| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
1 procent podatku
MOJE INNE BLOGI:
MOŻESZ POMÓC!
Sklepik :)
Tu kupuję:
Tu zaglądam, to polecam:

Digi-Scrap.PL.

Tworzymy dla chorych dzieci.

WYSTRÓJ DOMU

niedziela, 21 lutego 2016

[dopisek dla osób będących tu po raz pierwszy - ten obrazek nie jest nadrukowany, tylko wyhaftowany krzyżykami]

Drugiej takiej nie ma i nie będzie.

Nie mogłam się zdecydować, czy dać zdjęcie "na słodziaka" czy "na drapieżnika", więc wrzucam obydwa.

 


poniedziałek, 08 lutego 2016

Ten obrazek zaczęłam wyszywać na przełomie lipca i sierpnia ubiegłego roku. Po wyszyciu jednej trzeciej, może nawet jednej czwartej, odłożyłam go na długo, a bieg wydarzeń bynajmniej mnie nie inspirował do kończenia. Ponownie wzięłam się do roboty pod koniec listopada - i proszę, oto jest. Zaledwie 8240 krzyżyków. Może nawet go do czegoś wykorzystam.

wtorek, 27 stycznia 2015

... toby smutne życie miała. Pięć kolorowych rogatych koleżanek wreszcie się spotkało! Wyproszone przez Smykałkę, wyczekane, wyszyte przez mamę, motywowaną co i rusz słodkim "No kieeeeedy uszyjesz mi kózki?". Materiał już wybrany, a jak starczy mi odwagi, to będzie zamówiona przez Smykałkę podusia.

 


sobota, 28 września 2013

Rzuciłam się w wir pracy z takim zapałem, że ani się zorientowałam, że wrzesień już się właściwie kończy, a ja nie pokazałam dzieła jeszcze latem ukończonego. Dzieła, ha, HA, HAAA. Z braku lepszego słowa możemy użyć tego.

W maju byliśmy całą rodziną z wizytą u szwagra. Jak to mam w zwyczaju, na wypoczynek zabrałam ze sobą gotowy zestaw do wyszywania. Tym razem znów był to kaczorek Witzy, w wersji z żółwikami. Pierwszego kaczorka wykorzystałam do ozdobienia pudełka na pamiątki z wakacji dla moich dzieci, drugi kaczorek wyszyty od półtora roku czeka, aż mnie natchnienie najdzie, a ten trzeci miał być dla bratanicy kogoś bardzo mi bliskiego.

Plany planami... a życie życiem! Przez 5 dni majowego "weekendu" nie udało mi się dokończyć nawet wszystkich krzyżyków. Później w domu zaczęłam wyszywać kontury i okazało się, że w co najmniej trzech miejscach pomyliłam się nieodwracalnie. Zniechęciłam się i do wykańczania obrazka przystąpiłam dopiero w sierpniu - znów na rodzinnym wyjeździe.

Gdy Smykałka zobaczyła wyłaniające się zarysy kaczuchy i żółwi, nie było zmiłuj. Wyczekała, aż skończę, po czym na resztę wyjazdu obrazek zaanektowała. Nosiła go ze sobą wszędzie, wtulała w niego buzię, upominała się o niego, nie chciała się z nim rozstać. Cóż było robić? Po powrocie matka wzięła się za maszynę, znalazła błękitny materiał w kwiatki i stworzyła coś, co przy odrobinie dobrej woli można uznać za poszewkę na poduszkę.

Krzywo, nieumiejętnie... I co z tego? Smykałka ją kocha!

niedziela, 08 lipca 2012

Nie zdarzyło mi się jeszcze, bym odmówiła sobie przyjemności uczestniczenia w warsztatach organizowanych przez Kwiat Dolnośląski. Przepadam za tymi spotkaniami, za możliwością zobaczenia wielu technik i pomysłów w jednym miejscu, za ludźmi, których tam spotykam, a czasem nawet za pracami, które tam wykonuję.

