| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Zakładki:
1 procent podatku
MOJE INNE BLOGI:
MOŻESZ POMÓC!
Sklepik :)
Tu kupuję:
Tu zaglądam, to polecam:

Digi-Scrap.PL.

Tworzymy dla chorych dzieci.

środa, 21 września 2011
Dziesiątki blogów dziś prezentują otrzymane i wysłane paczki - rezultat cudownej "Wymianki z fantazją" zorganizowanej przez Moteczek.

Ja również brałam w niej udział, bardzo byłam ciekawa komu Moteczek przydzieliła mnie. Jakież było moje zdumienie, kiedy dostałam przesyłkę od Moni! Znamy się dobrze z rówieśniczego forum naszych dzieci, czasem mam wrażenie, że znamy się osobiście, choć nigdy się na oczy nie widziałyśmy. To była pierwsza wymianka, w której Monia brała udział i akurat na mnie trafiła, los tak chciał.

Monia się bardzo postarała i dostałam paczuszkę, która ucieszyła nie tylko mnie, ale i moją rodzinkę. Tak wyglądała całość, z pysznościami do jedzenia i picia, muliną do wyszywania, naklejkami dla Smyka i Smykałki (za ich pomocą już oznaczamy butelki z wodą, żeby sobie jej nawzajem nie wyżłopywali).






A tak komplet upominków już tylko dla mnie! Magnes z karteczkami na lodówkę (w kształcie fartuszka kuchennego! super pomysł!), notes na najmilsze zapiski, zakładka i karteczka, wszystko dopracowane, śliczne i bardzo w moim klimacie:





U Moni zobaczycie wyraźniejsze zdjęcia, u mnie jest dziełem głównie przypadku, co mi wychodzi, a co nie, buuu. A jak chciałam zaaranżować ładniejsze tło, to mi Smykałka wisiała na szyi i koniecznie chciała "zaopiekować się" biedronką.

Monia, nie wiem za co Ci bardziej dziękować - czy za śliczne upominki, czy za ciepły list, czy za uratowanie mi życia w pracy, bo bez tej czekolady tamtego dnia bym zwariowała. Dziękuję Ci za poświęcony czas i za włożone serce!

***

A teraz co ja przygotowałam dla Konkaty. Też mnie zdumiało, jak zobaczyłam, kogo wylosowałam, bo i tak miałam w planie wysłanie jej pewnego drobiazgu.

Zdjęć wiele nie mam - sfotografowałam tylko upominki, które zrobiłam własnoręcznie, resztę zobaczycie na blogu Konkaty.

Pudełko, w które upakowałam wszystkie pozostałe elementy prezentu; pudełka, gwoli ścisłości, nie robiłam sama, ale już haft i zdobienia to moje dzieło (zestaw do haftu to otrzymany pod choinkę prezent! patrzcie, jak takie ciepło krąży i krąży, przekazywane wciąż dalej):





Miały być do tego kolczyki w biało-niebieskiej tonacji i japońskim stylu, ale przypomniałam sobie, że Konkata woli odcienie lila, wrzosu, fioletu, zatem kulkom do biżuterii przypadła rola "przydasi", a ja uszyłam wrzosową broszkę z agatem:






Bardzo się cieszę, że Moteczek zaakceptowała moją kandydaturę do wymianki i że mogłam w tak świetnym towarzystwie się bawić! To fantastyczne doświadczenie i mam nadzieję, że wszystkim na długo pozytywnie zostanie w pamięci!


22:18, aneladgam
Link Komentarze (26) »
wtorek, 20 września 2011
Od 10 dni nie miałam igły w ręku. Kanwa Plichci czeka na zmiłowanie, zamówione kartki kwiczą i proszą o zajęcie się nimi, bolerko na niedzielę w fazie wstępnej... Jakiś marazm mnie dopadł. Podejrzewam, że przedobrzyłam z wymiankami, RR-ami, robieniem na czas, na konkretny termin, i teraz potrzebuję chyba trochę takiego przestoju, żeby zatęsknić za robótkami. Poza tym chyba już znalazłam "swoją" technikę, w której chcę troszkę bardziej się rozwinąć, więc pozostałe na razie pójdą w odstawkę (choć nie całkiem).

