| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Zakładki:
1 procent podatku
MOJE INNE BLOGI:
MOŻESZ POMÓC!
Sklepik :)
Tu kupuję:
Tu zaglądam, to polecam:

Digi-Scrap.PL.

Tworzymy dla chorych dzieci.

wtorek, 28 czerwca 2011
Na początku muszę sprostować pewne przekonanie - fartuszek, który zdobył Wasze uznanie, nie jest moim dziełem. Ponieważ wiedziałam, że nie zdążę w terminie uszykować prezentu własnoręcznie (Qrczak wyjechał na Ukrainę i jestem z dziećmi sama), nabyłam różane cudo drogą kupna. Miód na duszę, że mimo to spodobał się Mice.

Nie pokazałam jeszcze wszystkich prezentów urodzinowych, jakie od swoich zdolnych blogowych cioć otrzymały moje Smyki, a niekiedy przy okazji i mamę obdarowano. Powód? Prozaiczny. Są to zabawki, którymi moje dzieci non stop się bawią, nie mam fizycznej możliwości sfotografowania ich wszystkich na raz. Dziś po raz pierwszy od dawna zasnęli na dzień oboje i dlatego mogę podebrać to i owo (bez tych, z którymi w tej chwili śpią) i zamieścić chociaż to.

Od April79:





A ja dostałam torbę (tu jestem na zdjęciu z autorką)!




Następny cudowny prezent to Miś Bu uszyty przez Anię na moje zamówienie - wiedziałam, że sobie poradzi z tym wyzwaniem! Smykałka dostała pięknego aniołka-śpioszka, ale właśnie z nim śpi, a ja romantyczny igielnik, ale jest na stoliku nocnym w sypialni, w której właśnie śpi Smyk...



A u tej właśnie Ani do 30 czerwca możecie się zgłaszać na rozdawajkę!.

Chciałam też pokazać, co dostaliśmy od Kulinii, ale pudełko z opaskami w pokoju Smycząt zostało, więc to już przy następnej okazji.
Nie muszę chyba mówić, jak wielką radość, nie do opisania, nam sprawiłyście!
sobota, 25 czerwca 2011
Qrczak dostał od Smyka na Dzień Ojca zakładkę. Wyszywaną. Fakt, pokazywałam synkowi gdzie ma wbić igłę, pomagałam wcelować, on właściwie tylko przeciągał ją na drugą stronę materiału, ale co nie powiedzieć, miał udział w tworzeniu tego dzieła! To znaczy przy tworzeniu napisu (pod koniec całkiem prawidłowo trzymał już igłę), materiał zszyłam bez asysty.

Prościutka, ale Qrczak ma do niej wielki sentyment, zabiera ją ze sobą w poniedziałek na pierwszy długi samotny wyjazd od czasu pojawienia się dzieci i jak go znam, to ile razy na nią popatrzy to zatęskni. I dobrze, tęsknota nie jest zła, choć bywa trudna.

Żeby nie przeciągać:





Smyk powiedział też po cichutku prosty wierszyk. Mówi nadal bardzo niewyraźnie i niedużo, ale wiecie co? TATA ZROZUMIAŁ!!!

***
Smykałka jest bardzo wysoko w rankingu, z głębi serca dziękuję za dotychczasowe głosy, każdemu z osobna i wszystkim razem! Kto jeszcze ma chęć, to do 11 lipca można raz dziennie zagłosować TUTAJ.
czwartek, 23 czerwca 2011
Środa wieczór, ostatnie lekcje, po nich zaplanowane wyjście na imprezę. Dzieci zostają z Qrczakiem, ja cała szczęśliwa lecę szaleć z koleżankami z pracy po raz pierwszy od nie wiem kiedy. Około 22 sms: "Za godzinę zamykają na dobę ostatnie sklepy, a mleko dla dzieci się skończyło...". Aggghghghghhrrrrrr.... No i wróciła grzeczna matka, wbiegając jeszcze po drodze do sklepu po mleko, bo nie chciała wiedzieć co by było wieczorem, gdyby Smykałka się zorientowała, że ma iść spać bez mleczka...

