| < Marzec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Zakładki:
1 procent podatku
MOJE INNE BLOGI:
MOŻESZ POMÓC!
Sklepik :)
Tu kupuję:
Tu zaglądam, to polecam:

Digi-Scrap.PL.

Tworzymy dla chorych dzieci.

UŁATWIENIA

sobota, 06 lutego 2010
Szmateksy, tudzież zwane second-handami, lumpeksami (pieszczotliwie: lumpkami), otworzyły przede mną nowe możliwości. Natchnęły mnie głównie Pat, Skrzatka i Eda. Do tej pory w sklepach tych nabywałam głównie ciuszki i dodatki, a teraz okazało się, że można tam śmiało nabyć coś, co zyska "drugie życie"! U Edy, na przykład, wełniana spódnica stała się uroczym misiem. Pat przywiozła mi kiedyś połowę swego łupu, bo w szmateksie pod jej domem można za bezcen piękne tkaniny kupić (już zaczęłam z nich coś kroić, na wiosnę pewnie uszyję).

A dziś wędrując ze Smykiem po sałatę, zajrzałam z głupia frant do "Odzieży na wagę" i kupiłam wielką poszewkę na poduszkę. Nie przyda mi się do wykorzystania zgodnie z przeznaczeniem, bo poduszki mam w zupełnie innym rozmiarze, ale oto za marne 4 zł zostałam właścicielką dużej płachty takiej oto tkaniny:





Przyda się! Zaliczam ją do kategorii "inspirujące". Płótno w bardzo dobrym gatunku, stan idealny, a i wzór mi się podoba, bo lubię połączenie bieli i błękitu.

***
Wiosenny naszyjnik od Eumychy - losowanie 10 lutego.





Niespodzianka na Kartkomanii - zgłoszenia do końca lutego.
niedziela, 08 marca 2009
Nie mogę chwilowo pokazać swojego ostatniego "osiągnięcia" (jednym z wymogów konkursu jest, by nie publikować pracy przed jego końcem), postanowiłam zatem pochwalić się Wam swoimi ostatnimi zakupami.

Miałam znów wyjątkowego pecha na Allegro, ale na szczęście tym razem trafiłam na sprzedawców, którym zależało na dobrej opinii. I całkiem nieźle na tym wyszłam, przyznaję!

Najpierw kupiłam za złotówkę (poważnie mówię, za JEDNĄ złotówkę, plus 5 zł za przesyłkę) zestaw ponad 160 koralików różnej wielkości, kształtu, rozmiaru i przeznaczenia. Trochę na nie poczekałam, ale kiedy już doszły, okazało się, że sprzedawca wysłał je zwykłym listem, a nie poleconym. Zwróciłam mu na to uwagę, nawet nie robiłam awantury, a dostałam bez żadnych dodatkowych kosztów naszyjnik z kilkuset kwiatków, ciemnych i jasnych. Na razie go nie rozpruwam, jest taki ładny... A i tamte koraliki były trafionym zakupem. Część powędrowała do zwyciężczyń konkursu Smykowego.

Teraz zaś kupiłam koraliki dla dziewczynek (takie do robienia bransoletek). Na zdjęciu zestaw wyglądał super, zwłaszcza te koraliki w kształcie stópek:







One mnie skusiły, drogi zestaw nie był, nabyłam. Przesyłka doszła szybko - ale nie ta! Dotarł zestaw bez stópek, za to z rączkami. Też fajny i ładny, ale co z tego, ja chciałam stópki (przydałyby mi się do metryczek). Zapytałam sprzedającą, co w tej sytuacji zrobić - a ona przysłała mi drugi zestaw!

Dobrze, że Qrczak już kilka miesięcy temu kupił mi kuferek dla majsterkowiczów:





W jego wnętrzu kryją się cztery małe walizeczki z przegródkami:





A w przegródkach moje skarby:





Skromna to na razie kolekcja, ale już pobudza wyobraźnię...

poniedziałek, 22 grudnia 2008
Co roku dobija mnie ilość papieru, jaka schodzi na opakowanie prezentów. Przy liczebności mojej rodziny na środku pokoju rośnie hałda, którą nie zawsze zdążę zagospodarować. Najczęściej ktoś usłużny wyrzuca wszystkie do śmieci, niezależnie od sztyletów świecących mi w oczach na takie marnotrawstwo. Z jednej strony - żal wyrzucać, bo "przydasię". Jak nie na ponowne opakowanie, to do zdobienia kartek, pudełek, zeszytów czy notesów. Z drugiej, jak już wyrzucać, to do kosza na makulaturę. Przecież to wszystko waży swoje, a celuloza długo się rozkłada. Jak pomyślę, że tylko z mojego osiedla w ten jeden dzień wyrzucone zostaje 26 tysięcy opakowań po prezentach (zakładając tylko jeden prezent na jedną osobę)...

