| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Zakładki:
1 procent podatku
MOJE INNE BLOGI:
MOŻESZ POMÓC!
Sklepik :)
Tu kupuję:
Tu zaglądam, to polecam:

Digi-Scrap.PL.

Tworzymy dla chorych dzieci.

czwartek, 25 sierpnia 2011
Zanim na "pytanie w tytule postawione tak śmiało" podam odpowiedź fotograficzną, najpierw krótkie wyjaśnienie dotyczące kwestii przedszkola - Smyk NIE DOSTAŁ się do żadnego państwowego przedszkola, zacisnęliśmy pasa i będzie chodził do prywatnego dopóki będziemy mieli na to środki. Wiąże się to z ogromnymi wyrzeczeniami, ale czy jest dla nas coś ważniejszego, niż zapewnienie mu optymalnej stymulacji rozwoju?

***
Zostałam bardzo mile zaskoczona propozycją wykonania sutaszowych kolczyków dla koleżanki, którą znam tylko wirtualnie. Dobrze, że miałam konkretne wytyczne dotyczące kolorów, przynajmniej ten stres odpadł - miały być w tonacji bursztynowej, sepia, beż, pomarańcz, taka mniej więcej estetyka. Tempo musiało być szybkie, więc posiłkowałam się tym, co miałam w domu oraz tym, co udało mi się w pobliskiej "koralikarni" kupić (a asortyment mają taki sobie, szczerze mówiąc).

Wyszły mi dość duże, ale spodobały się zamawiającej, a to najważniejsze!





Przy okazji tak się składa, że mogę te kolczyki zgłosić na wyzwanie Kwiatu Dolnośląskiego "Ulubiony smak lodów". Toffi, mniam.

wtorek, 23 sierpnia 2011
Kolejny piękny weekend za nami, tym razem byliśmy całą rodziną w Wałbrzychu i Szczawnie-Zdroju. Buziaki moich dzieci:






A od wczoraj pełną parą szykujemy się do nowego roku szkolnego. Od września Smyk będzie uczęszczał do przedszkola i jeździmy już z nim na krótkie zajęcia, żeby się oswajał. Wszystko rokuje dobrze, mam nadzieję, że uda się nam tak to wszystko zorganizować, żeby w miarę bezboleśnie przebiegło.

Niekiedy po powrocie z takiej przebieżki zastaję w skrzynce pocztowej niespodziankę, na przykład awizo. W zeszłym tygodniu, gdy właśnie wybierałam się odebrać przesyłkę, Smykałka prychnęła na mnie jogurtem. Pędem przebrałam się w pierwszą bluzkę, jaka wpadła mi pod rękę i pobiegłam, żeby zdążyć przed zamknięciem szacownego urzędu pocztowego.

Dostałam do rąk kopertę z zagranicznym znaczkiem. Adres nadawcy nic mi nie mówił, imię i nazwisko również. Otworzyłam i osłupiałam. Myślałam przez moment, że to prezent z "Wymianki z fantazją" u Moteczka, ale jednak nie. To PAKMA postanowiła wykonać dla mnie komplet biżuterii na wzór tego, który spodobał mi się u niej na blogu. Przyznam się, że jeszcze na progu urzędu pocztowego biżuterię założyłam - bo sami spójrzcie, to coś więcej niż zbieg okoliczności!





Jestem oszołomiona, Pakmo, dziękuję Ci ogromnie!

Równie miłą niespodziankę zrobiła mi Jusine, która odsyłając mi pożyczoną niegdyś książkę, dołożyła mięciuchy dla moich dzieci i śliczny obrazek dla mnie:









W osobnej notce pokażę haft, jaki Jusine specjalnie dla nas wykonała, zaprezentuję go jak już wykorzystam, pomysł już mam! Do przesyłki dołączony był list pełen serdecznych słów i to była najmilsza część całej niespodzianki. Chociaż Smyki uważają inaczej, hihi. Żyrafa już się musiała nauczyć skakać. Jusine, jesteś kochana!