Piątkowy wieczór i całą sobotę spędziłam więc bardzo twórczo, nadgarstek boli mnie nadal okrutnie, co przeszkadza mi rozpisać się tak, jak bym chciała. Krótko więc tylko wspomnę, że jednym z ulubionych przeze mnie wydarzeń podczas warsztatów są wyzwania mapkowe, czyli tworzenie scrapowych dzieł według zadanej mapki. Mam taki zwyczaj, że na każdych warsztatach tworzę po dwa obrazy ze zdjęciami moich dzieci. Najbardziej podobały mi się pierwsze dwa, każde kolejne podobają mi się mniej, ale to już moja wina, że robię je zbyt śpiesznie, za mało się starając.

Główną ich zaletą są radosne pysiaki moich pociech. Wieszam je na ścianie naprzeciwko kanapy i tak sobie wiszą, aż wykonam dwa następne. Wtedy te wcześniejsze chowam do swojego malutkiego archiwum, a oko cieszą następne dwa.

Cieszą albo nie cieszą! Na przykład dwa poprzednie obrazy nie doczekały się do dziś dnia tytułów! Pokażę je, ale mam nadzieję w końcu je dopieścić i dokończyć, zanim wylądują w pudełku. Nawet ich nie powiększam, bo na razie nie warto.

 

 

 

 

Tegorocznym też brakuje tego i owego:

 

 

 

Ale i tak się cieszę, że się przynajmniej mobilizuję do wykonania odbitek...

 

poniedziałek, 18 czerwca 2012
Te dwie dłonie złączone w delikatnym uścisku, właściwie tylko muskające się wzajemnie, w ciepłych odcieniach beżu i sepii, widziałam już na blogu niejednej wyszywającej osoby. Kusiło i mnie, żeby je wyszyć, ale nie byłam pewna, czy podołam. Subtelne odcienie bardzo zbliżonych do siebie kolorów napawały mnie lekką obawą, że nawet jeśli obrazek wyszyją bezbłędnie, to przy tym oślepnę.

Obawy okazały się niesłuszne, na szczęście. Co prawda, wyszycie tej stosunkowo niewielkiej pamiątki zajęło mi dużo więcej czasu, niż przewidywałam i haft ukończyłam na trzy dni przed uroczystością, ale pan, który zawsze oprawia moje obrazki, stanął na wysokości zadania i w piątek zdążyłam gotową pamiątkę odebrać.


Przyznać muszę, że wyjątkowo przeżywałam ten ślub. Pokazywałam już jeden upominek z nim związany, przy okazji wspomniałam dlaczego jest to dla mnie tak ważny moment. Pierwszy ślub w tej gałęzi rodziny od czasu mojego własnego ślubu 9 lat temu, pierwszy też w rodzinie, na który zostaliśmy zaproszeni. Krew nie woda - emocje opanowały mnie zupełnie inne, niż na weselach znajomych lub rodziny Qrczaka. Wróciło wiele fantastycznych wspomnień, wyszalałam się z osobami, które znam od wczesnego dzieciństwa, a w dodatku mój synek na parkiecie dzielnie mi dotrzymywał kroku. Cieszę się całym sercem, że mogłam tam być, Z NIMI być, no i... że zdążyłam uczcić to wydarzenie skromną pamiątką.

Właściwie dopiero wyszywając imiona nowożeńców uświadomiłam sobie, że takie śliczne literackie połączenie imion wyszło!

