| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
1 procent podatku
MOJE INNE BLOGI:
MOŻESZ POMÓC!
Sklepik :)
Tu kupuję:
Tu zaglądam, to polecam:

Digi-Scrap.PL.

Tworzymy dla chorych dzieci.

GOŚCINNIE

sobota, 02 kwietnia 2016

Serdecznie Was zapraszam na blog mojej chrześniaczki!
Bestia zdolna!


Z igłą w ręku

piątek, 04 listopada 2011

Kiedy zobaczyłam ten naszyjnik u Blanki, od razu wiedziałam, że musi być mój. Napisałam, dostałam, w pracy już nawet w nim byłam. Chociaż początkowo chciałam go nosić do turkusowej bluzki, bardziej spodobał mi się w wersji z czarną koszulką na ramiączkach, a potem z białym swetrem:


Lubię go bardzo, czuję się w nim naprawdę kwitnąco. Podkreśla kolor moich oczu, a w dodatku ożywia ubiór - lubię ubierać się w neutralne barwy, a także w biel i czerń; taki kolorowy dodatek przyciąga wzrok i o to właśnie chodzi!

Blanko, jesteś artystką! Ale myślę, że takie wyznanie to dla Ciebie nic nowego, hi hi.


poniedziałek, 17 października 2011
Czasem się czuję jakbym miała spławik przyczepiony, tak sobie nurkuję i wypływam, nurkuję i wypływam. Tym razem winą mojej nieobecności nie był brak weny - wręcz przeciwnie! W piątek nastąpił jakiś przeskok iskry na przełącznikach i nie dość, że wróciła chęć do tworzenia, wróciły również pomysły! To, co miałam zrealizować już dawno, nareszcie się doczekało właściwych inspiracji, a przypływają wciąż nowe. Niech ten stan trwa! O wiele bardziej wolę być nieobecna z powodu nadmiaru pomysłów, które muszą się doczekać ukończenia (niedawno zauważyłam, że właściwie nie prezentuję Wam prawie nigdy postępów w pracach, dopiero ukończone "dzieła").

Ale ponieważ mój małżonek znalazł w pracy czytnik pasujący do kart z mojego aparatu, mogę przynajmniej pokazać co pewna kochana kobieta, znana jako Drugi.Maurycjusz, przysłała mi pewnego pięknego październikowego dnia.

Widząc u niej ramki do magnesów, kupione przez jej mamę, poprosiłam entuzjastycznie o takie same. Czy możecie uwierzyć? Jej mama specjalnie dla mnie kupiła wielki zestaw ramek z magnesami, a Maurycjusz zadbała, by do mnie szybko dotarły, i to w dodatku w towarzystwie!





Dostałam przemiłą kartkę, stempelki jak znalazł do kartek świątecznych, zestaw do wyszycia MIIIIIIIŚ (to Smykałki kwestia) oraz do ozdobnych tagów do prezentów. Kroplą, które dopełniła kielich radości, był naparstek z Bolesławca. Wśród posiadanych przeze mnie jest to pierwszy, który jedynie swoją estetyką nawiązuje do tradycyjnego wzornictwa z danego miejsca, tak że żaden herb mu już niepotrzebny, od razu widać skąd jest.





Kochana, bardzo Ci dziękuję za tak miłą niespodziankę, ucałuj swoją mamę ode mnie, a Ciebie ściskam tak, że prawie zaraz pękniesz!


środa, 12 października 2011
Chyba najprościej będzie mi wybrać się na miasto po nowy czytnik, tego starego to już nie znajdę, obawiam się.

Na szczęście Mięta pozwoliła mi wykorzystać zrobione przez nią zdjęcia i dzięki temu mogę pokazać, co dostałam od niej w ramach "Podaj dalej".

Zielona zakładka do mnie trafiła:



Chustecznik w drobne kwiatuszki:



Oraz serduszko z literą M"




Bardzo mnie ucieszyła ta niespodzianka! Zmobilizowała do pewnych rzeczy i zainspirowała kilkoma pomysłami! Dziękuję!

środa, 05 października 2011

Wczoraj dostałam do własnych łapek moją kanwę ze Słownikiem Torebek, nareszcie! Finał zabawy przewidziany był na grudzień/styczeń, ale mimo tego poślizgu bardzo się cieszę, że ten obrazek mam. Kanwa wróciła do mnie w bardzo dobrym stanie, widać, że hafciarki bardzo ją szanowały. Jestem też, o ile się nie mylę, jedyną uczestniczką zabawy, która otrzymała każdy obrazek wyszyty przez inną osobę - nie musiałam doszywać nic sama, resztę wykonały pozostałe uczestniczki. Nawet Kargolcia wyszyła, choć się nie podpisała. Nie wiem czemu.

