| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
1 procent podatku
MOJE INNE BLOGI:
MOŻESZ POMÓC!
Sklepik :)
Tu kupuję:
Tu zaglądam, to polecam:

Digi-Scrap.PL.

Tworzymy dla chorych dzieci.

ZAPROSZENIA I KARTKI

niedziela, 30 marca 2014

Oderwałam się na czas jakiś od wyszywania obrazu, ponieważ znienacka zamówiono u mnie zaproszenia na uroczystość pierwszokomunijną. To ten sam wzór, co zawsze. Tak się jakoś dziwnie składa, że raz w roku pojawia się jedna osoba, która właśnie ten model sobie wypatrzyła i u mnie go zamawia. Za każdym razem jest to ktoś z innego zakątka Polski - tym razem zaproszenia pojechały na Śląsk.

 

 



poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Ewę poznałam ponad trzydzieści lat temu. Jej mama lubi wspominać, jak to półtoraroczną dziewczynką będąc przyjechałam z rodzicami w wakacje do ich letniego domku i paromiesięczną Ewę woziłam w wózku pod sosnami. Nasze rodziny przyjaźniły się, okazji do spotkań nie brakowało. Wspólnie wyjeżdżaliśmy zimą i latem, spędzając całe dnie w górach, lasach, na śniegu czy na trawie. Razem brałyśmy udział w jasełkach, kolędowałyśmy z naszymi rodzinami, a w wakacje rozmawiałyśmy godzinami o ukochanych książkach. Gdy się nie widziałyśmy, pisywałyśmy do siebie listy. Potem przyszło liceum, studia, praca... I tak przetrwało coś, co ponoć między kobietami się nie zdarza. Trzydzieści pięknych lat we wspaniałej przyjaźni, bez kłótni, obrażania się, bez najmniejszego śladu nielojalności czy zwątpienia w tę drugą osobę. Ewa była świadkiem na moim ślubie dziesięć lat temu, została też matką chrzestną Smykałki. Łączy nas wiele wspomnień, ale też i to samo radosne spojrzenie na świat.

Nie wiem, czy czyjkolwiek ślub przeżywałam tak jak niedawny ślub Ewy. Tak bardzo chciałam stworzyć wyjątkową kartkę, oddającą wszystko to, co chciałam jej przekazać! Niestety, nadmiar uczuć mnie zablokował i znów ta moja ślubna kartka jest taka mało "ślubowata"... Dom. Ich dwoje. Miłość. W sumie... czy jest potrzebne coś więcej?

 





piątek, 29 czerwca 2012

Nie wiem, skąd to się bierze, ale łatwiej mi zrobić kartkę dla dorosłej osoby, niż dla dziecka. Mam więcej pomysłów, mniej się przejmuję samą formą, co skutkuje bardziej swobodnym podejściem do sprawy, mniej się staram, a z efektów jestem bardziej zadowolona (uczciwie mówiąc, moje własne kartki dla dzieci, nie licząc wyszywanych, bardzo odbiegają od tego, co chciałabym osiągnąć; może za bardzo się "spinam"?).


Oto dwie kartki, które powstały w ostatnim czasie dla moich koleżanek. W obu wykorzystałam orientalne stemple od Dorotki.

Ta z wachlarzem to sama prostota - tło z wygranego papieru Moligami, na to stempel, podrasowany nieco i ozdobiony tym, bez czego ostatnio nie obywa się żadne moje papierowe dzieło (perełkami w płynie).

 

 

Ta druga to mozaika, tło ze stempli fioletowych, na to różne tam papierki, wierzchni papierek dodatkowo dziabnięty stemplami na czarno. I już. A, perełki, oczywiście.

 

 

Łatwiej.
Ale to już Korczak twierdził, że tworząc dla dzieci (on miał akurat na myśli literatów, ale myślę, że można to zastosować do innych artystów również) próbujemy zniżyć się do ich poziomu, gdy tymczasem powinniśmy się wspiąć na palce.

 

czwartek, 28 czerwca 2012

 Dwie czteroletnie damy otrzymały takie kartki z okazji swoich urodzin:

 

 

 

Kartek w sumie było pięć, ale dwóch nie zdążyłam sfotografować przed wysłaniem.

