| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Zakładki:
1 procent podatku
MOJE INNE BLOGI:
MOŻESZ POMÓC!
Sklepik :)
Tu kupuję:
Tu zaglądam, to polecam:

Digi-Scrap.PL.

Tworzymy dla chorych dzieci.

środa, 02 listopada 2011

Spieszę pocieszyć wszystkich, którzy czekają od tygodni na przesyłki ode mnie. Od poniedziałku poszła w świat większość z nich (jeszcze RR-y muszą chwilkę wytrzymać, ale wyszywam je sukcesywnie, choć powoli) i pierwsza już dotarła na miejsce, ku memu zaskoczeniu. A niemałą satysfakcję sprawia mi fakt, że również ku zaskoczeniu odbiorcy! No tak, od  połowy sierpnia mógł już piętnaście razy zapomnieć, że wygrał małą zgadywankę u mnie; ale ja nie zapomniałam.

Początkowo głowiłam się nad nagrodą, bo chociaż z bloga Ani to i owo o Marcinie wiedziałam, to jednak jak połączyć te oderwane informacje w jakąś sensowną całość? Natchnienie przyszło w sobotę na warsztatach Kwiatu Dolnośląskiego - na tradycyjnej już giełdzie wypatrzyłam papier w smoki. Tego mi było trzeba! Skoro miałam już bazę, dodatki weszły mi w ręce same - potrzebowałam zaledwie spokojnego niedzielnego poranka, by stworzyć taki oto drobiazg:



W poniedziałek nie pracowałam, więc popołudnie mogłam wreszcie poświęcić na pójście na pocztę (od kiedy dzieciaki na przemian chorują, zwyczajnie nie miałam fizycznej możliwości nadania czegokolwiek), tak że wysłałam kilka pierwszych z zaległych przesyłek, a także złożyłam reklamację odnośnie do paczki wspomnianej we wcześniejszym wpisie.

Jestem bardzo przyjemnie zaskoczona, że zakładka dotarła do Kłodzka już dzisiaj - a miło mi tym bardziej, że się spodobała. Oj, jakie to fajne uczucie!

czwartek, 27 października 2011
Ta paczka już chyba nigdy nie dojdzie. Idzie już cztery tygodnie! Pora, żebym się wzięła za zrobienie drugiej, a co do tej, cóż, kto ją po drodze świsnął, niech mu od czasu do czasu zrobi się wstyd. Bardzo wstyd.

Mowa o przesyłce z "Wymianki z dzieckiem w tle". Wylosowałam Iwonę, a właściwie jej dwie córeczki - Ellę i Mayę. Starałam się wykonać coś, co obu dziewczynkom by się przydało, jakiś miły drobiazg jednocześnie taki sam, ale inny - wszak ich upodobania się różnią. Powstały więc dwa niewielkie albumy, jeden w tonacji czekoladowej (Maya nie lubi różowego), drugi różowy w sówki (Ella to mała księżniczka).






Kolory w rzeczywistości są soczystsze, ale w dzień, kiedy pakowałam przesyłkę, pogoda była obrzydliwa i niestety nie dało się ładnego doświetlonego zdjęcia zrobić.

Do wykonania mini-albumów wykorzystałam tekturowe przekładki, okleiłam je wzorzystymi papierami, zostawiając w środku miejsce na zdjęcia. Większej ilości ozdób wolałam nie naklejać, bo deseń wewnątrz jest w obu albumach wystarczająco ozdobny i nie ma co tu przesadzać z dodatkami. Wprowadziłyby tylko niepotrzebny "szum".

Oprócz albumów wysłałam dla Mai kalendarz w koty, taki trochę mroczny (Maya jest miłośniczką kotów), a dla Elli zestaw mazaków takich do dmuchania - z szablonem zamku księżniczki. Dołożyłam też coś dla ich mamy...

