| < Luty 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29            
Zakładki:
1 procent podatku
MOJE INNE BLOGI:
MOŻESZ POMÓC!
Sklepik :)
Tu kupuję:
Tu zaglądam, to polecam:

Digi-Scrap.PL.

Tworzymy dla chorych dzieci.

poniedziałek, 08 lutego 2016

Ten obrazek zaczęłam wyszywać na przełomie lipca i sierpnia ubiegłego roku. Po wyszyciu jednej trzeciej, może nawet jednej czwartej, odłożyłam go na długo, a bieg wydarzeń bynajmniej mnie nie inspirował do kończenia. Ponownie wzięłam się do roboty pod koniec listopada - i proszę, oto jest. Zaledwie 8240 krzyżyków. Może nawet go do czegoś wykorzystam.

środa, 13 stycznia 2016

Marzec 2014 roku. Urodziny koleżanki z pracy. Zwyczajowo pozostałe dziewczyny przygotowują wspólny prezent. Tym razem Monika otrzymuje voucher na wykonane przeze mnie sutaszowe kolczyki. Jedyne, co ma zrobić, to wybrać kolory, zastanowić się mniej więcej nad formą i ustalić ze mną wielkość.
Lipiec 2015 roku. Kolor nareszcie wybrany (biel i czerń, ewentualnie z przymieszką grafitowego), długość ustalona, wzór mniej więcej też. Prosty. Tylko że w międzyczasie przeszłam operację nadgarstka, po której pełnej sprawności nie odzyskałam. Oprócz tego założyłam własną firmę, jest dopiero w fazie rozwoju, więc masę czasu poświęcam na uporządkowanie spraw z nią związanych. Smyk od września wyrusza nareszcie do szkoły, więc jak każdy rodzic, a zwłaszcza rodzic dziecka w jakikolwiek sposób dysfunkcyjnego, przeżywam to ogromnie. Nic to, Monika będzie musiała na kolczyki jeszcze poczekać. W międzyczasie zamawia do kompletu bransoletkę.
Grudzień 2015 roku. Sylwestra spędzam w domu - robiąc kolczyki!

Styczeń 2016. Wręczone. Po niecałych dwóch latach. Oj, nie utrzymałabym się z rękodzieła. Jeszcze zrobić bransoletkę...

 

piątek, 08 maja 2015

Wróżki, elfy, czarodzieje - chyba coś z dziecka pozostało we mnie do tej pory, bo uwielbiam baśniowy klimat. W "Baśnioborze" Brandona Mulla zakochałam się na wieki. Kiedy dotarła do mnie przesyłka z zestawem "Little Fairy" Lanarte, zrobiłam sobie przerwę od wszystkich innych robótek. Po prostu nie mogłam się oprzeć urokowi tego monochromatycznego obrazka.

 



A gdy już go wyszyłam, postanowiłam "oprawić" go w torbę na zakupy, żeby móc cieszyć się nim, dokądkolwiek się udam. Wiszący na ścianie cień wróżki aż tyle radości by mi nie dał.

 

 

Korzystałam z tego kursu, tyle że dałam grubą ocieplinę pomiędzy wierzch a podszewkę. Chciałam, żeby moja torba była "pulchna". 

Tagi: wróżki
21:41, aneladgam , TOREBKI
Link Komentarze (14) »
niedziela, 29 marca 2015

Częścią podziękowań za przygotowanie mnie do egzaminu na prawo jazdy były własnoręcznie przeze mnie zrobione czekoladowe myszki dla córeczki mojego instruktora:

 

20:32, aneladgam
Link Komentarze (3) »
wtorek, 27 stycznia 2015

... toby smutne życie miała. Pięć kolorowych rogatych koleżanek wreszcie się spotkało! Wyproszone przez Smykałkę, wyczekane, wyszyte przez mamę, motywowaną co i rusz słodkim "No kieeeeedy uszyjesz mi kózki?". Materiał już wybrany, a jak starczy mi odwagi, to będzie zamówiona przez Smykałkę podusia.

 


piątek, 23 stycznia 2015

Na specjalne zamówienie mojej chrześnicy - szydełkowa kotka. Nazwana przez nas Kotyldą, powstała jako para dla Kotom Podobnego Felusia. Taka śmieszna koślawka z łapkami jak tyranozaur, ale za to jakie rzęsy! Niech się schowają wszelkie odżywki i maskary!

 


16:27, aneladgam , ZABAWKI
Link Komentarze (9) »
sobota, 22 listopada 2014

Uświadomiłam sobie, że przez tę przerwę ciężko mi będzie zamieszczać wpisy krótkie, bez wyjaśniania całej historii powstania danych upominków. Jednakże zaskoczona tym, że pisać mam dla kogo (!), z przyjemnością Was pozadręczam opowieściami.

 ***
Staramy się co najmniej cztery razy w roku wyjechać gdzieś ze Smykami. Nie tylko dlatego, że uwielbiamy podróże, ale przede wszystkim z powodu Smyka, któremu kontakt z naturą jest bardzo potrzebny. Z każdych takich "miniwakacji" wraca z nowymi umiejętnościami, widzę gołym okiem, że potrzebuje takiego wyciszenia po intensywnej terapii i rehabilitacji.

