| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
1 procent podatku
MOJE INNE BLOGI:
MOŻESZ POMÓC!
Sklepik :)
Tu kupuję:
Tu zaglądam, to polecam:

Digi-Scrap.PL.

Tworzymy dla chorych dzieci.

TOREBKI

piątek, 08 maja 2015

Wróżki, elfy, czarodzieje - chyba coś z dziecka pozostało we mnie do tej pory, bo uwielbiam baśniowy klimat. W "Baśnioborze" Brandona Mulla zakochałam się na wieki. Kiedy dotarła do mnie przesyłka z zestawem "Little Fairy" Lanarte, zrobiłam sobie przerwę od wszystkich innych robótek. Po prostu nie mogłam się oprzeć urokowi tego monochromatycznego obrazka.

 



A gdy już go wyszyłam, postanowiłam "oprawić" go w torbę na zakupy, żeby móc cieszyć się nim, dokądkolwiek się udam. Wiszący na ścianie cień wróżki aż tyle radości by mi nie dał.

 

 

Korzystałam z tego kursu, tyle że dałam grubą ocieplinę pomiędzy wierzch a podszewkę. Chciałam, żeby moja torba była "pulchna". 

Tagi: wróżki
21:41, aneladgam , TOREBKI
Link Komentarze (14) »
czwartek, 04 sierpnia 2011
Maszynę do szycia ponoć wynaleziono, by ułatwiała szycie. I życie. Być może.
Jednak nie potrafiłam i nie potrafię się nią posługiwać. Większość rzeczy, jakie uszyłam w swoim życiu, była zszyta ręcznie.
Dopiero jakieś dwa lata temu podjęłam pierwsze próby samodzielnego szycia, zakończone porażkami - czy to ze względu na beznadziejną maszynę, czy to na moje niewystarczające umiejętności. Któż to wie.
W prezencie od babci dostałam jej stareńką maszynę, a na Dzień Kobiet małżonek mój się wykazał inicjatywą i zaniósł ustrojstwo do regulacji. Czy pomogło? Może na chwilę. Ale znów szybko okazało się, że nici mi się plączą, że robią się pętelki, że materiał się marszczy, jednym słowem - to co miało być szybsze i przyjemniejsze, stawało się coraz bardziej uciążliwe.

Maszyna moja jest kapryśna dość - kiedy szyłam fartuszek dla Smykałki, chodziła dla odmiany tak gładko, że zaledwie pół wieczoru zajęło mi zrobienie go od A do Z, od skrojenia, po wyprasowanie. Pomyślałam: "Skoro tak, to może dam radę zrobić i...".

Nie wiem czy mój dzisiejszy wpis będzie zrozumiały, postarajcie się, proszę, wykazać dobrą wolą podczas czytania - wiem, że na Was mogę liczyć, a mnie samej pisanie pójdzie, czuję to, jak po grudzie. Czekałam z tym wpisem, by zebrać siły, ale dwa tygodnie mijają, a ja tej siły, psychicznej i emocjonalnej, nie mam.

Bardzo czekałam na kurs szycia, który miała zamieścić Małgosia, BagLady. Jej dzieła zachwycały mnie od samego początku i miałam nadzieję, że po jej wskazówkach nabiorę większej pewności siebie i spróbuję uszyć coś więcej niż chustecznik czy zakładkę. Nie zdążyła... Choroba, z którą walczyła, wygrała. Ale czy na pewno? Dusza Małgosi i wielkie świadectwo całej jej walki pozostały w pracach, których do ostatniej chwili nie przestała tworzyć. Kursu szycia nie zdążyła utworzyć, pytam ponownie, czy na pewno?

Tak jak napisała tutaj, we wstępie do planowanych porad, nie miał to być kurs typowy. I nie był. Wydaje mi się, że to, co najważniejsze, to Małgosia zdążyła przekazać: "pokochaj piękno", "twórz piękno", "nie poddawaj się w drobiazgach, nie poddawaj się w sprawach ważnych", "szycie jest sztuką, szycie jest potrzebą serca". Może nie pisała tego dosłownie, ale tak odbierałam jej rady. Czy jest coś ważniejszego?
Co mi tam, czy ścieg równy, czy krzywy, ten jest krzywy, to następny będzie bardziej prosty, potrenuję, poćwiczę i coś w końcu z tego wyjdzie.