... no i to wszystko właśnie Duch Poczty gdzieś zadział! Mam nadzieję, że ten, w czyje łapska to trafiło, ma w rodzinie Ellę i Mayę, w ten sposób przynajmniej moja praca by się nie zmarnowała.

niedziela, 23 października 2011
Na spacery w suche, choć chłodne, październikowe dni, wymarzyłam dla Smykałki poncho. Świetny ubiór, kiedy podczas spaceru wejdzie się do sklepu - łatwo zdjąć, żeby się dziewczynka nie zgrzała, łatwo założyć, gdy się znów wychodzi na zewnątrz. Kaptur otula okrągłą buzię i całość jest taka przytulna!

Do zrobienia tego drobiazgu zainspirowała mnie Pandora, u niej chciałam poncho w ogóle zamówić, ale zmotywowała mnie, bym chociaż spróbowała sama powalczyć.

Wynik walki satysfakcjonuje zarówno mnie, jak i Smykałkę:






poniedziałek, 17 października 2011
Czasem się czuję jakbym miała spławik przyczepiony, tak sobie nurkuję i wypływam, nurkuję i wypływam. Tym razem winą mojej nieobecności nie był brak weny - wręcz przeciwnie! W piątek nastąpił jakiś przeskok iskry na przełącznikach i nie dość, że wróciła chęć do tworzenia, wróciły również pomysły! To, co miałam zrealizować już dawno, nareszcie się doczekało właściwych inspiracji, a przypływają wciąż nowe. Niech ten stan trwa! O wiele bardziej wolę być nieobecna z powodu nadmiaru pomysłów, które muszą się doczekać ukończenia (niedawno zauważyłam, że właściwie nie prezentuję Wam prawie nigdy postępów w pracach, dopiero ukończone "dzieła").

Ale ponieważ mój małżonek znalazł w pracy czytnik pasujący do kart z mojego aparatu, mogę przynajmniej pokazać co pewna kochana kobieta, znana jako Drugi.Maurycjusz, przysłała mi pewnego pięknego październikowego dnia.

Widząc u niej ramki do magnesów, kupione przez jej mamę, poprosiłam entuzjastycznie o takie same. Czy możecie uwierzyć? Jej mama specjalnie dla mnie kupiła wielki zestaw ramek z magnesami, a Maurycjusz zadbała, by do mnie szybko dotarły, i to w dodatku w towarzystwie!





Dostałam przemiłą kartkę, stempelki jak znalazł do kartek świątecznych, zestaw do wyszycia MIIIIIIIŚ (to Smykałki kwestia) oraz do ozdobnych tagów do prezentów. Kroplą, które dopełniła kielich radości, był naparstek z Bolesławca. Wśród posiadanych przeze mnie jest to pierwszy, który jedynie swoją estetyką nawiązuje do tradycyjnego wzornictwa z danego miejsca, tak że żaden herb mu już niepotrzebny, od razu widać skąd jest.





Kochana, bardzo Ci dziękuję za tak miłą niespodziankę, ucałuj swoją mamę ode mnie, a Ciebie ściskam tak, że prawie zaraz pękniesz!


środa, 12 października 2011
Chyba najprościej będzie mi wybrać się na miasto po nowy czytnik, tego starego to już nie znajdę, obawiam się.

Na szczęście Mięta pozwoliła mi wykorzystać zrobione przez nią zdjęcia i dzięki temu mogę pokazać, co dostałam od niej w ramach "Podaj dalej".

Zielona zakładka do mnie trafiła:



Chustecznik w drobne kwiatuszki:



Oraz serduszko z literą M"




Bardzo mnie ucieszyła ta niespodzianka! Zmobilizowała do pewnych rzeczy i zainspirowała kilkoma pomysłami! Dziękuję!

sobota, 08 października 2011
Pierwszy i ostatni raz tak potwornie nawaliłam. Brałam udział w "Wymiance z dzieckiem w tle" zorganizowanej przez Barboorkę. Termin dotarcia przesyłek do adresatów był oznaczony na 30 września. Swoją paczkę miałam skompletowaną tydzień wcześniej, ale choroby dzieci, potem moja, spowodowały, że na pocztę dotarłam.... 30 września. Bez szans było, żeby paczka doszła przed 4 października, bo po drodze nie dość, że weekend, to jeszcze ocean. Paczka nie doszła do Iwony do dziś, a ja siedzę i gryzę się, i pluję sobie w brodę. Nie, nie będę zwalać na Pocztę, zwalić mogę li i jedynie na siebie!