Na domiar złego, okazało się, że zrobione z kaboszonów magnesy nie trzymają się mojej lodówki - są za ciężkie w stosunku do powierzchni folii magnetycznej. Tak że teraz każdy poranek rozpoczynam od wycięcia ich z folii i naklejenia na kolejną warstwę. Żeby się porządnie związało, to tak z dobę muszą poleżeć. A rano od nowa. Jeden magnes już się trzyma nie tylko lodówki, ale też może przytrzymać na niej kartkę! Tak więc w kolorze nadziei.

Przeglądając dzisiaj dysk odkryłam, że nie pokazałam u siebie na blogu zdjęć upominków wysłanych przy różnych okazjach - candy bez zapowiedzi, łapanie "płotu" i tym podobnych. Być może widzieliście je na blogach obdarowanych osób, ale pokażę i ja, a co. U swoich właścicielek są już od miesięcy.

Chusteczniki:







Zakładki (podpatrzone u Sabinki:







Etui na intymne kobiece drobiazgi:




Broszka:



09:52, aneladgam
Link Komentarze (16) »
piątek, 16 września 2011
Och, co się działo! W piwnicy w klatce obok nas był pożar - stopiły się rury, kable, sprzęt. U nas skończyło się to tylko brakiem Internetu, ale w sąsiednich dwóch bramach nie było prądu, ciepłej wody ani gazu. Dobrze, że to nie mrozy, bo nie wiem co ci ludzie by zrobili.

Co się okazało przy okazji braku sieci? Ano na przykład to, że nie miałam jak wysłać paczki na "Wymiankę z fantazją" - adres miałam tylko w mailu. Na szczęście pokombinowałam i mojemu mężowi udało się ten mail ściągnąć u siebie w pracy, a także poinformować organizatorkę, że z lekkim opóźnieniem z mojej strony wszystko wystartuje. Efekt był taki, że zanim wysłałam Moteczkowi dowód nadania paczki, już miałam informację, że doszła do miejsca przeznaczenia! Brawo dla poczty, paczka doszła już na drugi dzień, choć wysłana była tuż przed zamknięciem urzędu. Cóż jeszcze, nie mogłam wysłać jeszcze magnesów - adresy w mailach. Nie mogłam przygotować dwóch wybranych potraw - przepisy w "Dokumentach Google". Tak... Internet nie zastąpi wszystkiego. Ale za to okazało się, że mam mnóstwo czasu na sprzątanie, hihi.

Tyle tytułem wyjaśnienia dlaczego mnie nie było.

Nie wiem czy są w Waszym życiu takie osoby, które pozostawiają na nim tak silny "odcisk" (nie w sensie nadepnięcia na odcisk, tylko w sensie takiego śladu archeologicznego), że po latach jeszcze widać, czyj to ślad. W moim są. Poznaje się je po tym, że choćby się ich nie widziało tygodniami, miesiącami, latami, to więź pozostaje nadal bardzo silna; a gdy już się uda spotkać, to tego czasu "pomiędzy" jakby nie było. Właśnie niedawno z dziką radością spotkałam się z Martą, którą "wywiało" do Warszawy i nie widziałyśmy się od dawna. Obydwie za sobą nawzajem tęskniłyśmy, tak więc gdy Marta zadzwoniła z propozycją spotkania (była akurat we Wrocławiu), nie zastanawiałam się ani przez moment.

Ta kobieta w ogóle się nie zmienia w tym co najważniejsze i najpiękniejsze, a to, w czym się zmienia, udoskonala z roku na rok.

A ostatnio, zupełnie z zaskoczenia, odkryła w sobie niezwykły talent (którego, jak nadal twierdzi, nie ma). Sprzeczność pewna się wkradła w to zdanie, ale taka jest prawda. Marta zeznaje, że "dłubać" nie lubi, nie umie i efektów nie ma, ale sami zobaczcie, co "wydłubała" specjalnie dla mnie. I jak tu mówić, że talentu nie ma?!