Następnie dziewczyny z Magicznej Fabryki wyróżniły mój komentarz na Facebooku, w grze w kolory. W nagrodę dostałam prześliczne kolczyki, zielone w przeurocze kwiatuszki:





Dziewczyny, dziękuję za docenienie mnie i za piękny prezent!

I ostatnie już na dzisiaj podziękowania kieruję do Anek-73 za wylosowanie mnie w "Regionalnym Candy. Dostałam piękne pocztówki, przewodniki po Ziemi Kłodzkiej, pamiątkowy naparstek, prześliczne kolorowe biscornu, pyszne pierniczki w bardzo oryginalnym pudełku i tematyczne podkładki pod kubek:













Aniu, dziękuję za ekspresową wysyłkę i koniecznie musimy kawę nadrobić!

Szybko mijają mi ostatnie dni, dziś byłam tak zmęczona, że o trzynastej padłam spać koło moich dzieci. Roboty nie ubywa, a wręcz przeciwnie, przy czym cały czas waży się wiele spraw. Wasze upominki to takie kolorowe pryzmaty, przez które prześwieca weselsze światło i świat od razu staje się piękniejszy.

DZIĘKUJĘ!

czwartek, 18 sierpnia 2011
Ciekawa jestem, czy ktoś tę kreskówkę pamięta, hihi.

Jak ktoś ma ochotę pogłówkować, to wręcz nagrodę jakąś wymyślę. A tymczasem pokazuję wszystkie kartki, których dotąd nie zdążyłam pokazać, a które wykonałam jeszcze wiosną. Znaczy się, może bym i je pokazała wcześniej, ale się wahałam, aż w końcu stwierdziłam, a co tam - powstydzić się czasem też trzeba:










Ta z pieskiem dla jednego z rozlicznych "narzeczonych" Smykałki na pierwsze urodziny, środkowa dla młodej kobiety, a dwie "prezentowe" dla dwóch rówieśników Smyka - na trzecie urodziny.

Nie mogę powiedzieć, bym zaliczała je do udanych, ale jakoś pomysł z realizacją mi się rozminął. Stwierdzam, że muszę popracować z mapkami, bo własna wyobraźnia to mało. Zdecydowanie to, co robiłam później według mapek, bardziej mnie zadowalało.

Tak trochę z przekąsem ten tytuł wpisałam, bo nie zgadzam się z dość popularną opinią, że robótki ręczne to zajęcie niemęskie. Zdziwiona byłam, gdy poprzednio wspomniałam o zakładce, którą Smyk zrobił dla taty, że osoba, którą bardzo szanuję, a za jej pracami wręcz przepadam, użyła tego sformułowania (dla ścisłości, nie zmieniło to niczego w moim stosunku do niej, nadal bardzo ją lubię, poruszam tu tylko kwestię tego nieszczęsnego słowa).

A przepraszam, niby dlaczego? Dlaczego nie zaskakuje artysta-fotograf, rzeźbiarz, grafik, fryzjer, projektant, a hafciarz już tak? Czy rzeczywiście użycie igły zamiast pędzla lub dłuta czyni tworzenie niemęskim? Jeśli tak, to czy w Pisanicy chłopcy są zniewieściali? Wszak u Grażki, w fantastycznym klubie "Igiełka", wiele prac zostało stworzonych przez chłopców, którzy, śmiem twierdzić, nie muszą się kryć przed kolegami, żeby ich nie wyśmiali. Podejrzewam, że nie tylko tam chłopcy próbują swoich sił, zresztą z naprawdę niezłymi rezultatami.

Smyk obserwuje od dłuższego czasu moje potyczki z igłą, fascynuje go to, chce spróbować - i co, mam mu powiedzieć: "Ty tego nie rób, to dla dziewczyn"? "Zaczekaj aż siostrzyczka podrośnie, ona będzie mogła z mamą wyszywać, ty nie"? Ależ chyba język by mi odpadł, gdybym coś takiego powiedziała! Wspaniałe ćwiczenie na małą motorykę (Smyk tego bardzo potrzebuje, bo rączki ma mało wyćwiczone, rysować nie lubi), koncentrację, dobór kolorów, staranność, obserwowanie relacji przyczyna-skutek, a jak jeszcze pokażemy jak można wykorzystać stworzone dzieło (lub dziełko), to nauka zostanie zwieńczona w najlepszy z możliwych sposobów.