Otrzymałam śliczne upominki (na zdjęcie nie załapał się notes od Ona_i_ja, bo dostałam go dużo wcześniej, z wysyłką od Kargolci; która, nota bene, nie wywiązała się z regulaminu, ale mam to głęboko w nosie).

Nie wiem od kogo jest przecudna podkładka, ale chyba od Maknety, w razie czego proszę o sprostowanie. Starałam się sfotografować prezenty razem z obrazkami autorek:








I CAAAAAAAAAŁAAAA KAAAAAAAANWAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!


niedziela, 02 października 2011

A nawet nie z dołka, tylko z jakiegoś takiego otępienia, marazmu, niechęci do wszystkiego. Powodów tego rozmamłania było kilka - choroby dziec, potem moja, ładna pogoda (powodująca, że młodzież mieszkająca w moim bloku uznała, że całe osiedle chce z pewnością słuchać "UNC UNC UNC" z ich głośników), rozczarowanie samą sobą (nie umiem się zebrać i dotrzymać postanowienia napisania w końcu tego ostatniego rozdziału!), odreagowywanie szalonego tempa robótek wakacyjnych i przełomu lata i jesieni. I parę innych.

Powoli coś się zmienia i nabywam chęci na nowo. Niemała zasługa w "pobudce" jaką urządziła mi wczoraj Isana - zapraszając znienacka na warsztaty frywolitkowe. Po krótkim wahaniu podjęłam decyzję i wieczór spędziłam z fantastycznymi dziewczynami szkoląc się pod okiem Michaliny. Jest szansa, że spotkania będą się odbywać cyklicznie - miałoby to dla mnie sens, bo po poprzednich warsztatach, w których wzięłam udział jeszcze w ciąży ze Smykałką, znałam dwa podstawowe ruchy, nie umiejąc nawet zakończyć wykonywanego elementu. To jaki był sens to ciągnąć? Teraz przynajmniej będę umiała wykonać prosty kwiatek, tylko jeszcze trochę potrenuję.

Upłynął już miesiąc nowego roku szkolnego, powoli wdrażam się do rytmu codziennych zajęć. Czasu mam pod dostatkiem, ale gdzieś zagubiłam umiejętność gospodarowania nim. Nie wiem jak sobie z tym poradzić i jak to poukładać. Ale mam nadzieję, że stopniowo i to się jakoś uładzi. Oddać tę koszmarną pracę promotorce i zapomnieć o wszystkim związanym z uczelnią! Wisi to nade mną od tylu lat, odbierając przynajmniej połowę satysfakcji z każdej wykonywanej czynności, bo wciąż gdzieś tam słyszę głos "skończ doktorat, skończ doktorat". Motywacji nie mam już dawno. Tej pozytywnej.

Powstało trochę nowych rzeczy, ale jeszcze nie dotarły do właścicieli, więc pokażę tylko co sama otrzymałam w dwóch konkursach:

- bransoletka od Janeczki za złapanie licznika (niestety za długa na mnie, ale i tak śliczna):




- pasek z sutaszową klamrą od Pinki:




Dziękuję Wam bardzo za prezenty, zawsze to błyskotka poprawia nastrój kobiecie! Pleść z koralików nie umiem, więc ta bransoletka przez długi czas będzie jedyną biżuterią tego rodzaju u mnie w domu, a Pinki otwiera mi oczy jak fantastycznie i na różne sposoby można wykorzystywać sutasz!

piątek, 16 września 2011
Och, co się działo! W piwnicy w klatce obok nas był pożar - stopiły się rury, kable, sprzęt. U nas skończyło się to tylko brakiem Internetu, ale w sąsiednich dwóch bramach nie było prądu, ciepłej wody ani gazu. Dobrze, że to nie mrozy, bo nie wiem co ci ludzie by zrobili.