Tego samego dnia nałożyłam kolczyki do pracy i zapewniam, że wzbudziły należny im zachwyt. Marto, dziękuję Ci za to, co w Ciebie wstąpiło i skłoniło do wykonania tak prześlicznych ozdób. Podkreślają mój charakter(ek), pasują mi i gdy udaję kobietę elegancką, i do moich ulubionych bardziej sportowych fasonów. Innymi słowy, są tak zmienne, jak ja i dlatego czuję się w nich jak ... jakby zostały dla mnie stworzone!

środa, 14 września 2011
Witam wszystkich czytelników.
Z tej strony Qrczak, mąż autorki bloga.
Na prośbę Aneladgam informuję/uspokajam, że obecny brak jakichkolwiek oznak życia na tym blogu spowodowany jest jedynie przyczynami technicznymi.
W związku z poważną awarią naszego łącza internetowego, nie mamy obecnie dostępu do sieci, a naprawa może trochę potrwać.
Nie mniej jednak liczymy na to, że dostawca się z problemem szybko upora.

Pozdrawiam serdecznie i w imieniu żony proszę o wyrozumiałość i cierpliwość.
11:27, aneladgam
Link Komentarze (7) »
sobota, 10 września 2011
Historia, jaką dziś Wam opowiem, wydarzyła się na początku czerwca. Dziś znalazła swój finał na ścianie, co mi przypomniało, że jeszcze jej Wam nie opisałam. Kilku osobom brzmieć będzie znajomo, bo pisałam o niej na forum - być może dlatego nie skojarzyłam, że jeszcze się nią z Wami nie podzieliłam.

***

Pomimo że swoją firmę zlikwidowałam już kilka lat temu, co i rusz dostaję jeszcze jakieś reklamowe spamy od przedsiębiorstw rozmaitych, a to od banków, a to od wydawnictw, a to jeszcze jakieś inne. Wiecie jak to jest. Ile razy więc widzę kopertę z nadrukiem firmowym, to jeśli nazwa nic mi nie mówi, zazwyczaj ląduje bez czytania w torbie z makulaturą.

7 czerwca wracałam rowerem ze Smykiem z zajęć z psychologiem. Upał panował niemiłosierny, winda była w remoncie, więc wszystko trzeba było taszczyć na górę po schodach. Na parterze rzut oka do skrzynki - leżały w niej trzy koperty typowo "biurowe", białe, format A4, w lewym górnym rogu logo firmy. Jedna z nich zaadresowana do Qrczaka, dwie do mnie. Z tych dwóch jedną kojarzyłam, że miała przyjść (prenumerata), drugie - licho wie co to. "Znowu spam, gggrrrrrr". Koperty pod pachę, Smyk przodem na czwarte piętro, a ja, zipiąc, z rowerem za nim.

Drzwi otwiera moja siostra (w poniedziałki zostawała ze Smykałką na czas zajęć Smyka w poradni), wręczam jej te koperty i mówię "Połóż to gdzieś, bo nie mam jak roweru wprowadzić". Gdybym miała tylko jedną, tę spamową, powiedziałabym "Wywal to do papierów", ale że było tam jeszcze coś do Qrczaka i jeszcze ten jeden list do mnie, to stwierdziłam, że później wyrzucę sama.

Koperty Marta położyła na biurku tak jakoś, że się nie rzucały w oczy, więc dopiero wieczorem sobie o nich przypomniałam. Dałam Qrczakowi tę do niego, a sama stwierdziłam, że skoro nie wyrzuciłam spamu od razu, to równie dobrze mogę najpierw zajrzeć do środka, a potem dopiero wywalić. Przemknęło mi przez myśl, że to próbki ze Streetcomu, co prawda nazwa firmy jakaś inna, ale może współpracują?

Smykałka już spała, Qrczak kąpał Smyka, ale nagle, przerażony dźwiękami dobiegającymi z pokoju, wbiegł z dzieckiem na rękach, wołając: "Kobieto, czemu tak ryczysz??? Madziu, stało się coś? Madzia, powiedz coś!!!". A ja, zapłakana, tylko miałam siłę pokazać mu co było w kopercie





To prezent od Slonyczko, mamy Oleńki, o której pisałam Wam tutaj. NIE WIEM, NIE MAM POJĘCIA kiedy i jak znalazła na to czas, chęć, siłę, ale wiecie co? Poczułam się jakbym dostała medal (jeszcze tylko wymyślę za co, bo nie mam pojęcia), to największe wyróżnienie jakie kiedykolwiek otrzymałam.