I miałoby to być przywilejem wyłącznie dziewczynek? Nie u mnie! Brata nauczyłam, nauczę i syna.

PS 1 Wiem, że nie wszyscy się ze mną zgodzą. Nie jest to dla mnie problem. Obserwując jednak pewną tendencję ostatnio na blogach, by niepochlebne opinie zamieszczać anonimowo, proszę o jedno - miejcie odwagę się podpisać. Nie zranicie mnie pisząc, że gadam bzdury. Zranicie i zniesmaczycie, jeśli asekuracyjnie ukryjecie się w komentarzu anonimowym.

PS 2 Podkreślam jeszcze raz, osoba, która zainspirowała mnie do napisania tego tekstu, w żaden sposób nie straciła w moich oczach. Przeciwnie, napisała to, co sądzi, co bardzo sobie cenię!



wtorek, 16 sierpnia 2011
Wróciliśmy szczęśliwie z Gdyni, dziękuję za wszystkie życzenia, bardzo się przydały! Było nam we dwójkę bardzo dobrze, Smyk okazał się fantastycznym kompanem w niełatwej przecież podróży. Morze podobało mu się ogromnie, ze swoją rówieśniczką Hanią zwiedził całkiem spory kawałek wybrzeża, a wieczorami zasypiał jak małe bobo, syty wrażeń i cudownych chwil. Jestem z niego dumna.

Pozostał niedosyt, pobyt był stanowczo za krótki, skrócony niespodziewanie o pół dnia, kiedy okazało się, że na popołudniowy poniedziałkowy pociąg nie ma już miejscówek - zmuszeni byliśmy jechać o czwartej w nocy. W związku z tym plany na niedzielny wieczór mogły iść się skichać i nie spotkałam się z Jusine, choć tak bardzo na to czekałam... Obiecałam jej, że następny wyjazd w tamte rejony zacznę od wizyty w jej miejscowości i rzeczywiście taki mam zamiar. Może wybaczy i nie przekreśli mnie całkowicie.

Zdjęć na razie nie mam, bo robiłam aparatem analogowym i zanim kliszę wywołam to chwilę potrwa.

***
Przed wyjazdem wysłałam parę przesyłek, wiem już, że jedna z nich doszła (do Kini), pochwalę się więc notesem, który przygotowałam. Użyłam dwustronnego papieru "Przedwiośnie", który jest tak kolorystycznie intensywny i ozdobny sam w sobie, że dodatki ograniczyłam do minimum - dwa motyle, dwa kwiatki, kawałek koronki i podwinięte brzegi. Napis ułożyłam taki, by pasował do miłośniczki motyli.









Układ elementów na okładce według mapki z 34 wyzwania Szuflady, na które notes oczywiście zgłaszam, jak również na wyzwanie "Wszystko tylko nie kartka" na Digi Scrap.

20:22, aneladgam , NOTESY
Link Komentarze (17) »
czwartek, 11 sierpnia 2011
Cieszę się jak dziecko. Po 10 latach znów zanurzę stopy w nadbałtyckim piasku, przewędruję się plażą, pozwalając zimnym falom przemoczyć mnie na wylot, wyciągnę się na pachnącej sosnami trawie. Jadę na zaproszenie koleżanki z Gdyni, wizytę tę obiecywałam jej od dawna i nareszcie dojdzie do skutku!

Zabieram ze sobą uszyte w weekend kolczyki - nie miałam żadnych, które pasowałyby mi do bluzki, więc siadłam z igłą i ciachnęłam takie miniaturowe sutaszowe klejnociki (tu na tle wyżej wymienionej bluzki):





Pakuję się z wielką radością! Jadę tylko ze Smykiem, Smykałka zostanie z Qrczakiem, który podejmie próbę odzwyczajenia jej od smoczka. A ja zamierzam wypocząć, naplotkować się z Flydot i zresetować się nieco przed nadchodzącym rokiem szkolnym, który dla nas będzie niósł spore wyzwania. Smyk też musi odpocząć, terapię miał przez wakacje bardzo intensywną. Jedziemy tylko na kilka dni, ale przynajmniej Synek zobaczy pierwszy raz morze i plażę, odetchnie sosenkami, potarza się z mamą, która całą swoją uwagę poświęci jemu.