 

***
Myślę, że po tak długiej przerwie to może być "szczęście początkującego" - zapisuję się na koronki u Peninii i na niespodziankę u Oli.

poniedziałek, 25 czerwca 2012
Jak co roku w czerwcu ruszyła akcja na forum rówieśniczym Smyka - wysyłamy kartki urodzinowe dla jubilatów. Nie zdążyłam sfotografować wszystkich zrobionych przeze mnie kartek, ale co mam, to pokażę.

Na początek kartka dla Karolka:




Zaś co do końca epoki - powoli zamykam swoją działalność hafciarską. Na pewno będę jeszcze wyszywać, ale nie  tyle, co do tej pory. Pokochałam sutasz oraz robienie innych rodzajów biżuterii, zatem więcej czasu chcę poświęcić nowemu hobby. A haft krzyżykowy pozostanie jako pewna umiejętność, ale już nie jedyna, nie największa nawet, przyjemność z pożytkowania wolnego czasu.

Dlatego wyzbywam się swojej kolekcji czasopism "The World of Cross Stitching" oraz niektórych zestawów do wyszywania. Te, do których mam sentyment, zostawiam sobie, ale ten skromny zasób na moje potrzeby już wystarczy. Część pisemek poszła do dziewczyn, które się zaopiekowały nimi dzięki hasłu rzuconemu na portalu społecznościowym, resztę zaś wystawiam na Allegro. Jeśli ktoś ma ochotę zerknąć, to zapraszam, link jest w szpalcie po lewej stronie. Na hasło "LYLIS" wysłane mi po zakończonej aukcji przesyłka gratis. Głównie chodzi mi o to, by się wzory nie marnowały; chciałabym, żeby trafiły do osób, które wydobędą ich piękno na światło dzienne. Ja wyszywam bardzo powoli, więc życia by mi na nie nie wystarczyło. A tak, może ktoś skorzysta.

czwartek, 21 czerwca 2012
"... odtąd żyli razem długo i szczęśliwie"...

"... a wróg już nigdy nie napadł tamtejszej krainy..."

"... i wszystkie dni upływały im spokojnie i pogodnie..."

Akurat. Można by się spodziewać, że opowieści zmierzają ku jednemu celowi, mianowicie należy nieśmiertelnym węzłem połączyć dwoje bohaterów i po sprawie. Przecież dalej już nic nie ma prawa się wydarzyć, same złote chwile i słodkie gruchanie. A wszak droga dopiero się zaczyna...

"To był najpiękniejszy dzień naszego życia". Współczuję. Ja TEGO dnia byłam tak zabiegana, przejęta, zmęczona, że gdybym nie miała nadziei, że wszystkie kolejne dni będą lepsze, to w dniu złożenia przysięgi małżeńskiej rzuciłabym się głową do Odry. Bo skoro ma być już tylko gorzej?! Owszem, był to pamiętny dzień, wyjątkowy, szczególny, wymarzony, ale potem przeżyliśmy mnóstwo o wiele piękniejszych dni. Być może dzięki temu, że TEN mieliśmy wreszcie za sobą.

"W dobrej i złej doli, aż do końca życia". Tak. Po trzykroć tak. W dobrej i złej doli. Gdy już odfruną te białe gołąbki, wyszarzeje brokat na pamiątkowych kartkach i albumach, powiędną róże, a suknię ślubną nieuchronnie trzeba będzie w taki czy inny sposób zutylizować, wtedy dopiero wybrzmią te słowa nie jak osłuchany frazes, ale jak najszczersza prawda. Prawda nie przysłonięta kolorowymi balonikami, nie zagłuszona biciem dzwonów, nie przyćmiona światłami nad parkietem.

Bo dni nadejdą i słoneczne, i deszczowe. Przyjdą ciężkie zgryzoty, ale i chwile euforii. Udziałem nowożeńców staną się zwykłe, przyziemne troski, a upływ czasu da znać o sobie.

W dobrej i złej. W każdej. W doli - wspólnej. Na zawsze.

Kartka, jaką zrobiłam na ślub Krzysi i Michała, to właściwie nie jest moje dzieło. Elementy, które na niej widzicie, to calineczki, które dostałam od Alexls. Jest na nich i to, i owo, kolory wcale nie same złociste czy bielutkie. Brak tu piórek, ptaszynek, obrączek - ale jest i dzień, i noc, i radość, i niebezpieczeństwo, i pieniądze, i bielutka koronka, co do której tylko ja wiem, co ma oznaczać. Państwo Młodzi oczywiście niech odczytują ten przekaz po swojemu - pamiętając jedynie, że jestem z nimi myślami w każdym dniu oraz że najszczersze moje życzenia płyną do nich z głębi serca.