Qrczak obejrzał kopertę i w śmiech: "Aleś ty głupia, wyrzuciłabyś, a koperta przecież podpisana!". Odwracam kopertę, a tam, faktycznie, małe uśmiechnięte słoneczko.

Bez został w lipcu pięknie oprawiony przez fachowca (najpierw pan uznał za stosowne umieścić obrazek kwiatkami w dół, hihi), ale dopiero dziś zawisł u mnie nad biurkiem. Komponuje się idealnie ze stojącą koło laptopa komódką, a ile razy na niego patrzę, to nabieram nowych sił. Slonyczko w całym swoim zabieganiu i cierpieniu potrafiła pomyśleć o tym, by po prostu zrobić mi przyjemność, nie mogło to więc zostać bez echa. Tym echem jest wzruszenie, wiara w to, że często warto... warto cokolwiek. Naprawdę.

[edycja]: Tak wygląda po oprawieniu:





środa, 07 września 2011
A zacznę od gafy. Komentarz Moni pod poprzednim wpisem uzmysłowił mi, że zamieściłam informację kto wygrał, a pominęłam osoby, które otrzymają nagrody pocieszenia! A te trzy szczęściary to

Oleńka

Marinaduch (kochana, proszę o adres)

Monia

Dziękuję, Monia, że mi zwróciłaś na to uwagę, zachowałam się cokolwiek nieuprzejmie.

***
Kto bywa na dwóch święcących tryumfy portalach społecznościowych, ten już pewnie widział, a kto nie bywa, to ma okazję zobaczyć teraz - moją pierwszą kolię sutaszową, wykonaną od początku do końca według własnego wzoru. A wszystko się zaczęło od małego czarnego serduszka...





W roli manekina moja własna szyja i moje własne ramiona, w roli fotografa mój własny Qrczak.

Kolia zostaje u mnie, czekam na okazję do założenia jej i pochwalenia się całemu światu. Tylko nad fryzem muszę pomyśleć.

Tagi: sutasz
22:34, aneladgam , BIŻUTERIA
Link Komentarze (32) »
wtorek, 06 września 2011
O ile dobrze się rozeznałam, to chęć przygarnięcia biało-czarnych kolczyków z poprzedniego wpisu wyraziły cztery osoby. Wypisanie karteczek zajęło więc niespełna minutę, a Qrczak wylosował..........

Jusine!

Adres mam, tak że kolczyki trafią do Ciebie, jak tylko odkryję, gdzie je schowałam przed Smykałką, która myślała, że to cukierki i chciała je potraktować odpowiednio do swojego przekonania.

ALE to nie koniec.

Postanowiłam, że pozostałe trzy panie otrzymają nagrody pocieszenia, a będą to magnesiki, które bardzo chciałam zrobić, a swoje marzenie spełniłam dzięki Małgosi, która mi przysłała śliczne białe i błękitne kaboszony. Do dziewczyn pojadą takie:



I TO JESZCZE NIE KONIEC.

Niebieskie kaboszony wymagają bardzo kontrastowych kolorów wzoru. Przy przezroczystych można bardziej poszaleć i w wyniku moich szaleństw powstała pierwsza z licznych nagród, jakie przyznam w Smykowym Konkursie na naszym apetycznym blogu:




Takie magnesy bardzo się przydają nie tylko do przytrzymywania ważnych notatek, ale również do przyczepienia przepisu na lodówce, żeby kucharz bez przeszkód mógł sobie weń zerkać. Zdjęcie wyszło mi kiepskie, więc opiszę - komplet składa się z dwóch magnesów w jasnozielone listki, dwóch w niezapominajki i dwóch z czerwonymi kwiatkami nieznanego mi gatunku.