Nawet nie mogę pokazać, co dostały moje dzieci, bo zginął mi czytnik do kart i nie mam jak zdjęć zgrać! To trzeci raz w ciągu dwóch tygodni, że mi czytnik ginie, mam podejrzenia, że Smykałka używa go jako gryzaka, po czym porzuca gdziekolwiek, gdy tylko zobaczy coś atrakcyjniejszego.

Dlatego zapraszam na blog Beaty, gdzie zobaczycie piękne zdjęcia upominku dla Smycząt.


A ja już NIGDY nie wezmę udziału w ŻADNEJ wymiance! Jest mi wstyd, wstyd, wstyd, że się nie wywiązałam! To po prostu okropne, że człowiek tak kompletnie nie jest w stanie przewidzieć co stanie mu w poprzek jego planów! Nie zamierzam już nigdy zawieść nikogo tak jak Iwony, która nadal czeka, a wraz z nią jej cudne dziewczyny.

Przepraszam. Z serca. Naprawdę.

22:19, aneladgam
Link Komentarze (15) »
piątek, 07 października 2011
Czy ktoś chciałby nieodpłatnie skorzystać z mojego miejsca na warsztatach z haftu koralikowego u Calisty? Smyk dostał zapalenia oskrzeli... Zajęcia odbędą się w godzinach 14-17, szczegóły na tym blogu. Niech ktoś pojedzie, szkoda, żeby się miejsce zmarnowało, opłacone już jest.
12:07, aneladgam
Link Komentarze (5) »
środa, 05 października 2011

Wczoraj dostałam do własnych łapek moją kanwę ze Słownikiem Torebek, nareszcie! Finał zabawy przewidziany był na grudzień/styczeń, ale mimo tego poślizgu bardzo się cieszę, że ten obrazek mam. Kanwa wróciła do mnie w bardzo dobrym stanie, widać, że hafciarki bardzo ją szanowały. Jestem też, o ile się nie mylę, jedyną uczestniczką zabawy, która otrzymała każdy obrazek wyszyty przez inną osobę - nie musiałam doszywać nic sama, resztę wykonały pozostałe uczestniczki. Nawet Kargolcia wyszyła, choć się nie podpisała. Nie wiem czemu.

Otrzymałam śliczne upominki (na zdjęcie nie załapał się notes od Ona_i_ja, bo dostałam go dużo wcześniej, z wysyłką od Kargolci; która, nota bene, nie wywiązała się z regulaminu, ale mam to głęboko w nosie).

Nie wiem od kogo jest przecudna podkładka, ale chyba od Maknety, w razie czego proszę o sprostowanie. Starałam się sfotografować prezenty razem z obrazkami autorek:








I CAAAAAAAAAŁAAAA KAAAAAAAANWAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!


niedziela, 02 października 2011

A nawet nie z dołka, tylko z jakiegoś takiego otępienia, marazmu, niechęci do wszystkiego. Powodów tego rozmamłania było kilka - choroby dziec, potem moja, ładna pogoda (powodująca, że młodzież mieszkająca w moim bloku uznała, że całe osiedle chce z pewnością słuchać "UNC UNC UNC" z ich głośników), rozczarowanie samą sobą (nie umiem się zebrać i dotrzymać postanowienia napisania w końcu tego ostatniego rozdziału!), odreagowywanie szalonego tempa robótek wakacyjnych i przełomu lata i jesieni. I parę innych.