Co się okazało przy okazji braku sieci? Ano na przykład to, że nie miałam jak wysłać paczki na "Wymiankę z fantazją" - adres miałam tylko w mailu. Na szczęście pokombinowałam i mojemu mężowi udało się ten mail ściągnąć u siebie w pracy, a także poinformować organizatorkę, że z lekkim opóźnieniem z mojej strony wszystko wystartuje. Efekt był taki, że zanim wysłałam Moteczkowi dowód nadania paczki, już miałam informację, że doszła do miejsca przeznaczenia! Brawo dla poczty, paczka doszła już na drugi dzień, choć wysłana była tuż przed zamknięciem urzędu. Cóż jeszcze, nie mogłam wysłać jeszcze magnesów - adresy w mailach. Nie mogłam przygotować dwóch wybranych potraw - przepisy w "Dokumentach Google". Tak... Internet nie zastąpi wszystkiego. Ale za to okazało się, że mam mnóstwo czasu na sprzątanie, hihi.

Tyle tytułem wyjaśnienia dlaczego mnie nie było.

Nie wiem czy są w Waszym życiu takie osoby, które pozostawiają na nim tak silny "odcisk" (nie w sensie nadepnięcia na odcisk, tylko w sensie takiego śladu archeologicznego), że po latach jeszcze widać, czyj to ślad. W moim są. Poznaje się je po tym, że choćby się ich nie widziało tygodniami, miesiącami, latami, to więź pozostaje nadal bardzo silna; a gdy już się uda spotkać, to tego czasu "pomiędzy" jakby nie było. Właśnie niedawno z dziką radością spotkałam się z Martą, którą "wywiało" do Warszawy i nie widziałyśmy się od dawna. Obydwie za sobą nawzajem tęskniłyśmy, tak więc gdy Marta zadzwoniła z propozycją spotkania (była akurat we Wrocławiu), nie zastanawiałam się ani przez moment.

Ta kobieta w ogóle się nie zmienia w tym co najważniejsze i najpiękniejsze, a to, w czym się zmienia, udoskonala z roku na rok.

A ostatnio, zupełnie z zaskoczenia, odkryła w sobie niezwykły talent (którego, jak nadal twierdzi, nie ma). Sprzeczność pewna się wkradła w to zdanie, ale taka jest prawda. Marta zeznaje, że "dłubać" nie lubi, nie umie i efektów nie ma, ale sami zobaczcie, co "wydłubała" specjalnie dla mnie. I jak tu mówić, że talentu nie ma?!





Tego samego dnia nałożyłam kolczyki do pracy i zapewniam, że wzbudziły należny im zachwyt. Marto, dziękuję Ci za to, co w Ciebie wstąpiło i skłoniło do wykonania tak prześlicznych ozdób. Podkreślają mój charakter(ek), pasują mi i gdy udaję kobietę elegancką, i do moich ulubionych bardziej sportowych fasonów. Innymi słowy, są tak zmienne, jak ja i dlatego czuję się w nich jak ... jakby zostały dla mnie stworzone!

sobota, 10 września 2011
Historia, jaką dziś Wam opowiem, wydarzyła się na początku czerwca. Dziś znalazła swój finał na ścianie, co mi przypomniało, że jeszcze jej Wam nie opisałam. Kilku osobom brzmieć będzie znajomo, bo pisałam o niej na forum - być może dlatego nie skojarzyłam, że jeszcze się nią z Wami nie podzieliłam.

***

Pomimo że swoją firmę zlikwidowałam już kilka lat temu, co i rusz dostaję jeszcze jakieś reklamowe spamy od przedsiębiorstw rozmaitych, a to od banków, a to od wydawnictw, a to jeszcze jakieś inne. Wiecie jak to jest. Ile razy więc widzę kopertę z nadrukiem firmowym, to jeśli nazwa nic mi nie mówi, zazwyczaj ląduje bez czytania w torbie z makulaturą.

7 czerwca wracałam rowerem ze Smykiem z zajęć z psychologiem. Upał panował niemiłosierny, winda była w remoncie, więc wszystko trzeba było taszczyć na górę po schodach. Na parterze rzut oka do skrzynki - leżały w niej trzy koperty typowo "biurowe", białe, format A4, w lewym górnym rogu logo firmy. Jedna z nich zaadresowana do Qrczaka, dwie do mnie. Z tych dwóch jedną kojarzyłam, że miała przyjść (prenumerata), drugie - licho wie co to. "Znowu spam, gggrrrrrr". Koperty pod pachę, Smyk przodem na czwarte piętro, a ja, zipiąc, z rowerem za nim.

Drzwi otwiera moja siostra (w poniedziałki zostawała ze Smykałką na czas zajęć Smyka w poradni), wręczam jej te koperty i mówię "Połóż to gdzieś, bo nie mam jak roweru wprowadzić". Gdybym miała tylko jedną, tę spamową, powiedziałabym "Wywal to do papierów", ale że było tam jeszcze coś do Qrczaka i jeszcze ten jeden list do mnie, to stwierdziłam, że później wyrzucę sama.