Nie musicie mi życzyć ładnej pogody, wszystko mi jedno jaka będzie, kocham morze!

***
A, jeszcze tak prędziutko - zapraszam na imieninowy tort dla Smyka!
SHREK
wtorek, 09 sierpnia 2011
20 x 20 cm - taki format zupełnie przypadkowo wybrałam na karty albumowe dla Smyka (nie wiem czy ktoś jeszcze pamięta te moje niewielkie obrazki, łączące zdjęcie z tematycznie lub kolorystycznie dopasowanym miniaturowym haftem). Do tej pory powstały trzy (znajdziecie je tutaj, tutaj oraz tutaj), a ja obiecałam sobie, że kolejny, jaki powstanie, będzie dla Smykałki. Wyhaftowaną miniaturkę już miałam, ale ciągle coś pilniejszego do zrobienia wyskakiwało i koniec końców naczekała się ta moja córeczka na pierwszą kartę.

Zmobilizowało mnie wyzwanie "Wszystko, tylko nie kartka" na blogu Digi Scrap.




Mogłam była wybrać większy format - wtedy zarówno zdjęcie, jak i haft, mieściłyby się na papierze bez problemu; byłoby też więcej możliwych konfiguracji, a tak to wszystkie karty będą mniej więcej na jedno kopyto. Zawsze mogę twierdzić, że tak miało być, hehe. Że "mapka" mniej więcej ta sama, a różne tylko kolory, dodatki, warstwy i tak dalej. W liceum nadużywało się sformułowania, że coś było "klamrą spinającą fabułę"; niech więc zostanie, że nie robię na jedno kopyto, tylko układ elementów na kartach jest "klamrą spinającą całość albumu".


niedziela, 07 sierpnia 2011
Podczas wakacji dostałam dużo prezentów, którymi chciałabym się teraz pochwalić. Kochane kobietki czekają cierpliwie, aż zaprezentuję to, co sprawiło mi tak wiele radości. Przy tej okazji chciałam powiedzieć jak bardzo cenię osoby, które posiadają wielki talent, a przy tym zachowują do siebie pełen skromności dystans. Prawdziwej skromności, nie fałszywego i drażniącego dopraszania się o komplementy. Lubię artystów, którzy znają swoją wartość, ale nie chełpią się tym, pojmują to jako dar, ale także zadanie - by swego talentu nie zmarnować. To piękne.

Taką osobą jest dla mnie na przykład Ania z blogu Niesforne Szmatki. Pamiętam, gdy organizowała swoje pierwsze Candy, była pełna wątpliwości (naprawdę! nie udawała!) czy znajdą się chętni na jej dzieła - tymczasem wystarczy do niej zajrzeć na blog, by zachwycić się i zapragnąć mieć choćby najmniejszy drobiazg jej rękami poczyniony. Miałam przyjemność zamieścić u niej "okrągły" komentarz i w nagrodę dostałam przepiękny zestaw na stół:





Jestem zachwycona tymi podkładkami, które dodatkowo (nie wiem, czy było to zamierzone) służą nam do stymulacji mowy Smyka. Wzory na nich zamieszczone to wspaniałe plansze edukacyjne!
Przy okazji, poprzednio nie udało mi się pokazać aniołka, którego dla Smykałki przysłała Ania razem z Misiem Bu, przeznaczonym dla Smyka; dziś wreszcie to nadrabiam:





Dostałam też uroczy upominek od Kasiuli, ot tak, bez powodu, a już mnie ręce świerzbią do tych tkaninek i stempla! Wymarzony motylek z "Latarni morskiej", już mi krąży po głowie i trzepocze skrzydłami domagając się natychmiastowego użycia! Dostałam też kolorową ramkę na zdjęcie i śliczną kartkę:







Z Madzią z Myśli krzyżykiem pisanych oglądamy czasem "razem" mecze. Dwa razy się założyłyśmy o to, która drużyna wygra... Raz wygrał Real, raz Barcelona, dzięki temu ja dostałam taką śliczną zakładkę:







A mój prezent czeka aż Madzia wróci do Hiszpanii, żeby przypadkiem listonoszowi nie wpadło do głowy cofnąć przesyłkę do Wrocławia!

