| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
1 procent podatku
MOJE INNE BLOGI:
MOŻESZ POMÓC!
Sklepik :)
Tu kupuję:
Tu zaglądam, to polecam:

Digi-Scrap.PL.

Tworzymy dla chorych dzieci.

piątek, 27 lipca 2012

"Dolina Fiołków w pobliżu Zielonego Wzgórza rozkwitła tysiącem purpurowych astrów, a Jezioro Lśniących Wód stawało się coraz bardziej błękitne. Nie był to jednak zmienny błękit wiosenny ani też blady lazur lata, był to czysty, zdecydowany, poważny błękit, jakby wody jeziora jeszcze niedawno rozkołysane pełnią życia przygotowywały się do zimowej drzemki".

 L. M. Montgomery, Ania na uniwersytecie

Nigdy nie wyzwoliłam się spod uroku tych książek. Całe ich fragmenty, zapamiętane wiele lat temu, działają na moją wyobraźnię, czy to niosąc ukojenie w chwilach przygnębienia, czy to pobudzając do tworzenia. Te zacytowane słowa sprawiły, że zatańczyły mi różne odcienie niebieskiego, zagrały rozedrgane subtelne lazury i blade turkusy, zaperliły się matowe i przezroczyste błękity.

Z takim urokiem i promienną radością kojarzy mi się zawsze Isana. Dla niej właśnie powstały te kolczyki, w podziękowaniu za wyświadczoną mi już dawno temu przysługę. Żałuję, że czekała tak długo, ale za mną bardzo trudny rok i jeszcze kilka takich zobowiązań czeka wciąż na swoją realizację... Nie zapomniałam. Nie dałam rady.

 

 


Tagi: kolczyki
18:24, aneladgam , BIŻUTERIA
Link Komentarze (9) »
sobota, 21 lipca 2012

Szybko i niemalże chyłkiem pokazuję notes z przekładkami, który zrobiłam - o świecie! - dla siebie. Wiekopomne to wydarzenie miało miejsce podczas warsztatów Kwiatu Dolnośląskiego. Notes powstał pod kierunkiem Katriny, z cudownych papierów Rapakivi. Będzie mi służył za nauczycielski notatnik, a że nadal angielski pozostaje moim głównym źródłem dochodu, angielski tekst na okładce jest usprawiedliwiony. Chociaż przyznam, że z utęsknieniem czekam, aż na materiałach pojawią się polskie inskrypcje. W czym, przykładowo, słowa "Days to remember" są lepsze od "Pamiętne dni"?

 

 

I zbliżenie na okładkę (napis głosi: "Żyj. Śmiej się. Skacz. Kochaj. Ucz się. Słuchaj"):

 

21:40, aneladgam , NOTESY
Link Komentarze (14) »
środa, 11 lipca 2012

Kiedy zaczynałam pracę jako bardzo nietypowy nauczyciel matematyki, zamarzyło mi się posiadać ciekawe wizytówki, inne niż wszystkie. Nic z tych planów wówczas nie wyszło, bo ponoć miałam dostać firmowe, potem zrobiłam sobie od matematyki przerwę i temat odszedł w niepamięć. Jednakże, przeglądając ofertę, przynajmniej przekonałam się naocznie, że era białych i kremowych wizytówek odeszła już w niepamięć - obecnie, zarówno pod względem kolorystyki, jak i wzornictwa, na wizytówkach może się znaleźć WSZYSTKO.

Być może od września wrócę do matematyki, a rozmyślając sobie o tym powrocie wykonałam bardzo limitowaną edycję wizytówek na prywatny użytek.

Główną postacią programu naszej szkoły jest puchacz Piotr - pod jego urokiem znalazły się więc już chyba wszystkie moje koleżanki z pracy. Mnie epidemia nie ominęła, moje wizytówki wyglądają zatem dość nietypowo... ale mnie się podobają. Najważniejsze, czyli treść, znajduje się po drugiej stronie, jako że matematyka to nie jedyna moja specjalność - gdybym całą potrzebną treść miała zmieścić tam, gdzie sowę, musiałabym pisać mikrodrukiem.



22:28, aneladgam
Link Komentarze (12) »
niedziela, 08 lipca 2012

Nie zdarzyło mi się jeszcze, bym odmówiła sobie przyjemności uczestniczenia w warsztatach organizowanych przez Kwiat Dolnośląski. Przepadam za tymi spotkaniami, za możliwością zobaczenia wielu technik i pomysłów w jednym miejscu, za ludźmi, których tam spotykam, a czasem nawet za pracami, które tam wykonuję.

Piątkowy wieczór i całą sobotę spędziłam więc bardzo twórczo, nadgarstek boli mnie nadal okrutnie, co przeszkadza mi rozpisać się tak, jak bym chciała. Krótko więc tylko wspomnę, że jednym z ulubionych przeze mnie wydarzeń podczas warsztatów są wyzwania mapkowe, czyli tworzenie scrapowych dzieł według zadanej mapki. Mam taki zwyczaj, że na każdych warsztatach tworzę po dwa obrazy ze zdjęciami moich dzieci. Najbardziej podobały mi się pierwsze dwa, każde kolejne podobają mi się mniej, ale to już moja wina, że robię je zbyt śpiesznie, za mało się starając.

