, które z dwóch zdjęć wybrać do tego obrazka. Na obu Smyk przyjął postawę niedźwiadka, oba pasowały kolorystycznie i oba bardzo miło nam się kojarzą. W końcu zdecydowałam się umieścić na karcie oba, choć kosztowało mnie to niemało umysłowej gimnastyki.

Wspomnienie letnich wakacji 2009 roku (zdjęcia powiększą się po kliknięciu):










Tak patrzę jakim Smyk był wtedy bąbelkiem... Teraz niby nadal malutki, ale jednak przy Smykałce wydaje się już nieźle podrośniętym pacholęciem. Aby nie zapomnieć różnych pięknych i ważnych chwil, na tyłach kart tego albumu umieszczam wspomnienia z danego okresu - co Smyk na tym etapie potrafił zrobić, co lubił, czego nie lubił, czego się bał, co go śmieszyło. Kiedyś to będzie pamiątka. Pewnie niedługo dojdą do tego samego albumu karty ze Smykałką.

A może lepiej dla niej zrobić osobny? Jak sądzicie?

środa, 19 maja 2010
Czekanie i zastanawianie się "czy to już" doprowadza mnie do obłędu. Non stop się w siebie wsłuchuję, żeby tym razem czegoś nie przegapić. Nakręca mnie to w drugą stronę, bo cały czas mi się wydaje, że oznaki są już niewątpliwe. A jednak, jak widzicie, cały czas w domu jestem i nadal czekam. Męczy mnie to psychicznie, a i fizycznie chyba też.

Żeby się oderwać, daję zajęcie rękom, kolejne robótki powstają w tempie ekspresowym, nie nadążam z ich pokazywaniem. Poza tym cały czas mam świadomość, że gdy wyczekiwany Okruszek zdecyduje się światu objawić, to czasu na hobby początkowo mieć nie będę...

Dziś zatem prezentacja wpisu do albumu Oury. Tytuł - "Kuchenne inspiracje". Ponieważ już na kilku blogach widziałam, na jakiej zasadzie album jest zbudowany, byłam przygotowana na jego przyjęcie i uzupełnienie. Wykonanie wpisu zajęło mi jeden wieczór. Mam nadzieję, że Oura wybaczy mi, że do następnej osoby wysłałam album paczką, a nie listem - niestety Ona_i_ja w tym momencie nie wklei znaczka z koperty. Ale razem z albumem wysyłałam oba słowniki torebek i włożyłam wszystko to jednego pudła. Ouro, za to dołożyłam Ci do albumu coś smakowitego!

Każda z wpisujących się ma w tym albumie do dyspozycji stronę dużą i małą. Na małej ma się znaleźć nasz ulubiony przepis (jak miałam wybrać jeden ulubiony?! to chyba była najtrudniejsza część zadania). Dlatego po prawej widzicie małą szafkę zamykaną na złotą wstążeczkę. W środku jest przepis na ptysie.

Dużą stronę autorka albumu zostawiła do naszej dyspozycji. Zamieściłam tam więc dwie półeczki do kompletu z szafką, a na półeczkach ustawiłam swoje ulubione herbaty. To znaczy opakowania po nich. W opakowaniach zaś mieszczą się przepisy na sałatki, których głównymi składnikami są owoce umieszczone na torebkach.





Mam nadzieję, że wpis się Ourze spodoba i przyda!

***

To są takie same herbatki, jak te, które wystąpiły w tym wpisie. Epilog zdarzenia: dwa tygodnie po ślubie dostaję od Młodej sms: "WŁAŚNIE CHCIELIŚMY SIĘ NAPIĆ HERBATKI!!!". Uśmiałam się serdecznie, bo wygląda, że narobiłam im apetytu, którego zawartość torebki nie była w stanie zaspokoić. Wniosek? Pieniądze szczęścia nie dają? Hehe. Obiecałam, że przyniosę herbatę jak się wybierzemy z wizytą...
 
1 , 2