Nie mogąc nic już zrobić dla Małgosi, nic jej podarować, postanowiłam, wbrew swojej pierwszej reakcji, uszyć coś, tak na pamiątkę po niej. Oczywiście, urodą i jakością moja torebka nie może być nawet porównywana z dziełami BagLady. Ale była robiona z miłością. Z potrzeby serca. Z chęci uradowania. Z zapałem nowicjusza. Myślę, że Małgosia patrzyła z nieba i cieszyła się, że ktoś dołączył do grona osób próbujących ją naśladować.

Dla mojej siostry na imieniny przygotowałam torebkę:





Z wierzchu zielony sztruks, a spód pasków i podszewka w pączki róż:





Kiedy już ukończyłam szycie, prucie i ponowne szycie pomyślałam "Nie no, Małgosia, gdyby to zobaczyła, pękłaby ze śmiechu". A potem stwierdziłam - że nie. Kto jak kto, ale Małgosia nie wyśmiałaby pierwszych prób nowej adeptki. Doradziłaby, z pewnością pokazałaby co można poprawić i jak poprawić, ale nie wyśmiałaby! Nie kobieta z jej klasą, z jej spojrzeniem, z jej serdecznością.

Małgosiu. Tu, na ziemi, już Cię nie ma - ale przecież to dobrze, że byłaś! Upiększyłaś ten nasz świat, a anioły pewnie już stoją w kolejce, po Twoje satynowe róże.

Przepraszam, kończę wpis. Nic nie widzę przez łzy.

00:01, aneladgam , TOREBKI
Link Komentarze (21) »
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Udało mi się w zaplanowanym terminie ukończyć torbę na akcję Pkeli "Robótki w podróży".

Swoje bieżące robótki od zawsze trzymałam w płóciennej torbie, niepięknej, z krótkimi uchwytami, takiej sobie, o:





Było to wygodne rozwiązanie, bo nie pałętały mi się różne robótki po całym domu, a gdy coś chcę wykończyć w innym terminie, to też do torby dorzucam i przechowuję tam do czasu aż przyjdzie mi wena. Dawno już chciałam torbę jakoś upiększyć oraz przedłużyć jej uszy, żebym mogła nosić ją na ramieniu. Odpowiedniej motywacji dostarczyła mi dopiero ta wakacyjna akcja. Pkelu, dziękuję za ten kopniak!

Wykorzystałam do tego prześliczny materiał przysłany mi przez Anek. Uszyłam wierzch torby, a znajomą poprosiłam o pomoc w doszyciu go do torby (dla mojej maszyny, wciąż niewyregulowanej, to była za gruba warstwa). Tak samo do przedłużenia uchwytów musiałam wzywać pomoc, bo połączenie grubych płóciennych uszu z przedłużkami przygotowanymi przeze mnie z "materiału analogicznego" jak to się mówiło w starych dowcipach, było dla wyżej wymienionej niewykonalne.

Tak więc nie wiem czy robótka zostanie mi zaliczona, jako że nie wykonałam jej całkowicie samodzielnie, ale za to z dumą i bez wstydu mogę ją zabrać na wakacje łącznie z tym, co w sobie kryje, a kryje sporo!




13:27, aneladgam , TOREBKI
Link Komentarze (14) »
środa, 18 listopada 2009
Wpis szczególny, bo nareszcie wydziergałam coś, z czego sama jestem w stu procentach zadowolona. Naprawdę! Wiecie, że to całkiem nowe doznanie?

Stworzyłam taki oto zimowy woreczek na drobiazgi:





Zimowy, bo kolory takie chłodne, a faktura "futrzasta". Wykonany z melanżu biało-błękitnego, nie mam pojęcia jak się ta włóczka nazywa, ale chyba Vanessa, coś mi się tak kołacze. Polubiłam ją, bo jest bardzo miękka i w ogóle nie gryząca.