Główną ich zaletą są radosne pysiaki moich pociech. Wieszam je na ścianie naprzeciwko kanapy i tak sobie wiszą, aż wykonam dwa następne. Wtedy te wcześniejsze chowam do swojego malutkiego archiwum, a oko cieszą następne dwa.

Cieszą albo nie cieszą! Na przykład dwa poprzednie obrazy nie doczekały się do dziś dnia tytułów! Pokażę je, ale mam nadzieję w końcu je dopieścić i dokończyć, zanim wylądują w pudełku. Nawet ich nie powiększam, bo na razie nie warto.

 

 

 

 

Tegorocznym też brakuje tego i owego:

 

 

 

Ale i tak się cieszę, że się przynajmniej mobilizuję do wykonania odbitek...

 

piątek, 29 czerwca 2012

Nie wiem, skąd to się bierze, ale łatwiej mi zrobić kartkę dla dorosłej osoby, niż dla dziecka. Mam więcej pomysłów, mniej się przejmuję samą formą, co skutkuje bardziej swobodnym podejściem do sprawy, mniej się staram, a z efektów jestem bardziej zadowolona (uczciwie mówiąc, moje własne kartki dla dzieci, nie licząc wyszywanych, bardzo odbiegają od tego, co chciałabym osiągnąć; może za bardzo się "spinam"?).


Oto dwie kartki, które powstały w ostatnim czasie dla moich koleżanek. W obu wykorzystałam orientalne stemple od Dorotki.

Ta z wachlarzem to sama prostota - tło z wygranego papieru Moligami, na to stempel, podrasowany nieco i ozdobiony tym, bez czego ostatnio nie obywa się żadne moje papierowe dzieło (perełkami w płynie).

 

 

Ta druga to mozaika, tło ze stempli fioletowych, na to różne tam papierki, wierzchni papierek dodatkowo dziabnięty stemplami na czarno. I już. A, perełki, oczywiście.

 

 

Łatwiej.
Ale to już Korczak twierdził, że tworząc dla dzieci (on miał akurat na myśli literatów, ale myślę, że można to zastosować do innych artystów również) próbujemy zniżyć się do ich poziomu, gdy tymczasem powinniśmy się wspiąć na palce.

 

czwartek, 28 czerwca 2012

 Dwie czteroletnie damy otrzymały takie kartki z okazji swoich urodzin:

 

 

 

Kartek w sumie było pięć, ale dwóch nie zdążyłam sfotografować przed wysłaniem.

 

***
Myślę, że po tak długiej przerwie to może być "szczęście początkującego" - zapisuję się na koronki u Peninii i na niespodziankę u Oli.

poniedziałek, 25 czerwca 2012
Jak co roku w czerwcu ruszyła akcja na forum rówieśniczym Smyka - wysyłamy kartki urodzinowe dla jubilatów. Nie zdążyłam sfotografować wszystkich zrobionych przeze mnie kartek, ale co mam, to pokażę.

Na początek kartka dla Karolka:




Zaś co do końca epoki - powoli zamykam swoją działalność hafciarską. Na pewno będę jeszcze wyszywać, ale nie  tyle, co do tej pory. Pokochałam sutasz oraz robienie innych rodzajów biżuterii, zatem więcej czasu chcę poświęcić nowemu hobby. A haft krzyżykowy pozostanie jako pewna umiejętność, ale już nie jedyna, nie największa nawet, przyjemność z pożytkowania wolnego czasu.

Dlatego wyzbywam się swojej kolekcji czasopism "The World of Cross Stitching" oraz niektórych zestawów do wyszywania. Te, do których mam sentyment, zostawiam sobie, ale ten skromny zasób na moje potrzeby już wystarczy. Część pisemek poszła do dziewczyn, które się zaopiekowały nimi dzięki hasłu rzuconemu na portalu społecznościowym, resztę zaś wystawiam na Allegro. Jeśli ktoś ma ochotę zerknąć, to zapraszam, link jest w szpalcie po lewej stronie. Na hasło "LYLIS" wysłane mi po zakończonej aukcji przesyłka gratis. Głównie chodzi mi o to, by się wzory nie marnowały; chciałabym, żeby trafiły do osób, które wydobędą ich piękno na światło dzienne. Ja wyszywam bardzo powoli, więc życia by mi na nie nie wystarczyło. A tak, może ktoś skorzysta.

czwartek, 21 czerwca 2012
"... odtąd żyli razem długo i szczęśliwie"...

"... a wróg już nigdy nie napadł tamtejszej krainy..."

"... i wszystkie dni upływały im spokojnie i pogodnie..."