Na osłodę dla samej siebie usiadłam jeszcze na chwilę do bloga, pokażę Wam kartkę, która poleciała aż do Monachium na trzecie urodziny pewnej ślicznej Paulinki, która bardzo lubi Kubusia Puchatka:



Ramkę wokół obrazka tworzy mnogość kwiatków i motylków, otrzymanych w prezencie od blogowych koleżanek. Miało być radośnie i kwieciście - i chyba jest?
poniedziałek, 20 czerwca 2011
Zdałam sobie sprawę, że w końcu nie pokazałam Wam zaproszeń, jakie Smyk i Smykałka wysyłali na swoje urodziny! Już się poprawiam. Główną rolę dekoracyjną odegrały otrzymane w wymiance od Moni żabki, umocowałam je na karnecie wysuwanym z kieszonki-koperty:





Bardzo się podobały! Monia, jeszcze raz dziękuję za fantastyczne żabole!

Drugie zaproszenie to od Smyka - po kliknięciu na zdjęcie przeniesiecie się w miejsce, gdzie będziecie mogli skosztować pyszny deser:



Zapraszam też wszystkich, którzy chcieliby wypróbować farby do włosów Wellaton do wypełnienia ankiety na Streetcom.pl, podaję link:

ANKIETA

I ostatnie już zaproszenie - do głosowania na Smykałkę w galerii kaszek Nestle; coś nałogowo zaczynamy brać udział w konkursach, ale to taka przyjemność!  Głosować można raz dziennie do 11 lipca.

Tu zdjęcie Smykałki

Zdjęcie zostało zrobione w sobotę we wrocławskim ZOO, gdzie spędziliśmy cudowne, choć nieco męczące godziny. Wiele narzekań słyszałam na ceny biletów, fakt, są droższe niż były, ale wreszcie widać, że są w coś inwestowane. Coraz to nowe i wygodniejsze wybiegi, odnowione pawilony, wspaniałe place zabaw dla dzieci, odremontowane mostki, fantastyczne fokarium, można spędzić tam cały dzień i jeszcze wszystkiego nie zobaczyć! Zważywszy jak zaniedbane było ZOO, zanim się nim zajął obecny dyrektor, można tylko podziwiać jak skrzętnie się tym zajął. A skądś pieniądze na to brać musi.

13:04, aneladgam
Link Komentarze (15) »
środa, 15 czerwca 2011
Koleżanka poprosiła mnie o wyszycie dla jej męża podkładki pod kubek z logo Bayernu Monachium. Miała być na urodziny, ale że doszła dzień po nich, koleżanka postanowiła wręczyć ją na Dzień Ojca (na szczęście też w czerwcu). Bardzo jestem ciekawa reakcji obdarowanego!





poniedziałek, 13 czerwca 2011
Przemykam dziś tylko prędziutko, żeby pochwalić się, jaką pamiątkę zamówiła u mnie znienacka odnaleziona koleżanka. Na prezent dla chrześniaka swojego męża wybrała wyszywaną metryczkę; spodobał jej się miś Tatty Teddy, łobuzowaty nieco, jak za chwilę zobaczycie.

Ponownie błagam, by nie wspominać w komentarzach, że "kontury jednak wiele dają", bo nie zawsze dają - wszystko zależy od zamysłu autora schematu. Są obrazki, które bez konturów osiągają pełnię wyrazu (choćby cudowne wzory Vervaco), są takie, którym delikatna kreska dodaje lekkości i wyrazistości (jak na przykład Flower Fairies czy All Our Yesterdays), a są i takie, których cały artyzm zawiera się w "czarnej nitce", a wśród nich najkoszmarniejsze do wyszywania są misie Tatty Teddy. Przy osiemnastej pomyłce zlekceważyłam schemat i kontury wyszyłam "na czuja". Te drobniutkie kreski i kreseczki, imitujące futro miśka i puszystość szlafroka, kończące się i urywające w najmniej oczekiwanych momentach, doprowadziły mnie do białej gorączki.

Same krzyżyki wyszywało się bardzo miło:





Na tym zaś połamałam 3 igły i 2 zęby:






A tak już się prezentuje w oprawie (to dzieło zamawiającej), wiem że sprostałam zadaniu i metryczka spodobała się zarówno jej, jak i gościom na chrzcinach małego Mikołaja.