Zakładkę przysłała mi również niezawodna Isana, wraz z numerem "Haftów Polskich", na które się u niej skusiłam. Nie mogę też nie pokazać mulinek i eleganckiej broszki, jaką znalazłam w kopercie:







W jednym z zimowych numerów The World of Cross Stitching zostało zamieszczone nasze zdjęcie z podróży. Właśnie otrzymałam za nie nagrodę, niewiarygodnie piękny zestaw do haftu:





Nie wiem czy kiedyś się odważę za niego zabrać...

Bardzo serdecznie dziękuję za wszystkie te prezenty, dajecie mi tak wiele radości! To cudowne mieć taki swój kawałek świata, w którym życzliwość i serdeczność są tak żywe i wręcz namacalne!

sobota, 06 sierpnia 2011
Szalenie lubię ten fragment Carpe Jugulum Terry'ego Pratchetta, kiedy kapłan omniański, Wielce Oats, toczy dysputę z wiedźmą na tematy filozoficzno-religijne. Zresztą, jest to - w moim odczuciu - jedna z najlepszych książek tego autora, a wspomniana dyskusja, rozpalająca się na ledwie idącym mule, to wisienka na torcie. Przytoczyłabym tu z chęcią ze trzy pełne strony - jednak, aby poczuć cały smaczek tej potyczki, trzeba znać jej uczestników. Dla potrzeb dzisiejszego wpisu wystarczy te kilka słów:

"-[...] Toczy się na przykład interesująca debata o naturze grzechu.
- I co o nim myślą? Są przeciwko?
- To nie takie proste. Nie wszystko jest czarne albo białe. Istnieją liczne odcienie szarości.
- Nie.
- Proszę?
- Nie ma szarości, tylko biały, który został ubrudzony. Dziwię się, że o tym nie wiesz."*

W czerni i bieli, z ewentualnym przybrudzeniem - takie są wyznaczniki najnowszego wyzwania kolorystycznego w Szufladzie. Zdecydowanie nie jest to połączenie, które często bym wykorzystywała! Bardzo lubię biało-czarne prace ... oglądać, jednak dla mnie osobiście jest to zbyt karkołomne zadanie. Boję się tego zestawienia, a może niesłusznie? Stworzyłam więc notes**, taki o, proszę:



A, byłabym zapomniała - Smyki zapraszają na przepyszne ciasteczka!

*Całą rozmowę spisałam specjalnie dla Ani, jak ktoś chce sobie zerknąć, to jest tutaj.

** Na życzenie Waniliowości - spis użytych materiałów, od spodu idąc:
- baza to notes przysłany mi wraz z ulotką jakiegoś funduszu emerytalnego (kartki w środku są czyste, szare)
- tusz czarny ze Scrap.com
- to co Dorotkę pewnie najbardziej ciekawi - czarno-biały papier Barocco (są też dostępne biało-brązowe), nie pamiętam gdzie kupowałam, ale prawdopodobnie tutaj
- ramka biało-czarna z Dekoruj Dom
- etykietka prostokątna ze Scrapińca, okrągłe elementy wygrane u Wycinanki
- napis odręczny, czarny cienkopis pojęcia nie mam skąd.

00:14, aneladgam , NOTESY
Link Komentarze (19) »
czwartek, 04 sierpnia 2011
Maszynę do szycia ponoć wynaleziono, by ułatwiała szycie. I życie. Być może.
Jednak nie potrafiłam i nie potrafię się nią posługiwać. Większość rzeczy, jakie uszyłam w swoim życiu, była zszyta ręcznie.
Dopiero jakieś dwa lata temu podjęłam pierwsze próby samodzielnego szycia, zakończone porażkami - czy to ze względu na beznadziejną maszynę, czy to na moje niewystarczające umiejętności. Któż to wie.
W prezencie od babci dostałam jej stareńką maszynę, a na Dzień Kobiet małżonek mój się wykazał inicjatywą i zaniósł ustrojstwo do regulacji. Czy pomogło? Może na chwilę. Ale znów szybko okazało się, że nici mi się plączą, że robią się pętelki, że materiał się marszczy, jednym słowem - to co miało być szybsze i przyjemniejsze, stawało się coraz bardziej uciążliwe.