Akurat. Można by się spodziewać, że opowieści zmierzają ku jednemu celowi, mianowicie należy nieśmiertelnym węzłem połączyć dwoje bohaterów i po sprawie. Przecież dalej już nic nie ma prawa się wydarzyć, same złote chwile i słodkie gruchanie. A wszak droga dopiero się zaczyna...

"To był najpiękniejszy dzień naszego życia". Współczuję. Ja TEGO dnia byłam tak zabiegana, przejęta, zmęczona, że gdybym nie miała nadziei, że wszystkie kolejne dni będą lepsze, to w dniu złożenia przysięgi małżeńskiej rzuciłabym się głową do Odry. Bo skoro ma być już tylko gorzej?! Owszem, był to pamiętny dzień, wyjątkowy, szczególny, wymarzony, ale potem przeżyliśmy mnóstwo o wiele piękniejszych dni. Być może dzięki temu, że TEN mieliśmy wreszcie za sobą.

"W dobrej i złej doli, aż do końca życia". Tak. Po trzykroć tak. W dobrej i złej doli. Gdy już odfruną te białe gołąbki, wyszarzeje brokat na pamiątkowych kartkach i albumach, powiędną róże, a suknię ślubną nieuchronnie trzeba będzie w taki czy inny sposób zutylizować, wtedy dopiero wybrzmią te słowa nie jak osłuchany frazes, ale jak najszczersza prawda. Prawda nie przysłonięta kolorowymi balonikami, nie zagłuszona biciem dzwonów, nie przyćmiona światłami nad parkietem.

Bo dni nadejdą i słoneczne, i deszczowe. Przyjdą ciężkie zgryzoty, ale i chwile euforii. Udziałem nowożeńców staną się zwykłe, przyziemne troski, a upływ czasu da znać o sobie.

W dobrej i złej. W każdej. W doli - wspólnej. Na zawsze.

Kartka, jaką zrobiłam na ślub Krzysi i Michała, to właściwie nie jest moje dzieło. Elementy, które na niej widzicie, to calineczki, które dostałam od Alexls. Jest na nich i to, i owo, kolory wcale nie same złociste czy bielutkie. Brak tu piórek, ptaszynek, obrączek - ale jest i dzień, i noc, i radość, i niebezpieczeństwo, i pieniądze, i bielutka koronka, co do której tylko ja wiem, co ma oznaczać. Państwo Młodzi oczywiście niech odczytują ten przekaz po swojemu - pamiętając jedynie, że jestem z nimi myślami w każdym dniu oraz że najszczersze moje życzenia płyną do nich z głębi serca.

A zresztą - czy naprawdę życzylibyście bliskim osobom, by dni ich upływały jednostajnie, bez żadnych chmurek, aż wywichną sobie żuchwy od ziewania z nudów?





poniedziałek, 18 czerwca 2012
Te dwie dłonie złączone w delikatnym uścisku, właściwie tylko muskające się wzajemnie, w ciepłych odcieniach beżu i sepii, widziałam już na blogu niejednej wyszywającej osoby. Kusiło i mnie, żeby je wyszyć, ale nie byłam pewna, czy podołam. Subtelne odcienie bardzo zbliżonych do siebie kolorów napawały mnie lekką obawą, że nawet jeśli obrazek wyszyją bezbłędnie, to przy tym oślepnę.

Obawy okazały się niesłuszne, na szczęście. Co prawda, wyszycie tej stosunkowo niewielkiej pamiątki zajęło mi dużo więcej czasu, niż przewidywałam i haft ukończyłam na trzy dni przed uroczystością, ale pan, który zawsze oprawia moje obrazki, stanął na wysokości zadania i w piątek zdążyłam gotową pamiątkę odebrać.


Przyznać muszę, że wyjątkowo przeżywałam ten ślub. Pokazywałam już jeden upominek z nim związany, przy okazji wspomniałam dlaczego jest to dla mnie tak ważny moment. Pierwszy ślub w tej gałęzi rodziny od czasu mojego własnego ślubu 9 lat temu, pierwszy też w rodzinie, na który zostaliśmy zaproszeni. Krew nie woda - emocje opanowały mnie zupełnie inne, niż na weselach znajomych lub rodziny Qrczaka. Wróciło wiele fantastycznych wspomnień, wyszalałam się z osobami, które znam od wczesnego dzieciństwa, a w dodatku mój synek na parkiecie dzielnie mi dotrzymywał kroku. Cieszę się całym sercem, że mogłam tam być, Z NIMI być, no i... że zdążyłam uczcić to wydarzenie skromną pamiątką.

Właściwie dopiero wyszywając imiona nowożeńców uświadomiłam sobie, że takie śliczne literackie połączenie imion wyszło!

Tu zbliżenie na sam haft:





A tu w oprawie, takiej lekko złotawej:




Tagi: ślub
15:03, aneladgam , WYSTRÓJ DOMU
Link Komentarze (18) »
sobota, 02 czerwca 2012
Druga ślubna kartka powstała również na zamówienie LiliWenedy, ale nieco inne były wskazówki co do jej wykonania. Powstała kolejna "harmonijka" (bardzo polubiłam ten rodzaj kartki):