Jako takim rozwiązaniem są gotowe torebki do prezentów. Włożyć prezent, wyjąć, torebkę wykorzystać ponownie i tak co roku. Rozwiązanie zdecydowanie bardziej ekologiczne, bo torebek nie wyrzuca się tak odruchowo. Ale takie trochę mało eleganckie.

W tym roku rozpoczęłam u siebie w domu kampanię na rzecz bardziej ekologicznego sposobu życia. Odrobinkę bardziej, ale jednak zawsze. I prezenty pakuję w sposób oszczędny, a jednak elegantszy niż gotowce. Przynajmniej niektóre prezenty, te, które zdążę.

Pokazywałam już woreczek z filcową myszką (dziś został do niego zapakowany upominek dla moich przyjaciół, a woreczek potem może się przydać na różne różności, jak chociażby na skarpetki w podróży, miętowe cukierki czy płatki kosmetyczne) i woreczek, który zamówiła Anett. A dziś chciałam pokazać jak zapakowałam prezent dla Ani:





Ania jest artystką, więc być może znajdzie zastosowanie dla czerwonej flizeliny, w jaką został owinięty prezent. Zamiast taśmy, wstążki i kleju wykorzystałam satynową kokardę na agrafce, którą spięłam miejsce złożenia flizeliny. Kokarda po odczepieniu jest samoistną broszką lub ozdobą tkaniny (poduszki, zasłony).

niedziela, 23 listopada 2008
Patent szósty wyszedł sam z siebie wczoraj.

6) Wysłać męża do sklepu.

Qrczak wybrał się po zakupy, więc obarczyłam go kupnem szamponu."A jaki?" "Nie wiem, zawsze kupujesz dobry". Więc kupił. Timotei.



Z gratisem! A gratisem była bransoletka. W zamyśle pewnie cudnej urody, ale na mój gust badziewnej.





Mimo to byłam zachwycona! Dlaczego? "Kochanie, a nie pogniewasz się, jak ją potnę i koraliki wykorzystam do haftów?" A Qrczak na to z dumą: "No przecież po to kupiłem".

!
Mówiłam, że on jest jedyny w swoim rodzaju...

***

Zgodnie z obietnicą daną Małgosi, w nadchodzącym tygodniu na moim blogu ukaże się kolejna zagadka, tym razem z nagrodą!
sobota, 22 listopada 2008
Grażka kiedyś pisała o tym, jak dzieli sobie robótki - na kawowe, łazienkowe, basenowe itp., w zależności od tego gdzie i kiedy je wykonuje.

Wpadłam na pomysł, by zrobić sobie robótkę spacerową. Założenia: miała się mieścić w torebce (to akurat nietrudne, noszę pojemne torebki) i być dobrze zabezpieczona, a jednocześnie zawierać wszystko, co do jej wykonania może być potrzebne.

Oto co zrobiłam. W szpitalu tuż po urodzeniu Smyka otrzymaliśmy wielkie pudełko z próbkami różnych kosmetyków i dań. Próbka kremu ochronnego Hipp była opakowana w małą płócienną saszetkę z zamkiem. Od razu wiedziałam, że do czegoś ją wykorzystam, ale wówczas jeszcze nie wiedziałam do czego.

Jej dzień nadszedł, kiedy wreszcie kupiłam sobie małe ostre nożyczki do haftu - mieszczą się w niej idealnie. Jednocześnie jest też igielnikiem, wczepiam w nią igły i szpilki (jeśli pracuję w domu, to na sztorc, jeśli zabieram robótkę ze sobą, to na płask).

Do saszetki karabinkiem przypinam mały woreczek strunowy, w którym jest mulina, bobinki z nawiniętymi pasemkami oraz sama robótka, a całość wkładam do większego woreczka, tak że nie ma prawa jej się nic stać.

Tak to wygląda z obecną robótką (zakładka):




Na dworze zimno i mokro, więc wyszywać za bardzo się nie da, ale gdy podczas spaceru ze Smykiem u kogoś przycupniemy (jak ostatnio u prababci), to wtedy mogę sobie powyszywać. A w rękawiczkach to tylko szydełkować potrafię, muszę sobie zrobić szydełkową robótkę spacerową.
czwartek, 20 listopada 2008
Miałam ci ja przezroczyste pudełko po Ferrero Rocher. Napakowałam ci ja doń kolorowych mulin. W ten sposób widzę, co w pudełku jeszcze mam, a i wygląda to ładnie, jak są tak warstwowo poukładane. Natomiast bolała mnie konieczność używania obu rąk do otwierania pudełka, zwłaszcza gdy podczas wyszywania chciałam szybko coś z niego wyjąć.Ratunek przyszedł w postaci

3) Żabki z przylepcem.

Małą żabkę dostałam od ucznia razem z cukierkami, które przyniósł w dniu swoich urodzin. Żabka ma spodnią część z klejem i długo czekała aż się zdecyduję gdzieś ją umocować. Bałam się, że gdy ją przylepię, to już nie będzie odwrotu.
Aż wylądowała na wieczku pudełka z mulinami. Pilnuje mi motków, a otwarcie pudełka zajmuje teraz sekundę.