Maszyna moja jest kapryśna dość - kiedy szyłam fartuszek dla Smykałki, chodziła dla odmiany tak gładko, że zaledwie pół wieczoru zajęło mi zrobienie go od A do Z, od skrojenia, po wyprasowanie. Pomyślałam: "Skoro tak, to może dam radę zrobić i...".

Nie wiem czy mój dzisiejszy wpis będzie zrozumiały, postarajcie się, proszę, wykazać dobrą wolą podczas czytania - wiem, że na Was mogę liczyć, a mnie samej pisanie pójdzie, czuję to, jak po grudzie. Czekałam z tym wpisem, by zebrać siły, ale dwa tygodnie mijają, a ja tej siły, psychicznej i emocjonalnej, nie mam.

Bardzo czekałam na kurs szycia, który miała zamieścić Małgosia, BagLady. Jej dzieła zachwycały mnie od samego początku i miałam nadzieję, że po jej wskazówkach nabiorę większej pewności siebie i spróbuję uszyć coś więcej niż chustecznik czy zakładkę. Nie zdążyła... Choroba, z którą walczyła, wygrała. Ale czy na pewno? Dusza Małgosi i wielkie świadectwo całej jej walki pozostały w pracach, których do ostatniej chwili nie przestała tworzyć. Kursu szycia nie zdążyła utworzyć, pytam ponownie, czy na pewno?

Tak jak napisała tutaj, we wstępie do planowanych porad, nie miał to być kurs typowy. I nie był. Wydaje mi się, że to, co najważniejsze, to Małgosia zdążyła przekazać: "pokochaj piękno", "twórz piękno", "nie poddawaj się w drobiazgach, nie poddawaj się w sprawach ważnych", "szycie jest sztuką, szycie jest potrzebą serca". Może nie pisała tego dosłownie, ale tak odbierałam jej rady. Czy jest coś ważniejszego?
Co mi tam, czy ścieg równy, czy krzywy, ten jest krzywy, to następny będzie bardziej prosty, potrenuję, poćwiczę i coś w końcu z tego wyjdzie.

Nie mogąc nic już zrobić dla Małgosi, nic jej podarować, postanowiłam, wbrew swojej pierwszej reakcji, uszyć coś, tak na pamiątkę po niej. Oczywiście, urodą i jakością moja torebka nie może być nawet porównywana z dziełami BagLady. Ale była robiona z miłością. Z potrzeby serca. Z chęci uradowania. Z zapałem nowicjusza. Myślę, że Małgosia patrzyła z nieba i cieszyła się, że ktoś dołączył do grona osób próbujących ją naśladować.

Dla mojej siostry na imieniny przygotowałam torebkę:





Z wierzchu zielony sztruks, a spód pasków i podszewka w pączki róż:





Kiedy już ukończyłam szycie, prucie i ponowne szycie pomyślałam "Nie no, Małgosia, gdyby to zobaczyła, pękłaby ze śmiechu". A potem stwierdziłam - że nie. Kto jak kto, ale Małgosia nie wyśmiałaby pierwszych prób nowej adeptki. Doradziłaby, z pewnością pokazałaby co można poprawić i jak poprawić, ale nie wyśmiałaby! Nie kobieta z jej klasą, z jej spojrzeniem, z jej serdecznością.

Małgosiu. Tu, na ziemi, już Cię nie ma - ale przecież to dobrze, że byłaś! Upiększyłaś ten nasz świat, a anioły pewnie już stoją w kolejce, po Twoje satynowe róże.

Przepraszam, kończę wpis. Nic nie widzę przez łzy.

00:01, aneladgam , TOREBKI
Link Komentarze (21) »