Powoli coś się zmienia i nabywam chęci na nowo. Niemała zasługa w "pobudce" jaką urządziła mi wczoraj Isana - zapraszając znienacka na warsztaty frywolitkowe. Po krótkim wahaniu podjęłam decyzję i wieczór spędziłam z fantastycznymi dziewczynami szkoląc się pod okiem Michaliny. Jest szansa, że spotkania będą się odbywać cyklicznie - miałoby to dla mnie sens, bo po poprzednich warsztatach, w których wzięłam udział jeszcze w ciąży ze Smykałką, znałam dwa podstawowe ruchy, nie umiejąc nawet zakończyć wykonywanego elementu. To jaki był sens to ciągnąć? Teraz przynajmniej będę umiała wykonać prosty kwiatek, tylko jeszcze trochę potrenuję.

Upłynął już miesiąc nowego roku szkolnego, powoli wdrażam się do rytmu codziennych zajęć. Czasu mam pod dostatkiem, ale gdzieś zagubiłam umiejętność gospodarowania nim. Nie wiem jak sobie z tym poradzić i jak to poukładać. Ale mam nadzieję, że stopniowo i to się jakoś uładzi. Oddać tę koszmarną pracę promotorce i zapomnieć o wszystkim związanym z uczelnią! Wisi to nade mną od tylu lat, odbierając przynajmniej połowę satysfakcji z każdej wykonywanej czynności, bo wciąż gdzieś tam słyszę głos "skończ doktorat, skończ doktorat". Motywacji nie mam już dawno. Tej pozytywnej.

Powstało trochę nowych rzeczy, ale jeszcze nie dotarły do właścicieli, więc pokażę tylko co sama otrzymałam w dwóch konkursach:

- bransoletka od Janeczki za złapanie licznika (niestety za długa na mnie, ale i tak śliczna):




- pasek z sutaszową klamrą od Pinki:




Dziękuję Wam bardzo za prezenty, zawsze to błyskotka poprawia nastrój kobiecie! Pleść z koralików nie umiem, więc ta bransoletka przez długi czas będzie jedyną biżuterią tego rodzaju u mnie w domu, a Pinki otwiera mi oczy jak fantastycznie i na różne sposoby można wykorzystywać sutasz!

niedziela, 25 września 2011
Latem Smykałka dostała przepiękną białą sukienkę od swojej chrzestnej, troszkę na wyrost. Zaplanowałam, że w tę właśnie szatkę wystroję córeczkę na mszę zamówioną w jej intencji z okazji pierwszej rocznicy chrztu. Że zaś sukienka była bez rękawów, a uroczystość dziś, czyli pod koniec września, należało pomyśleć o jakimś bolerku.

Mogłam pewnie kupić gotowe, ale jakiegoś węża w kieszeni się dorobiłam i zapłacenie astronomicznej kwoty za coś, co przy odrobinie uporu jestem w stanie zrobić sama, przestało mieścić się w granicach moich możliwości. Uporu potrzeba mi było jednak dużo, bo igłowstręt, szydełkowstręt i wszystkie inne "wstręty" jeszcze mnie nie opuściły. W dodatku w trakcie robienia bolerka zgubiłam szydełko i szukanie po Wrocławiu podobnego zajęło dodatkowe 3 doby.

Tył i przód zrobiłam w miarę wcześnie, natomiast z rękawkami czekałam do soboty - chciałam sprawdzić prognozę pogody na dzisiaj i zadecydować dopiero, czy rękawki będą długie, czy krótkie, ażurowe czy jednolite. Przewidywania okazały się nader sprzyjające, tak więc rękawki są króciutkie i ażurowe.

Zdjęcia nie pokazują całej urody bolerka, bo jest białe i na białą sukienkę nałożone, więc przy ostrym słońcu zlewa się to tylko w jedną białą plamę. Nie dało się też zrobić zdjęcia całej postaci Smykałki (a wyglądała - moim nieskromnym zdaniem - olśniewająco). bo przetrzymana bez ruchu całą mszę rwała się biec jak najdalej przed siebie. Tak że tylko na smaczek:













Dziękuję Noelce za rady dotyczące rękawków!