Woreczek jest wiązany na błękitną wstążkę, u góry pętelka do zawieszenia lub noszenia. Brzeg wykończony w falbankę, która w tej "futrzastości" i tak niemal ginie:





Pewnie znacie mnie już na tyle, że wiecie, że dziergany bez wzoru. Ale robiło się go bardzo miło, mam do niego sentyment. Szydełkowałam go w listopadowe pochmurne poranki, gdy ja już się obudziłam, ale wstawać spod kołdry mi się nie chciało, a Smyk posapywał jeszcze w łóżeczku. To były bardzo sympatyczne chwile.

***
Teraz różne konkursy:
do 20 listopada Kreatywne Inspiracje, do 28 listopada u Klaudii, do 22 listopada u Oliwii, do 30 listopada u Hanji, do 5 grudnia w Lawendowym światku i w Mój dom - moja ostoja oraz piękny portfel losowany 13 grudnia na Szycie jest piękne.
22:05, aneladgam , TOREBKI
Link Komentarze (14) »
wtorek, 07 kwietnia 2009

W jednym z pierwszych wpisów na moim blogu pokazałam szydełkowe motylki:





Dawno już musiały opuścić posterunek na szczebelkach łóżeczka Smyka, a to z tego powodu, że będąc w zasięgu wzroku i rączek, znalazły się jednocześnie w zasięgu jego układu pokarmowego. Niby co nas nie zabije, to nas wzmocni, jednakowoż wolałam nie eksperymentować na razie z możliwościami pożartych motylków.

Zdjęliśmy je z łóżeczka i pomyślałam, że fajnie byłoby je do czegoś wykorzystać... Pomyślałam, że mogą ozdobić jakiś upominek dla mojej chrześnicy. O Rózi pisałam tutaj, głównie z bólem, że tak rzadko ją widuję. Na szczęście odwiedziła nas na Boże Narodzenie, Smyk się nią zachwycił (podobno ze wzajemnością) i teraz kombinuję jak się wybrać pod Jelenią Górę, tak by nie zamęczyć jednego dziecka, a odwiedzić drugie.

A w międzyczasie umilam sobie czas pisaniem do niej listów i robieniem upominków.

Jeszcze zimą złapałam za druty wygrane na blogu u Anty-Malgo, wydobyłam z koszyka żółtą włóczkę (która, tak samo jak czerwona, coś mi się skończyć nie chce, choć robię z niej i robię) i stworzyłam prościutką torebkę. Właściwie to chciałam sobie tylko przypomnieć jak się robi oczka prawe i lewe, ale pomysł na torebkę zjawił się bardzo szybko. Powstało coś takiego:





Dwa prostokąty, wykończone szydełkiem. Na przedniej stronie czerwone serduszko, z tyłu czerwony zygzaczek. Powstała w dwa wieczory, w tym większa jej część podczas oglądania filmu. Następnie przeleżała prawie dwa miesiące, bo pomimo że podszewkę uszyłam natychmiast, bałam się zabrać za jej przyszywanie do torebki. Myślałam, że to dramatycznie skomplikowane, ale ku memu zdziwieniu, gdy już się za to zabrałam, zajęło mi to niespełna godzinę... Aż mi wstyd, że tyle czasu to leżało, dopiero postanowienie o wykończeniu robótek zmobilizowało mnie.

Więc wykończona wygląda tak:





Uchwyt to warkocz spleciony z trzech szydełkowych łańcuszków, kokarda szydełkowa maskuje miejsce, gdzie włóczka była uprzejma się "rozejść", a zapięcie to umocowany na pomponie drewniany koralik.

Gdzież zatem motylek?

Ktoś zgadnie?

Tak! Właśnie tak!

Po otwarciu klapy torebki ukazuje się motylek maskujący lewą stronę wrobionego w klapę serduszka. Nie wyszła nawet tak źle, ale łączenie kolorów muszę jeszcze dopracować.





Torebka została wysłana dziś, razem z paczuszką na Haftowany Secret Pal II. Jeśli się spodoba nowej właścicielce, spróbuję zrobić coś do kompletu - został mi jeszcze jeden motylek, a komplecik może wyjść uroczo.

Co zaproponowalibyście?


