To ja, Aneladgam. Tworzę, przetwarzam, raczej nie powtarzam. Zapraszam do mojego wesołego światka, a jeśli coś Ci się z moich wyrobów spodobało - napisz na aneladgam@gazeta.pl - wykonuję rzeczy nie tylko dla siebie, rodziny i przyjaciół, ale też na zamówienie. I na wymianę. I prezenty. I dla uśmiechu. I dla śmiechu.
| < Październik 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Zakładki:
1 procent podatku
MOJE INNE BLOGI:
MOŻESZ POMÓC!
Sklepik :)
Tu kupuję:
Tu zaglądam, to polecam:

Digi-Scrap.PL.

Tworzymy dla chorych dzieci.

UBRANKA DLA DZIECI

niedziela, 23 października 2011
Na spacery w suche, choć chłodne, październikowe dni, wymarzyłam dla Smykałki poncho. Świetny ubiór, kiedy podczas spaceru wejdzie się do sklepu - łatwo zdjąć, żeby się dziewczynka nie zgrzała, łatwo założyć, gdy się znów wychodzi na zewnątrz. Kaptur otula okrągłą buzię i całość jest taka przytulna!

Do zrobienia tego drobiazgu zainspirowała mnie Pandora, u niej chciałam poncho w ogóle zamówić, ale zmotywowała mnie, bym chociaż spróbowała sama powalczyć.

Wynik walki satysfakcjonuje zarówno mnie, jak i Smykałkę:






niedziela, 25 września 2011
Latem Smykałka dostała przepiękną białą sukienkę od swojej chrzestnej, troszkę na wyrost. Zaplanowałam, że w tę właśnie szatkę wystroję córeczkę na mszę zamówioną w jej intencji z okazji pierwszej rocznicy chrztu. Że zaś sukienka była bez rękawów, a uroczystość dziś, czyli pod koniec września, należało pomyśleć o jakimś bolerku.

Mogłam pewnie kupić gotowe, ale jakiegoś węża w kieszeni się dorobiłam i zapłacenie astronomicznej kwoty za coś, co przy odrobinie uporu jestem w stanie zrobić sama, przestało mieścić się w granicach moich możliwości. Uporu potrzeba mi było jednak dużo, bo igłowstręt, szydełkowstręt i wszystkie inne "wstręty" jeszcze mnie nie opuściły. W dodatku w trakcie robienia bolerka zgubiłam szydełko i szukanie po Wrocławiu podobnego zajęło dodatkowe 3 doby.

Tył i przód zrobiłam w miarę wcześnie, natomiast z rękawkami czekałam do soboty - chciałam sprawdzić prognozę pogody na dzisiaj i zadecydować dopiero, czy rękawki będą długie, czy krótkie, ażurowe czy jednolite. Przewidywania okazały się nader sprzyjające, tak więc rękawki są króciutkie i ażurowe.

Zdjęcia nie pokazują całej urody bolerka, bo jest białe i na białą sukienkę nałożone, więc przy ostrym słońcu zlewa się to tylko w jedną białą plamę. Nie dało się też zrobić zdjęcia całej postaci Smykałki (a wyglądała - moim nieskromnym zdaniem - olśniewająco). bo przetrzymana bez ruchu całą mszę rwała się biec jak najdalej przed siebie. Tak że tylko na smaczek:













Dziękuję Noelce za rady dotyczące rękawków!

piątek, 20 maja 2011
Do korzeni związanych z nazwą bloga. Zdarza mi się jeszcze czasem złapać za szydełko, na przykład gdy koleżanka poprosi o zrobienie czapeczki do chrztu dla synka. Chrzest odbył się w Poniedziałek Wielkanocny. Tutaj czapeczkę (jeszcze z nieobciętymi nitkami) prezentuje Smykałka:





A tu już bohater dnia:




Co ja się stresu przy niej najadłam! A czy będzie dobry obwód, a czy się będzie trzymać główki, a czy mi wyjdzie daszek nad czołem, a czy się spodoba, a czy mama Antosia z obłędem w oczach nie będzie w Wielką Sobotę latać po sklepach, żeby kupić coś odpowiedniejszego... Na szczęście wszystko poszło dobrze i Antoś wystąpił w dniu chrztu w czapeczce mojego dzieła. Dumna jestem, no.