12:08, aneladgam
Link Komentarze (19) »
sobota, 03 września 2011
Wczoraj, będąc na uczelni, zostałam "nakryta" przez moją panią promotor na pisaniu pracy w bibliotece. Myślę, że to ją przekonało bardziej niż wszystko inne, że mam szansę pracę skończyć, a kto wie, może i się obronić (kiedyś tam). Oznacza to też jednak, że wszystkie wrześniowe weekendy spisuję na straty pod względem wyjazdów i rodzinnych harców, Smyki zostawiam z tatą, a sama z nosem w notatkach, próbuję sklecić jakąś sensowną całość z tego, co już mam. Żal mi, bo wrzesień zazwyczaj jest śliczny, słoneczny, rześki. Ale pocieszam się, że to ostatnia taka jesień, kiedy muszę coś pisać na konkretny termin. Może po południu dostanę przepustkę na spacer dla odprężenia.

Akurat teraz Smykałka śpi, a Smyk z tatą poszli do serwisu rowerowego, więc chyłkiem wykorzystuję przerwę na herbatę w celu zaglądnięcia na blogi i zaprezentowania Wam pierwszych zrobionych przeze mnie czarno-białych kolczyków.





Nie są jeszcze idealne, nie mam wyczucia w ręku i te wgięcia i zagięcia różnie mi wychodzą, ale trening czyni mistrza, prawda?

Są do wzięcia, jak ktoś chce, bo ja nie mam do czego ich nosić.

czwartek, 01 września 2011
Tym razem wyrobiłam się przed terminem, już tydzień temu kanwa Kasiulka powędrowała dalej, a ja jeszcze nie miałam okazji zaprezentować obrazka, który jest tak bardzo na czasie.

Wyszywanie znów rozpoczęłam od tła, bo tak mi było najprościej. W woreczek do robótek pakowałam kanwę, jeden kolor nici, wiozłam Smyka na drugi koniec miasta na godzinne zajęcia z ukochaną "ciocią" Martyną, po czym zasiadałam na jedynej zacienionej ławce w okolicy, jedną nogą bujając wózek ze śpiącą Smykałką, wyszywałam regularne pasy. Dwa razy w tygodniu taka sesja i efekt był szybko.





Potem wypełniłam powstały zarys pozostałymi kolorami:






Po powrocie z Gdyni naniosłam kontury:





I tak obecnie wygląda kanwa Kasi:






Home
- "dom", time - "czas", home time to godzina, o której dzieci wychodzą ze szkoły i udają się do domów. Czas do domu!

piątek, 26 sierpnia 2011
Przez najbliższy weekend będziemy się włóczyć po Śląsku Cieszyńskim. Rano wyjeżdżamy, tak że w poniedziałek oczekujcie kolejnej relacji z podróży. Jak napisałam przy okazji zamieszczania tego deseru, jak na rodzinę, która nie posiada samochodu, wszędobylskie z nas stwory. Zjedźcie z nami przedtem ostatnie już nasze działkowe poziomki (kliknięcie przenosi nas na Smykowy Smak):





Chciałam przedtem wspomnieć, że zapisałam się do Barboorki na Wymiankę z dzieckiem w tle, serdecznie zachęcam do dołączenia - posiadanie dziecka nie jest do tego wymagane. Zapisywać można się do końca sierpnia.

A na koniec muszę koniecznie pochwalić się bransoletką, którą zrobił mój synek! Przygotowałam długi drucik jubilerski i pompony; on mi je po kolei podawał, żebym nakłuła je na drucik (robiłby to sam, ale były jakieś takie mocno zwarte w środku i ciężko drut przez nie przechodził), po czym toczył je paluszkami aż się zatrzymywały na poprzedniku. Chichotał przy tym do wypęku.

Na koniec dorobiłam zapięcie i uformowałam mniej więcej okrąg. Z dumą będę ozdobę nosić, choć sama trochę bym bardziej zaszalała z układem małych i dużych pomponów.




Nie bez przyczyny wybrałam tylko te dwa kolory, ale mam nadzieję następnym razem dać Smykowi większe pole do popisu.

1 ... 6 , 7 , 8 , 9 , 10 ... 73