Tu zbliżenie na sam haft:





A tu w oprawie, takiej lekko złotawej:




Tagi: ślub
15:03, aneladgam , WYSTRÓJ DOMU
Link Komentarze (18) »
niedziela, 11 grudnia 2011

Kiedyś, nawet nie pamiętam skąd ani w jakim momencie, w pudełku, w którym trzymam różne "rupiecie" (czyli same przydatne rzeczy dekoracyjno-inspiracyjne), pojawiło się nieduże prostokątne lusterko. Marzyłam o tym, żeby w jakiś sprytny i oryginalny sposób je wykorzystać, ale ani okazji, ani motywacji nie mogłam się doczekać. Z uwagą śledziłam rozmaite wyzwania, ale do żadnego z nich to moje lusterko nie pasowało. Aż pojawiła się listopadowa wymianka w Szufladzie, której tematem było lusterko! Mieliśmy za zadanie w dowolny sposób je ozdobić - ja wybrałam wariant "na biurko". Wykorzystałam pudełka po kasetach, śliczne bożonarodzeniowe papiery, dziurkacz brzegowy, trochę koralików, klej i piórka.

Powstał dziwoląg o dwóch twarzach - jedna twarz to schowek na karteczki, notatki, wizytówki, paragony, spinacze, czyli na to wszystko, co po biurkach potrafi się plątać...




... a druga twarz to lusterko do szybkiego poprawienia makijażu!




wtorek, 06 grudnia 2011

Oświeciła mnie koleżanka ma, że nie na każdą lodówkę da się przyczepić magnes. Mam jednak nadzieję, że dziewczyny, które ode mnie dostały zamagnesowane notesy, są posiadaczkami takich lodówek, które można nimi udekorować. Notesami, nie koleżankami.

Sama nie pamiętałam, że jeszcze ich nie zaprezentowałam, dopiero w trakcie trwających mniej więcej od 2 miesięcy porządków (w życiu, w domu, a od 2 tygodni również i w komputerze) znalazłam folder ze zdjęciami notesów, które przygotowałam dla dziewczyn, które przysłały opaski dla Smykałki w prezencie urodzinowym. Kajam się. To był maj, chociaż nie pachniała Saska Kępa, notesy wysyłałam chyba do sierpnia, jeśli nie do września (bo dokładałam do nich też jeszcze ręcznie robione drobiazgi), kolekcja uzbierała się niezła, a każdy jest inny.

Zapraszam do obejrzenia galeryjki (zabijcie, ale nie pamiętam, który powędrował do kogo...):


 





środa, 15 czerwca 2011
Koleżanka poprosiła mnie o wyszycie dla jej męża podkładki pod kubek z logo Bayernu Monachium. Miała być na urodziny, ale że doszła dzień po nich, koleżanka postanowiła wręczyć ją na Dzień Ojca (na szczęście też w czerwcu). Bardzo jestem ciekawa reakcji obdarowanego!





czwartek, 12 maja 2011
Kiedy zamieściłam ten wpis, paru osobom niezwykle przypadł ten obrazek do gustu. Postanowiłam wówczas, że wyszyję go dla moich dwóch koleżanek, każdej osobno, oczywiście, na ich urodziny. Dopiero dziś mogę pokazać oba hafty, minimalnie się od siebie różniące, ale jednak te same.

LilaWeneda dostała obrazek nieoprawiony - do takiego wniosku doszłyśmy po dyskusji w gronie osób obmyślających prezent urodzinowy. Nie wiedziałyśmy jak będzie chciała go wykorzystać, do tego nie byłyśmy pewne jakie kolory by pasowały, tak więc tylko go ładnie opakowałyśmy i wręczyłyśmy:





Pat dostała oprawiony, mam nadzieję, że utrafiłam:




Wiem, że obie panie się ucieszyły z otrzymanych upominków, to takie miłe uczucie!

To drugie zdjęcie bierze udział w konkursie na blogu Przy kubku kawy, nomen omen.

***
Niestety muszę z przykrością powiedzieć, że po niemiłych doświadczeniach związanych z poprzednim wpisem prezentującym ten obrazek, nie zamierzam już nikomu więcej udostępniać schematu. Mam nadzieję, że podejdziecie do tego ze zrozumieniem. Natomiast z przyjemnością wyszyję go, jeśli ktoś sobie tego zażyczy.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10