A zresztą - czy naprawdę życzylibyście bliskim osobom, by dni ich upływały jednostajnie, bez żadnych chmurek, aż wywichną sobie żuchwy od ziewania z nudów?





sobota, 02 czerwca 2012
Druga ślubna kartka powstała również na zamówienie LiliWenedy, ale nieco inne były wskazówki co do jej wykonania. Powstała kolejna "harmonijka" (bardzo polubiłam ten rodzaj kartki):







sobota, 26 maja 2012
Nie odczuwam niepewności i strachu w bezpośrednich i osobistych rozmowach.

Nie peszę się, kiedy ktoś patrzy mi prosto w oczy; nie uciekam wzrokiem.

Nie szukam nerwowo tematów do rozmowy, bo uważam, że w każdej relacji jest miejsce na milczenie.

Nie unikam tematów dotyczących przeszłości - przecież na niej buduje się to, kim jestem dzisiaj.

Za to bardzo się boję realizować zamówienia, które z założenia są bardzo osobiste. Moja kochana LilaWeneda pewnie nawet nie spostrzegła jak bardzo przeraziła mnie jej prośba o wykonanie kartki ślubnej dla pary jej przyjaciół...

Drżąc ze zdenerwowania, zostawiwszy przez przeoczenie większość niezbędnych rzeczy na warsztatach, dokupiwszy białe perełki w płynie, przygotowałam taką harmonijkę:






sobota, 31 marca 2012
Czy pamiętacie te zaproszenia? Przygotowywałam je rok temu, też pod koniec Wielkiego Postu. Bardzo mnie wzruszyły dwie mamy, które w tym roku poprosiły mnie o wykonanie podobnych zaproszeń na Pierwszą Komunię Świętą ich synów. W najśmielszych marzeniach nie sądziłam, że mój projekt spodoba się komuś na tyle, by rok później jeszcze go pamiętać. Nie piszę tego po to, by dać wyraz fałszywej skromności - nie; po prostu zdaję sobie sprawę, że przy ogromnym wyborze, jak mamy, przy artystkach, które scrapbookingiem żyją na co dzień, przy firmach, które dysponują nieporównywalnie lepszym sprzętem, moje "laurki" nie imponują. To, że komuś zapadły w pamięć i serce tak głęboko, to dla mnie prawdziwe wyróżnienie.

Odrobinę się od siebie różnią, podyktowane to było oczekiwaniami obu pań.

Zawsze mnie wspierająca Aga zamówiła tylko zewnętrzną stronę, zaproszenia są puste w środku:





Zaś pani Dorota poprosiła o zamieszczenie wewnątrz tego samego tekstu, co wtedy -

We śnie szedłem brzegiem morza z Panem,
oglądając na ekranie nieba całą przeszłość mojego życia.
Po każdym z minionych dni zostawały na piasku
dwa ślady - mój i Pana.
Czasem jednak widziałem tylko jeden ślad,
odciśnięty w najcięższych dniach mojego życia.
I rzekłem:
"Panie, postanowiłem iść zawsze z Tobą,
czemu zatem zostawiłeś mnie samego wtedy,
gdy było mi tak ciężko?"
Odrzekł Pan:
"Wiesz, synu, że Cię kocham
i nigdy Cię nie opuściłem.
W te dni, gdy widziałeś tylko jeden ślad,
ja niosłem Ciebie na moich ramionach."



środa, 08 lutego 2012
No to za ciosem idę! Stęskniona za Wami nie mniej niż  Wy za mną, pokażę kolejne drobiazgi, które powstały podczas przerwy. Dla podwójnie pełnoletniej koleżanki, na co dzień mojej szefowej, urodzinowa kartka w tonacji czekoladowej:




Cała uroczystość zorganizowana została pod znakiem czekolady, ale przyznaję się bez bicia, że kiedy kleiłam kartkę, kolory dobrałam zupełnie przypadkowo. No chyba, że w podświadomości tkwiło mi to tak mocno, że wpłynęło na dobór; myślicie, że to możliwe?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10