***
A skoro mowa o elegancji i okazjach, to Smyk zaprasza na leguminę (kliknięcie na zdjęcie przenosi w odpowiednie miejsce):



niedziela, 03 października 2010
Nareszcie dotarło do nas trochę zdjęć z chrztu, więc spieszę pochwalić się jak wyglądała w tym wielkim dniu Smykałka (na zdjęciu z mamą chrzestną):





Opaska to dzieło z ostatniej chwili, podpatrzyłam na blogu u Pandory i w te pędy zrobiłam dla malutkiej, żeby pasowała do sukieneczki. Kwiatek doszywałam jeszcze w niedzielę rano (też własnoręcznie robiony z kremowej organzy, białych szydełkowych kwiatków i przezroczystego różowego koralika.

środa, 27 maja 2009
Przyszła dziś do mnie z Warszawy bardzo dobra wieść, że sukienka w motylki dotarła na miejsce! Zuzia długo na nią czekała bo - jak się okazuje - Inpost wcale nie jest oszałamiająco szybki. Wiem, że sukienka się Zuzi spodobała, ale jeszcze nie wiemy, czy będzie pasować na jej córeczkę - troszkę zaryzykowałyśmy z rozmiarem.

Ale przynajmniej mogę ją już pokazać. Zgodnie z życzeniem zamawiającej, każdy motylek miał b
yć w innym kolorze. Oto przód sukienki:





A to tył:





Nadia jest prawie rówieśnicą Smyka, a z jej mamą znamy się wyłącznie wirtualnie, z forum rówieśniczego. Nić sympatii nawiązała się już dawno, tak że oprócz zamówionej sukienki dołączyłam drobiazg już taki zupełnie od serca -
dla tej właśnie panienki przeznaczona była urodzinowa kartka z księżniczką prezentowana cztery wpisy wcześniej. Zastrzeżenie jest takie, że wręczona ma zostać dopiero w dniu urodzin, a co!

***
W losowaniach na razie szczęścia nie mam, ale próbuję znów - u Justynki, która bardzo hojnie chce kogoś obdarzyć! Szczegóły tutaj.
czwartek, 23 kwietnia 2009

Daleko stąd, za górami, za lasami, mieszka mała księżniczka. Od prawie roku cieszy świat swoją obecnością, od prawie roku swoim uśmiechem wita rodziców co rano, od prawie roku przebiera nóżkami z niecierpliwości, by zobaczyć dokąd ją zaniosą. Promienne oczka błyszczą w okrągłej buźce, pulchne rączki sięgają po wszystko, co jest w zasięgu wzroku, a małe białe ząbki jak perełki pokazują się w słodkich usteczkach.

Tak właśnie ją sobie wyobrażam. Nie wiem o niej wiele. Nie wiem, jakiego koloru ma włosy... czy lubi muzykę... czy jej oczęta są jasne, czy ciemne... jaką zabawkę lubi najbardziej, ani czy odgryzła konikowi na biegunach drewniane uszko. Nie wiem, czy lubi kocięta, czy woli szczeniaczki, czy sukienki ma z falbankami, czy woli ogrodniczki do zabawy w piasku. I bardzo się cieszę, że wiem tak niewiele - bo mogę sobie ją wyobrazić jak tylko zechcę.

Dwie rzeczy wiem o niej na pewno - że ma bardzo kochającą mamę chrzestną. Oraz ile wynosi obwód jej główki.

Gdyż dla niej właśnie powstała ta czapeczka:





Szydełkowa, robiona z głowy, z przebojami (jednego wieczoru do północy rozplątywałam włóczkę, po czym następnego dnia i tak się okazało, że mi jej nie starczyło), ale ukończona na czas. Biały akryl, kwiatek liliowy z różowym pomponikiem w roli środka. Pojechała dziś na drugi koniec Polski, na wymianę z Gosią. Mam nadzieję, że po pierwsze dotrze na czas, po drugie, że się spodoba, po trzecie, że będzie pasować, po czwarte, że ... Oj, dużo mam tych nadziei!

***
Łamałam się, ale się zgłosiłam - na Candy.
wtorek, 21 kwietnia 2009

Dziś chciałam pokazać jak ozdobiłam w końcu turkusową czapeczkę - wybrałam białe kwiatki z pasmanterii (prezent w HSPII) i na środek każdego z nich naszyłam po różowym koraliku w kształcie kwiatka. Wydaje mi się, że efekt jest ładny i wyrazisty.







Dziękuję dziewczynom za wyróżnienie, z przyjemnością je zaprezentuję i przekażę dalej! Dzisiaj jednak czas mnie goni, wykańczam (z przebojami) czapeczkę na wymianę i na tym teraz skupiam się najmocniej.