I wiecie co? Mogę narzekać, mogę marudzić, ale te miśki, mimo upiornych konturów, są naprawdę kochane!
piątek, 10 czerwca 2011
To, że Smyk nie dostanie się do przedszkola, było do przewidzenia. Osiedle ponad 25 tysięcy mieszkańców, przedszkola dwa, w każdym z nich po... 25 miejsc dla trzylatków. To, że złożymy odwołanie, było oczywiste - w odwołaniu opisaliśmy naszą sytuację rodzinną, poprosiliśmy o uwzględnienie faktu, że pracuję, chociaż nie mam umowy o pracę, tylko o dzieło, że jest orzeczenie psychologa stwierdzające, że dla Smyka jest konieczne rozpoczęcie edukacji przedszkolnej (od października jest pod opieką poradni, więc opinia jest miarodajna). I co? Byłam wczoraj u dyrektorki przedszkola i pytam się, który jest Smyk na liście rezerwowej. "Na siódmym miejscu". Pytam się: "Nawet uwzględniając opinię psychologa?" I wiecie, co się okazało? Ona tego odwołania NAWET NIE PRZECZYTAŁA. Ot, automatycznie wciągnęła go na listę, z której we wrześniu może ktoś się dostanie, a może nie. W zależności od tego, czy ktoś, kto już się dostał, zrezygnuje (mało prawdopodobne, chyba że dostanie intratną propozycję np. ze stolicy), czy też nie.

Żebyście nie pomyśleli, że spotkała nas jakaś wyjątkowa niesprawiedliwość - wrocławskich dzieci nie dostało się więcej; 1300, według doniesień prasowych. Od kilku lat sytuacja jest niezmiennie ta sama i nikt się tym nie zajął! Widać we władzach zasiadają osoby bez dzieci lub wnuków w tym wieku. A nawet jeśli, to spijając śmietankę mogą sobie pozwolić na przedszkole prywatne. Dobija mnie też to, że śmiało mogłam wpisać w formularzu elektronicznym co tylko chciałam, nawet umowę na pełen etat, BO I TAK NIKT TEGO NIE SPRAWDZA. Wygodniej jest przymknąć oko i przyjąć jak leci dzieci matek deklarujących się jako samotne (pomimo że ojciec dziecka żyje, ma się dobrze i mieszka razem z nimi - ot, papierka nie mają, taki drobiazg).

Najgorsze, że ta walka o ogień doprowadziła do sytuacji, w której przedszkola są traktowane jak przechowalnie, którymi naprawdę nie są! To placówka edukacyjna! Ja nie chcę oddawać Smyka, żeby był spokój w domu, tylko dlatego, żeby miał szansę choć trochę wyrównać poziom swój i rówieśników. Ja nie jestem w stanie zapewnić mu pełnego przekroju zajęć i zadań, nie mam przygotowania pedagogicznego.

Gdyby chociaż pani dyrektor raczyła spojrzeć w orzeczenie, może Smyk miałby większe szanse. Ale siedem miejsc się nie zwolni, nie ma mowy. Co nam pozostaje? Przedszkola prywatne, które wyrosły jak grzyby po deszczu, skoro jest takie zapotrzebowanie (nie chcę posyłać go do prywatnego, już nawet nie ze względu na niebotyczne kwoty, wysokości mniej więcej połowy mojej pensji, ale ze względu na brak kontroli wypełniania podstawy programowej, a na tym mi najbardziej zależy; nie chcę, żeby Smyk snuł się z kąta w kąt, tylko żeby realizował program dla swojego wieku), jeżdżenie do przedszkoli na obrzeżach miasta ("no przecież proszę, o, w tym i tym przedszkolu były jeszcze wolne miejsca, o co pani chodzi?!"; o to, że jazda zajmie nam półtorej godziny rano i półtorej godziny po południu), realizowanie programu w domu (nie mam takiej możliwości). Słyszałam jeszcze coś o przedszkolach rodzinnych, w których rodzice biorą udział w pracach przedszkola, ale nawet nie wiem jak zacząć czegoś takiego szukać we Wrocławiu.

Jednym słowem, kicha. Czy ten rok będzie zmarnowany?

***
Na pociechę i osłodę Smyk zaprasza na deser:



12:51, aneladgam
Link Komentarze (26) »
czwartek, 09 czerwca 2011
Pamiętacie z przedszkola piosenkę "Jestem sobie ogrodniczka, mam nasionek pół koszyczka"?