***
Krążąc w środę ze Smykiem po osiedlu, zajrzałam do sklepiku o nazwie "Świat drobiazgów". Oprócz tego, że dostałam oczopląsu z nadmiaru wrażeń, nabyłam kolorowe frotki na lekcje i ... cóż, nie mogłam się powstrzymać...

4) Szkatułka na robótki.

Jest pojemna, trzymam w niej kordonki i włóczkę. Ma drewniany opuszczany uchwyt, więc łatwo ją przenieść. Wieczko ma pod spodem przyszytą kieszonkę (idealną na szydełka) i serduszko-igielnik). Co jak co, ale za 10 zł nie mogłam tego odpuścić.


środa, 19 listopada 2008

Wróciłam z pracy, Smyczek śpi (nareszcie), pewnie wymęczony dniem śmiechu, szaleństwa i bawienia się z mamą w "och, ojej, odwróciłem się na plecki, widzisz? nie mogę spać, odwróć mnie na brzuszek; odwróciłaś? a ja bam, zobacz, znów na pleckach, hihihi".

Zastałam trzecie zgłoszenie w zabawie, a więc mam już komplet. Elżusi adres mam, pozostałe dwie bloginie poproszę o wysłanie mi swoich adresów na aneladgam@gazeta.pl, cobym mogła niespodziankę wysłać.

A tymczasem kolejny odcinek patentów, czyli

2) Jak sobie ułatwić wyszywanie koralikami.

Pomysł, który wpadł mi w oko w którymś z numerów "The World of Cross Stitching". Zawsze mnie denerwowało wyciąganie po jednym koraliku z pudełka czy woreczka. A otóż można owinąć palec kawałkiem dwustronnej taśmy przylepnej, nabrać na to kilka lub kilkanaście koralików i o wiele łatwiej nawlec je wówczas. Pierwszy raz wykorzystałam ten pomysł przy wyszywaniu "Śnieżynki".

Najpierw o Candy u Mamami. Scrap to technika na razie mi obca, ale muszę ją wypróbować, bo niecierpliwość łap jest nienasycona.

A teraz o patentach kilku, które może znacie, ale jeśli ktoś nie zna, to mogą nieźle ułatwić życie (notka miała powstawać w kilku etapach, przez cały dzień, bo Smyk coś dzisiaj ma rwany sen, ale po namyśle dzielę ją na kilka notek, żeby nie wyszedł zbyt długi i pogmatwany wpis).

1) Pudełko do szydełkowania lub robótek na drutach.

Rok temu na Gwiazdkę dostałam od przyjaciela 3 koty. Koty Schroedingera. Na czym polega taki kot można przeczytać tu, natomiast cechą zasadniczą jego jest to, że przebywa w pudełku.
Kotki oczywiście wylądowały w różnych miejscach w domu, zaś pudełko natychmiast zostało zaadaptowane do lepszych celów. Posiada dwa okrągłe otwory i jeden podłużny (w sensie, oczka i uśmiech). Do środka wkładam włóczkę lub kordonek (dwa-trzy kolory), przeciągam na drugą stronę i mogę śmiało dziergać bez obaw, że coś się pomiesza lub poplącze. To pudełko zastąpiło tekturowe pudełka po wkładkach laktacyjnych z wyciętymi przeze mnie dziurami :) Co tu dużo ukrywać - jest ładniejsze. A szydełko lub druty można podczas przerwy spokojnie trzymać w pudełku lub "uśmiechu".

Tu robótka na zewnątrz:



A tu wewnątrz pudełka, podczas "przerwy":




Nadal aktualna jest zabawa w rozdawanie prezentów (patrz notka niżej), Elżusia już sobie zaklepała :) Dołączyła do niej Sanja, jedno miejsce wolne.
sobota, 11 października 2008
Był 20 lat temu. Mały, plastikowy. Mama próbowała na nim nauczyć mnie wyszywania. Szybko się połamał, a Mamy zapał złamał się jeszcze wcześniej. Potem przez wszystkie lata wyszywałam bez tamborka. Do głowy mi nie przyszło brać jeszcze jakieś dodatkowe ustrojstwo do ręki, skoro i bez niego rzecz się czasem komplikuje.
Ale ostatnio moje haftowanie nabrało może nie tyle tempa, co ilości, co zaowocowało koszmarnym bólem nadgarstka. Przy zmianie położenia ręki zdarza mi się zawyć z bólu, utrzymanie dziecka pod kranem graniczy z cudem, przewijam właściwie jedną ręką... Skusiłam się zatem znów na tamborek, w nadziei, że trochę ten ból zelżeje. Póki co jestem zdumiona, o wiele łatwiej się wyszywa!
Dorosła baba a głupia... ;)