18:20, aneladgam , TOREBKI
Link Komentarze (2) »
niedziela, 19 października 2008
Skończyłam jesienną torebkę. Jestem z niej trochę niezadowolona, bo wyszła nie do końca tak, jak ją sobie wyobrażałam. Myślałam, że łezki po bokach będą nieco szersze, jednakże już widzę, że powinnam była przestebnować jeszcze dno torebki. Ale ogólnie nawet mi się podoba. Robiłam ją z płótna, o którym pisałam tutaj, nadal robi karierę, która dlań nie była przewidziana.

Ścieg łańcuszkowy to mój ulubiony, wybrałam brąz na wzór główny, pomarańcz na małe kropki, a całość ozdobiłam czerwonymi cekinami w kształcie listków. Taki typowy jesienny zestaw kolorów :) Elementy torebki zeszyłam również łańcuszkiem, kremową nicią zbliżoną do koloru tła. Jasnobrzoskwiniowa podszewka i czerwony kryty zamek oraz szydełkowe brązowo-pomarańczowe ramiączka, które umocowałam do torebki koralikami rdzawymi i beżowymi - to wykończenie. Po zrobieniu zdjęcia zdecydowałam się te ramiączka trochę poszerzyć, żeby nie wrzynały się w ramię "nosicielki" :)

Efekt Tofikowi_82 spodobał się bardzo, więc jutro wysyłam torebkę na Górny Śląsk :) Pierwsze moje dzieło, które ktoś zechciał. Dumna jestem, no :)



21:38, aneladgam , TOREBKI
Link Komentarze (7) »
sobota, 18 października 2008
Pochłonięta choinkami odłożyłam na półkę bratki, które wyszywałam dla chrześnicy. Nie wiem, co prawda, kiedy ją zobaczę (mieszka na tyle daleko, że mając niemowlę w domu nie jestem w stanie do niej pojechać), ale rocznica urodzin minęła i muszę - chcę - dla niej prezent mieć.

Nigdy nie byłam zwolennikiem postrzegania rodziców chrzestnych jako "tych co się wykosztowują na prezenty". Matka chrzestna w moim pojęciu to osoba, która jest obecna w życiu chrześniaka, w jego wzrastaniu, rozwoju - nie tylko w wierze. Odpowiedzialna, interesująca się tym, co się w życiu dziecka dzieje, starająca się być blisko niego. Dlatego olbrzymim zaszczytem było dla mnie kiedy brat i bratowa Qrczaka poprosili mnie o bycie chrzestną ich córeczki.

I niestety nie jestem taką matką chrzestną, jaką powinnam być. Mieszkam prawie 200 kilometrów od mojej małej dziewczynki, dojazd z Wrocławia za Jelenią Górę bez samochodu to 5 godzin podróży, a moja sytuacja nie sprzyja długiej jeździe. Najpierw ciąża, teraz niemowlę w domu... Biję się w pierś, że od ostatnich Świąt Bożego Narodzenia, kiedy to Rózia z rodziną była we Wrocławiu, nie widziałam jej wcale. Ale też i jej rodzice nie spieszą się przywieźć ją tu, choć mają samochód, dzieci są przyzwyczajone do jazdy, mają tu rodzinę. Rózia jeszcze nie widziała swojego małego kuzyna.

Piszę do niej listy, kartki, wysyłam zdjęcia i różne drobiazgi z różnych okazji albo i bez okazji. Drobiazgi dobrane tak, by wiedziała, że o niej myślę, że pamiętam i tęsknię. Ale wciąż mi mało, bardzo mało. Jestem ciocią kojarzoną głównie ze zdjęć i opowieści - a nie tego po sobie oczekiwałam.

Dlatego tak bardzo chciałam zrobić coś dla niej teraz sama. Bratków nie zdążyłam wyszyć, za to przypomniałam sobie, że mam w domu śliczną saszetkę (chyba Avon, ale nie jestem pewna) na biżuterię. Moich kolczyków i innych drobiazgów ona już dawno nie mieściła, ale na spinki, gumki do włosów i inne skarby małej księżniczki powinna się nadać.