Koperty Marta położyła na biurku tak jakoś, że się nie rzucały w oczy, więc dopiero wieczorem sobie o nich przypomniałam. Dałam Qrczakowi tę do niego, a sama stwierdziłam, że skoro nie wyrzuciłam spamu od razu, to równie dobrze mogę najpierw zajrzeć do środka, a potem dopiero wywalić. Przemknęło mi przez myśl, że to próbki ze Streetcomu, co prawda nazwa firmy jakaś inna, ale może współpracują?

Smykałka już spała, Qrczak kąpał Smyka, ale nagle, przerażony dźwiękami dobiegającymi z pokoju, wbiegł z dzieckiem na rękach, wołając: "Kobieto, czemu tak ryczysz??? Madziu, stało się coś? Madzia, powiedz coś!!!". A ja, zapłakana, tylko miałam siłę pokazać mu co było w kopercie





To prezent od Slonyczko, mamy Oleńki, o której pisałam Wam tutaj. NIE WIEM, NIE MAM POJĘCIA kiedy i jak znalazła na to czas, chęć, siłę, ale wiecie co? Poczułam się jakbym dostała medal (jeszcze tylko wymyślę za co, bo nie mam pojęcia), to największe wyróżnienie jakie kiedykolwiek otrzymałam.

Qrczak obejrzał kopertę i w śmiech: "Aleś ty głupia, wyrzuciłabyś, a koperta przecież podpisana!". Odwracam kopertę, a tam, faktycznie, małe uśmiechnięte słoneczko.

Bez został w lipcu pięknie oprawiony przez fachowca (najpierw pan uznał za stosowne umieścić obrazek kwiatkami w dół, hihi), ale dopiero dziś zawisł u mnie nad biurkiem. Komponuje się idealnie ze stojącą koło laptopa komódką, a ile razy na niego patrzę, to nabieram nowych sił. Slonyczko w całym swoim zabieganiu i cierpieniu potrafiła pomyśleć o tym, by po prostu zrobić mi przyjemność, nie mogło to więc zostać bez echa. Tym echem jest wzruszenie, wiara w to, że często warto... warto cokolwiek. Naprawdę.

[edycja]: Tak wygląda po oprawieniu:





wtorek, 23 sierpnia 2011
Kolejny piękny weekend za nami, tym razem byliśmy całą rodziną w Wałbrzychu i Szczawnie-Zdroju. Buziaki moich dzieci:






A od wczoraj pełną parą szykujemy się do nowego roku szkolnego. Od września Smyk będzie uczęszczał do przedszkola i jeździmy już z nim na krótkie zajęcia, żeby się oswajał. Wszystko rokuje dobrze, mam nadzieję, że uda się nam tak to wszystko zorganizować, żeby w miarę bezboleśnie przebiegło.

Niekiedy po powrocie z takiej przebieżki zastaję w skrzynce pocztowej niespodziankę, na przykład awizo. W zeszłym tygodniu, gdy właśnie wybierałam się odebrać przesyłkę, Smykałka prychnęła na mnie jogurtem. Pędem przebrałam się w pierwszą bluzkę, jaka wpadła mi pod rękę i pobiegłam, żeby zdążyć przed zamknięciem szacownego urzędu pocztowego.

Dostałam do rąk kopertę z zagranicznym znaczkiem. Adres nadawcy nic mi nie mówił, imię i nazwisko również. Otworzyłam i osłupiałam. Myślałam przez moment, że to prezent z "Wymianki z fantazją" u Moteczka, ale jednak nie. To PAKMA postanowiła wykonać dla mnie komplet biżuterii na wzór tego, który spodobał mi się u niej na blogu. Przyznam się, że jeszcze na progu urzędu pocztowego biżuterię założyłam - bo sami spójrzcie, to coś więcej niż zbieg okoliczności!





Jestem oszołomiona, Pakmo, dziękuję Ci ogromnie!

Równie miłą niespodziankę zrobiła mi Jusine, która odsyłając mi pożyczoną niegdyś książkę, dołożyła mięciuchy dla moich dzieci i śliczny obrazek dla mnie:









W osobnej notce pokażę haft, jaki Jusine specjalnie dla nas wykonała, zaprezentuję go jak już wykorzystam, pomysł już mam! Do przesyłki dołączony był list pełen serdecznych słów i to była najmilsza część całej niespodzianki. Chociaż Smyki uważają inaczej, hihi. Żyrafa już się musiała nauczyć skakać. Jusine, jesteś kochana!