Znalazłam też dziś nowy blog robótkowy: http://malwa.blox.pl/html - zapowiada się bardzo ciekawie.

wtorek, 14 kwietnia 2009

Na forum, na którym spotykam się wirtualnie z mamami rówieśników Smyka, powstał obszerny wątek o szydełkowych czapeczkach. Zainspirowana, wzięłam jeszcze przed Świętami szydełko, włóczkę nabytą na Allegro w wielkim zestawie "resztek" (strzał w dziesiątkę, ale o tym może jutro) i wydziergałam czapeczkę na malutką główkę.

Niestety, w moim otoczeniu dziewczynek jak na lekarstwo, więc zaproponowałam, że wyślę czapeczkę w prezencie dowolnej uczestniczce forum, w zamian za szczerą opinię i ewentualnie wgląd w zdjęcia. Poszczęściło mi się! Dostałam zezwolenie na wykorzystanie zdjęcia na blogu.





Czapeczka robiona bez schematu, bez wstępnego projektu, ot tak - szydełkiem i włóczką przez duszę. Wyszła trochę za płytka (widać to na zdjęciu), więc kolejne muszę zrobić ciut głębsze, tak żeby mocno trzymały się na główce.

Ta włóczka ma ciekawy kolor - jest niby biała, ale przeplatana błyszczącą nicią w trzech kolorach. Dlatego mieni się niebiesko-różowo-żółto, na przemian.

***
JaneB i Anek-73 rozdają, rozdają, rozdają różności...

środa, 01 kwietnia 2009

Martka idealnie zgadła, wyszywałam bieluteńką sukieneczkę:





I takie mieszane uczucia mną targają... Z jednej strony mam nadzieję, że znajdzie nabywcę i pójdzie w świat - a z drugiej na pewno będę za nią tęsknić. Dobrze, że choć zdjęcia zostają.

***
U Peninii ostatnia szansa na złapanie prezentu.

sobota, 08 listopada 2008
A jednak nie wczoraj, tylko dziś. Prezentacja pierwszego ręcznie robionego śliniaczka dla Smyka.

Najpierw powstał lew. Według wzoru powinny być użyte tylko trzy kolory: jeden na grzywę, nos i ciało, drugi na oczy, uszy i kontury, trzeci na pysk, łapy i środek ogona. I wszystko dwiema nitkami muliny. Nie usatysfakcjonowałoby mnie to w żadnym wypadku, oto mój wybór kolorów:

- trzynitkowy brąz na oczy, uszy i kontur głowy,
- dwunitkowy ciemny beż na pysk, zewnętrzną część łap i środek ogona,
- dwunitkowy jasny beż na wewnętrzną część łap, ciało, nos i ogon,
- miedziany kordonek na zewnętrzny kontur.

Na grzywę i pędzelek ogona zastosowałam technikę, którą "odkryłam" podczas haftowania  drugiej choinki konkursowej, czyli mieszanie muliny:
- najbliżej pyska i u dołu pędzelka dwie nitki jasnego beżu, jedna nitka brązu (cudowny efekt cappuccino),
- środkowe rzędy grzywy i pędzelka po jednej nitce brązu, jasnego beżu i pomarańczowej muliny;
- zewnętrzna część grzywy i czubek ogona dwie nitki pomarańczu, jedna brązu (wyszedł mocny marchewkowy kolor).





Efektu na zdjęciu nie udało mi się oddać, czego bardzo żałuję. Kolory fajnie się przenikają, tworzą wrażenie trójwymiarowości, w czym wydatnie wspomaga je użycie różnej grubości nici.

Całą frajdę popsuła mi jednak lamówka, a właściwie maszyna do szycia, której próbowałam użyć do naszycia lamówki. Pomarańczowej, oczywiście, skoro śliniak ma być do marchewek (i morelek).

Taśmę aidową przyszpiliłam najpierw do frotowej, przedniej części śliniaczka. Wyglądało, że będzie nieźle (na zdjęciu z próbką lamówki przed przyszyciem).





Niestety, po obróbce na maszynie efekt przedstawiał się żałośnie. Jedno miejsce wręcz tak tragicznie, że musiałam je zamaskować zrobioną naprędce z filcu marchewką.



Jeśli chodzi o wiązanie na szyjce, to zdecydowałam się na krótki pasek identycznej lamówki i rzepy (w ten sposób założenie śliniaka jest dużo prostsze i szybsze). Na koniec:





 
1 , 2