Naszyłam na nią aidową taśmę i wyszyłam podpis, tak żeby nikt nie miał wątpliwości, z czym ma do czynienia :) A że nie podobały mi się żadne gotowe alfabety, wzór wymyśliłam sama. I jak uda mi się kiedyś pojechać do Rózi, albo jej tata nas odwiedzi, oto co otrzyma:






21:13, aneladgam , TOREBKI
Link Komentarze (4) »
piątek, 03 października 2008
Po tygodniach zmagań, wczoraj wyjęłam fastrygę z jesiennej torebki! Jeszcze tylko dorobię ramiączka i, jak większość moich "dzieł", pójdzie w świat.

Na blogu na razie zdjęcia nie zamieszczam, bo prawo pierwowglądu ma Tofik_82 :-) Ale będzie i zdjęcie, będzie :)
13:44, aneladgam , TOREBKI
Link Komentarze (3) »
sobota, 27 września 2008
Kilka(naście?) lat temu babcia, która słynie z wręczania nietrafionych prezentów, podarowała mi materiał na obrus. Kremowe płótno, o ścisłym splocie, rozmiaru do przykrycia mniej więcej dwóch kanap. Nie zachęciło mnie to bynajmniej do wyszywania. Dajcie spokój, tyle metrów kwadratowych, jasna, niczym nie wypełniona przestrzeń i kompletny brak pomysłów na wzór...

W rezultacie materiał leżał sobie bezużytecznie, a ja przy kolejnych przeprowadzkach wciąż musiałam przekonywać męża, że to się naprawdę jeszcze przyda. Myślicie, że mi wierzył? Akurat.


 
Aż pewnego dnia, w zaawansowanej ciąży będąc, na stronie Kury Domowej zobaczyłam śliczną małą torebkę zszytą z szydełkowych kwadratów. Pomyślałam, że równie ciekawie może wyglądać podobny patchwork z płótna haftowanego w jakiś gustowny wzorek. I dokonałam barbarzyństwa - "napoczęłam" płótno od babci. Trudno, pomyślałam, najwyżej domniemany obrus, o ile się kiedyś za niego zabiorę, będzie mniejszy i nie przykryje dwóch kanap, a zaledwie stół. Wycięłam 13 kwadratów i zaczęłam wyszywać na nich wzorek. Szło topornie, bo nie znoszę powtarzalności i po pierwszej euforii i zachwycie, że powstaje coś ładnego, zwyczajnie zaczęłam się nudzić. Ale - jakby na ironię - zamiast irytować, bardzo mnie to uspokajało, bo gdy wyszywałam, wyciszało się dziecko i nie kopało tak okropnie po żebrach, jak w innych momentach.


Każdy kwadrat został ozdobiony krzyżykowym kwiatkiem w jednym z dwóch odcieni niebieskiego, do tego listki w jednym z dwóch odcieni zieleni, a dla podkreślenia konturów i "dopieszczenia" wzoru - ściegiem za igłą.

To był najpiękniejszy kwiecień i maj jakie pamiętam. Gdybym wykończyła torebkę na czas, pewnie cieszyłabym się nią całe lato, bo taki letni "dizajn" właśnie posiada. Jeden z kwadratów wyszywałam wręcz w dniu porodu - nie wiedząc, że już od kilku godzin rodzę.


Cóż. Nie dokończyłam jej na czas, bo jak się Smyk urodził to czasu na wyszywanie znaleźć nie mogłam. Ale jakoś udało mi się dokończyć wzorki. Potem zrobiłam szydełkiem uchwyty (szydełkowałam podczas karmienia - Smyk na poduszce do karmienia, kordonek na stoliku obok i dawaj).

Kolejna długa przerwa spowodowana była moją niechęcią do zabrania się za zszywanie kwadratów - wszak musiałam zszyć je ręcznie, jako że na maszynie kompletnie wówczas jeszcze szyć nie umiałam. A zatem znów powtarzalność, grrr. Jednak sam proces zszywania, jak się już za to zabrałam, był dużo przyjemniejszy, niż się spodziewałam, wspaniałe miałam wrażenie, gdy patrzyłam jak torebka powoli nabiera kształtu. Skończyłam ją bardzo późnym latem :) Doszyłam niebieski koralik w kształcie różyczki jako zapięcie. Całość ciut nie pasuje do pory roku...



20:34, aneladgam , TOREBKI
Link Komentarze (5) »