Długi majowy (tak, majowy) weekend spędziliśmy w Górach Izerskich. Szwagier polecił nam wspaniałe miejsce, nietypowe, wyjątkowo klimatyczne... To Galeria Kozia Szyja, o której napisać mogłabym cały poemat. Gospodarze są niezwykle serdecznymi ludźmi; pani Agata prowadzi cudowne warsztaty z ceramiki, a oprócz tego gotuje jak anioł; pan Leszek jest charyzmatycznym przewodnikiem i urodzonym gawędziarzem. Uwielbiają zwierzęta i to właśnie w ich zwierzakach zakochały się Smyki po uszy.

Dlatego, kiedy wybierałam miejsce na długi weekend listopadowy, nie zastanawiałam się długo. Zarezerwowaliśmy noclegi na poddaszu przy galerii i mogliśmy tylko sobie tego pogratulować. Widok twarzyczek dzieci, kiedy zobaczyły to tak lubiane przez siebie miejsce, a już zwłaszcza, kiedy przywitały się z menażerią... tego się nie da opisać słowami. Żółw Stefan, psy Miłka i Crazy, gromada kotów i - koza. Koza Freya, hit wyjazdu.

Nazwa galerii i osobiste spotkanie z kózką zainspirowały mnie do przygotowania specjalnego upominku dla naszych gospodarzy. Kózki wyszywałam jeszcze na stacji w Górzyńcu:



Po powrocie do domu oprawiłam w skromne "ramki", dodałam wstążki i w poniedziałek wybiorę się ze Smykałką na pocztę, by mogła osobiście wysłać zakładki.

 


 

Kłopot w tym, że Smykałka zażyczyła sobie, żebym uszyła jej poduszkę w takie same kózki. Więc? Mama łaps! za igłę i do roboty...

środa, 12 listopada 2014

Impuls czasem sprawia, że robimy coś, na co po przemyśleniach byśmy się nie zdecydowali. Dotyczy to zarówno przełomowych życiowych decyzji, jak i drobiazgów w rodzaju zamówienia nieznanej potrawy czy ścięcia włosów. Ot tak. W moim przypadku akurat będzie o drobiazgu (ile osób w tym miejscu odetchnęło z ulgą?... hi, hi).

Od maja nie miałam igły w ręku. Pomyliłam kilka krzyżyków w wyszywanym obrazie, a że nie byłam w stanie namierzyć błędu i go naprawić, zniechęciłam się do tamtego projektu i do krzyżyków w ogóle. Pisanie na tym blogu też mnie już nie cieszyło, nie korciło mnie, by wrócić. Po wielkim niesmaku, jaki zostawił po sobie Round Robin z domkami (świństwo zrobione przez Anetę chyba wystarczająco szerokim echem się odbiło w hafciarskim światku, żebym nie musiała wyjaśniać, o co chodzi) odeszłam od zabaw typu RR czy SAL; zmęczyło mnie wyszywanie na czas i pokładanie zaufania w osobach, które to miały w nosie. Ze względu na finansowy dołek przestałam prenumerować brytyjskie gazetki o hafcie. I tak jakoś zabrakło inspiracji.

Pod wpływem impulsu zgłosiłam się na chętną do wyszycia obrazka dla pewnej dziewczynki. Ela z bloga W kąciku przy maszynie zgłosiła zapotrzebowanie na wyszytego krzyżykami dowolnego Pony. Gdybym się przez chwilę zastanowiła, nie zgłosiłabym się - przecież mi się nie chce, wolno wyszywam, znów się zniechęcę, nie wyrobię się w czasie, sprawię tylko zawód... można by tak mnożyć. Ale słowo się rzekło! A Ela dopilnowała, bym słowa dotrzymała.

Padło na Rarity, oto ona w pełnej krasie:

 



Trochę to potrwało. Ale jest. W niedzielę trafi do Eli, a ta stworzy kolejne swoje arcydzieło - poduchę dla małej Oliwii. Oliwia jest w wieku mojej Smykałki, podobne są do siebie z usposobienia i z upodobań. Tylko że Oliwia nie może sama wziąć plecaka i pomaszerować ścieżką przez las... Ale może kiedyś?

Zachęcam do wysyłania kartek z życzeniami, nie tylko świątecznymi, do dzieci z Marzycielskiej Poczty. Im więcej dobrych myśli, życzeń i słów, tym bardziej zaczarujemy rzeczywistość, czasem dla nich zbyt trudną...

środa, 30 kwietnia 2014
niedziela, 30 marca 2014

Oderwałam się na czas jakiś od wyszywania obrazu, ponieważ znienacka zamówiono u mnie zaproszenia na uroczystość pierwszokomunijną. To ten sam wzór, co zawsze. Tak się jakoś dziwnie składa, że raz w roku pojawia się jedna osoba, która właśnie ten model sobie wypatrzyła i u mnie go zamawia. Za każdym razem jest to ktoś z innego zakątka Polski - tym razem zaproszenia pojechały na Śląsk.

 

 



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 73