Następnie dziewczyny z Magicznej Fabryki wyróżniły mój komentarz na Facebooku, w grze w kolory. W nagrodę dostałam prześliczne kolczyki, zielone w przeurocze kwiatuszki:





Dziewczyny, dziękuję za docenienie mnie i za piękny prezent!

I ostatnie już na dzisiaj podziękowania kieruję do Anek-73 za wylosowanie mnie w "Regionalnym Candy. Dostałam piękne pocztówki, przewodniki po Ziemi Kłodzkiej, pamiątkowy naparstek, prześliczne kolorowe biscornu, pyszne pierniczki w bardzo oryginalnym pudełku i tematyczne podkładki pod kubek:













Aniu, dziękuję za ekspresową wysyłkę i koniecznie musimy kawę nadrobić!

Szybko mijają mi ostatnie dni, dziś byłam tak zmęczona, że o trzynastej padłam spać koło moich dzieci. Roboty nie ubywa, a wręcz przeciwnie, przy czym cały czas waży się wiele spraw. Wasze upominki to takie kolorowe pryzmaty, przez które prześwieca weselsze światło i świat od razu staje się piękniejszy.

DZIĘKUJĘ!

niedziela, 07 sierpnia 2011
Podczas wakacji dostałam dużo prezentów, którymi chciałabym się teraz pochwalić. Kochane kobietki czekają cierpliwie, aż zaprezentuję to, co sprawiło mi tak wiele radości. Przy tej okazji chciałam powiedzieć jak bardzo cenię osoby, które posiadają wielki talent, a przy tym zachowują do siebie pełen skromności dystans. Prawdziwej skromności, nie fałszywego i drażniącego dopraszania się o komplementy. Lubię artystów, którzy znają swoją wartość, ale nie chełpią się tym, pojmują to jako dar, ale także zadanie - by swego talentu nie zmarnować. To piękne.

Taką osobą jest dla mnie na przykład Ania z blogu Niesforne Szmatki. Pamiętam, gdy organizowała swoje pierwsze Candy, była pełna wątpliwości (naprawdę! nie udawała!) czy znajdą się chętni na jej dzieła - tymczasem wystarczy do niej zajrzeć na blog, by zachwycić się i zapragnąć mieć choćby najmniejszy drobiazg jej rękami poczyniony. Miałam przyjemność zamieścić u niej "okrągły" komentarz i w nagrodę dostałam przepiękny zestaw na stół:





Jestem zachwycona tymi podkładkami, które dodatkowo (nie wiem, czy było to zamierzone) służą nam do stymulacji mowy Smyka. Wzory na nich zamieszczone to wspaniałe plansze edukacyjne!
Przy okazji, poprzednio nie udało mi się pokazać aniołka, którego dla Smykałki przysłała Ania razem z Misiem Bu, przeznaczonym dla Smyka; dziś wreszcie to nadrabiam:





Dostałam też uroczy upominek od Kasiuli, ot tak, bez powodu, a już mnie ręce świerzbią do tych tkaninek i stempla! Wymarzony motylek z "Latarni morskiej", już mi krąży po głowie i trzepocze skrzydłami domagając się natychmiastowego użycia! Dostałam też kolorową ramkę na zdjęcie i śliczną kartkę:







Z Madzią z Myśli krzyżykiem pisanych oglądamy czasem "razem" mecze. Dwa razy się założyłyśmy o to, która drużyna wygra... Raz wygrał Real, raz Barcelona, dzięki temu ja dostałam taką śliczną zakładkę:







A mój prezent czeka aż Madzia wróci do Hiszpanii, żeby przypadkiem listonoszowi nie wpadło do głowy cofnąć przesyłkę do Wrocławia!

Zakładkę przysłała mi również niezawodna Isana, wraz z numerem "Haftów Polskich", na które się u niej skusiłam. Nie mogę też nie pokazać mulinek i eleganckiej broszki, jaką znalazłam w kopercie:







W jednym z zimowych numerów The World of Cross Stitching zostało zamieszczone nasze zdjęcie z podróży. Właśnie otrzymałam za nie nagrodę, niewiarygodnie piękny zestaw do haftu:





Nie wiem czy kiedyś się odważę za niego zabrać...

Bardzo serdecznie dziękuję za wszystkie te prezenty, dajecie mi tak wiele radości! To cudowne mieć taki swój kawałek świata, w którym życzliwość i serdeczność są tak żywe i wręcz namacalne!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13