Dzięki Małgosi wyrosły u mnie jedne z moich ulubionych kwiatków:




Dopiero na zdjęciu zauważyłam, że zamek szkatułki jest obluzowany, ale nic nie szkodzi, myślę, że jakąś śrubkę dopasuję. A teraz uwaga! Zamawiałam tylko szkatułkę, a Małgosia ozdobiła jeszcze dla mnie śliczny lichtarzyk:




Już się nie mogę doczekać, aż Smyki wybiorą się na wakacyjny weekend do dziadków, a ja z Qrczakiem doprowadzimy do porządku mieszkanie, a potem przy tym romantycznym lichtarzyku wytrąbimy wodę z sokiem bez oglądania się, czy jakaś mała łapka nie próbuje naszym napojem zawładnąć.

Małgosiu, dziękuję raz jeszcze! Oba przedmioty są prześliczne i bardzo mi się przydadzą!

[etyduję notkę] Małgosię znajdziecie tutaj, chętnie wykona to i owo na zamówienie!

***
Na forum rówieśniczym Smyka, po sukcesie ubiegłorocznej akcji kartek dla maluchów, kolejna edycja tej zabawy. Każda z nas losuje 5 osób i do nich wysyła urodzinowe karteczki - w tym roku to już trzecie urodziny, więc sprawa jest poważna!

Na razie wysłałam dwie karteczki, jedną do Hani (nie wiem czy widać literkę na naszyjniku - zdjęcie było robione przy ostrym słońcu i kolory wyszły mniej nasycone niż w rzeczywistości):





Drugą karteczkę wysłałam do Antosi:




Tak pomyślałam, że odejdę od typowo dziecięcych kolorów, a za to wybiorę tematykę, która może się trzyletnim panienkom spodobać. Kartkę motylkową zgłaszam na 20 wyzwanie Lemonade.

Wiem, że kartka z kotkiem już dotarła, mam nadzieję, że motylek też bez przeszkód dofrunął.

poniedziałek, 06 czerwca 2011
Urodzinowa kartka dla koleżanki z pracy i dobrego duszka naszej szkoły:





Wykonana według mapki Katriny - moja pierwsza i jak na razie jedyna przymiarka do mapek.

Elokwentna jestem, prawda?

Cóż, przedwczoraj szczęśliwie przekazałam w odpowiednie ręce ostatnie z zamówień, wczoraj spędziliśmy cały dzień w lesie, a dziś rozejrzałam się i z przerażeniem stwierdziłam, że moje mieszkanie zamieniło się przez ostatni miesiąc w grajdoł, magazyn, składowisko wszystkiego i sama już nie wiem w co jeszcze. Po dwóch godzinach sprzątania efekt jest taki, że podłoga w dużym przedpokoju jest już niemal w całości widoczna. Nie przesadzam.

[edycja notki] Moje dziury w pamięci osiągają katastrofalne rozmiary. Zdjęcie miałam wstawić to:





Jest różnica...

Gotowe są już też wszystkie magnesy na wymiankę za opaski dla Smykałki!
Teraz mam pytanie do dziewczyn biorących udział w wymianie - ponieważ do magnesów, zgodnie z umową, robię ręcznie dodatkowe upominki, a niektóre też już są gotowe, czy mam wysyłać je sukcesywnie w miarę kompletowania, czy najpierw zrobić wszystko, a potem rozesłać jednocześnie?

środa, 01 czerwca 2011
Niedziela rano, po fantastycznej roczkowej imprezie Smykałki (będą zdjęcia, będzie opis, nie wiem kiedy, bo nie wyrabiam z wykonaniem zamówień i każda chwila jest cenna; tęsknię już za Waszymi blogami...; nie obrażajcie się na moją absencję, myślę dużo o Was). Szybki telefon do Marka siostry i okazuje się, że dostajemy zaproszenie tego samego dnia na obiad. Z czego wniosek, że mam dwie godziny na wykonanie pierwszokomunijnego prezentu dla Zuzi. Tak, wiem, powinnam była zawczasu go przygotować... Qrczak zabiera Smyka do Decathlonu, Smykałka zasypia, a ja pędem wyciągam zasoby rozmaite.

Na dwie strony przed końcem braknie papieru do ozdobienia wewnętrznych kartek. Nadal jest niedziela, nigdzie nie dostanę zastępczego. Jedyna rada - wyciąć te dwie strony, których nie pokryje ozdobny papier. Wycięte. Okładka zrobiona, kartki ozdobione, zabieram się za cieniowanie. Dramat, zajmuje mi to ponad godzinę (cały album w sumie dwie).

Zdążamy na czas. Album wręczony. Zuzia rozanielona. Zdjęcie jedyne jakie zdążyłam w pośpiechu zrobić: