To ja, Aneladgam. Tworzę, przetwarzam, raczej nie powtarzam. Zapraszam do mojego wesołego światka, a jeśli coś Ci się z moich wyrobów spodobało - napisz na aneladgam@gazeta.pl - wykonuję rzeczy nie tylko dla siebie, rodziny i przyjaciół, ale też na zamówienie. I na wymianę. I prezenty. I dla uśmiechu. I dla śmiechu.
| < Grudzień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
1 procent podatku
MOJE INNE BLOGI:
MOŻESZ POMÓC!
Sklepik :)
Tu kupuję:
Tu zaglądam, to polecam:

Digi-Scrap.PL.

Tworzymy dla chorych dzieci.

sobota, 22 listopada 2014

Uświadomiłam sobie, że przez tę przerwę ciężko mi będzie zamieszczać wpisy krótkie, bez wyjaśniania całej historii powstania danych upominków. Jednakże zaskoczona tym, że pisać mam dla kogo (!), z przyjemnością Was pozadręczam opowieściami.

 ***
Staramy się co najmniej cztery razy w roku wyjechać gdzieś ze Smykami. Nie tylko dlatego, że uwielbiamy podróże, ale przede wszystkim z powodu Smyka, któremu kontakt z naturą jest bardzo potrzebny. Z każdych takich "miniwakacji" wraca z nowymi umiejętnościami, widzę gołym okiem, że potrzebuje takiego wyciszenia po intensywnej terapii i rehabilitacji.

Długi majowy (tak, majowy) weekend spędziliśmy w Górach Izerskich. Szwagier polecił nam wspaniałe miejsce, nietypowe, wyjątkowo klimatyczne... To Galeria Kozia Szyja, o której napisać mogłabym cały poemat. Gospodarze są niezwykle serdecznymi ludźmi; pani Agata prowadzi cudowne warsztaty z ceramiki, a oprócz tego gotuje jak anioł; pan Leszek jest charyzmatycznym przewodnikiem i urodzonym gawędziarzem. Uwielbiają zwierzęta i to właśnie w ich zwierzakach zakochały się Smyki po uszy.

Dlatego, kiedy wybierałam miejsce na długi weekend listopadowy, nie zastanawiałam się długo. Zarezerwowaliśmy noclegi na poddaszu przy galerii i mogliśmy tylko sobie tego pogratulować. Widok twarzyczek dzieci, kiedy zobaczyły to tak lubiane przez siebie miejsce, a już zwłaszcza, kiedy przywitały się z menażerią... tego się nie da opisać słowami. Żółw Stefan, psy Miłka i Crazy, gromada kotów i - koza. Koza Freya, hit wyjazdu.

Nazwa galerii i osobiste spotkanie z kózką zainspirowały mnie do przygotowania specjalnego upominku dla naszych gospodarzy. Kózki wyszywałam jeszcze na stacji w Górzyńcu:



Po powrocie do domu oprawiłam w skromne "ramki", dodałam wstążki i w poniedziałek wybiorę się ze Smykałką na pocztę, by mogła osobiście wysłać zakładki.

 


 

Kłopot w tym, że Smykałka zażyczyła sobie, żebym uszyła jej poduszkę w takie same kózki. Więc? Mama łaps! za igłę i do roboty...

środa, 12 listopada 2014

Impuls czasem sprawia, że robimy coś, na co po przemyśleniach byśmy się nie zdecydowali. Dotyczy to zarówno przełomowych życiowych decyzji, jak i drobiazgów w rodzaju zamówienia nieznanej potrawy czy ścięcia włosów. Ot tak. W moim przypadku akurat będzie o drobiazgu (ile osób w tym miejscu odetchnęło z ulgą?... hi, hi).

Od maja nie miałam igły w ręku. Pomyliłam kilka krzyżyków w wyszywanym obrazie, a że nie byłam w stanie namierzyć błędu i go naprawić, zniechęciłam się do tamtego projektu i do krzyżyków w ogóle. Pisanie na tym blogu też mnie już nie cieszyło, nie korciło mnie, by wrócić. Po wielkim niesmaku, jaki zostawił po sobie Round Robin z domkami (świństwo zrobione przez Anetę chyba wystarczająco szerokim echem się odbiło w hafciarskim światku, żebym nie musiała wyjaśniać, o co chodzi) odeszłam od zabaw typu RR czy SAL; zmęczyło mnie wyszywanie na czas i pokładanie zaufania w osobach, które to miały w nosie. Ze względu na finansowy dołek przestałam prenumerować brytyjskie gazetki o hafcie. I tak jakoś zabrakło inspiracji.

Pod wpływem impulsu zgłosiłam się na chętną do wyszycia obrazka dla pewnej dziewczynki. Ela z bloga W kąciku przy maszynie zgłosiła zapotrzebowanie na wyszytego krzyżykami dowolnego Pony. Gdybym się przez chwilę zastanowiła, nie zgłosiłabym się - przecież mi się nie chce, wolno wyszywam, znów się zniechęcę, nie wyrobię się w czasie, sprawię tylko zawód... można by tak mnożyć. Ale słowo się rzekło! A Ela dopilnowała, bym słowa dotrzymała.

Padło na Rarity, oto ona w pełnej krasie:

 



Trochę to potrwało. Ale jest. W niedzielę trafi do Eli, a ta stworzy kolejne swoje arcydzieło - poduchę dla małej Oliwii. Oliwia jest w wieku mojej Smykałki, podobne są do siebie z usposobienia i z upodobań. Tylko że Oliwia nie może sama wziąć plecaka i pomaszerować ścieżką przez las... Ale może kiedyś?

Zachęcam do wysyłania kartek z życzeniami, nie tylko świątecznymi, do dzieci z Marzycielskiej Poczty. Im więcej dobrych myśli, życzeń i słów, tym bardziej zaczarujemy rzeczywistość, czasem dla nich zbyt trudną...

środa, 30 kwietnia 2014
niedziela, 30 marca 2014

Oderwałam się na czas jakiś od wyszywania obrazu, ponieważ znienacka zamówiono u mnie zaproszenia na uroczystość pierwszokomunijną. To ten sam wzór, co zawsze. Tak się jakoś dziwnie składa, że raz w roku pojawia się jedna osoba, która właśnie ten model sobie wypatrzyła i u mnie go zamawia. Za każdym razem jest to ktoś z innego zakątka Polski - tym razem zaproszenia pojechały na Śląsk.

 

 



piątek, 28 marca 2014

Powoli, ale rośnie. Wycisza mnie i uspokaja. No, chyba że akurat pomylę któryś z dziesięciu odcieni beżu...



sobota, 15 marca 2014

Bez słów. Bo nie wiem, co Wam napisać. To moje rozliczenie z czymś, co mogło być, ale nie będzie. Ćśśś... Mówmy o samym wyszywaniu.

 


niedziela, 02 marca 2014

W sobotę wybrałam się ze Smykami do teatru. Bywaliśmy już wielokrotnie we Wrocławskim Teatrze Lalek, ale tym razem wybór padł na Impart. Skusiło nas przedstawienie "Zaczarowana Kolomotywa".

Opisywać go nie będę, żeby nie psuć niespodzianki tym, którzy wybiorą się je obejrzeć. Nadmienię tylko, że jest bardzo ciekawie opracowane, wciąga całą publiczność, nie tylko dzieci, a piosenki są tak wpadające w ucho, że chciałoby się śpiewać je na co dzień. Co ważne, spektakl przekazuje piękne i istotne treści. To nie tylko historia o tym, jak uratować dziewczynkę przed smokiem. To opowieść o tym, co jesteśmy gotowi poświęcić dla drugiego człowieka, o tym, jak bardzo umacnia nas miłość, o tym, że "to prawda widoczna jak w pizzy salami - byłoby nudno, gdybyśmy byli tacy sami".

Napisałabym, że polecam je wszystkim, ale niestety dwa niedociągnięcia zepsuły nam przyjemność oglądania i zaprawiły nutką goryczy wspomnienia. A szkoda, bo przedstawienie jest naprawdę warte obejrzenia. Jednak kiedy po spektaklu dzieci zostały zaproszone pod scenę do zrobienia zdjęć z bohaterami opowieści, okazało się, że zdjęcie z kukiełką Kuby Guzika mogły mieć tylko te dzieci, które dopchały się w pierwszym rzędzie. Moje dzieci przyzwyczajone są do tego, że po przedstawieniach, na których bywają, czasu jest tyle, że starcza go dla wszystkich (naprawdę, kwadrans to nie jest tak dużo, a przeżycie dla dzieci - ogromne). Wiedzą, że nie trzeba pędzić i torować sobie drogi, bo czy za dwie, czy za cztery minuty, uda się podejść bliżej. Tym razem były bardzo rozczarowane, nie mogły w ogóle zrozumieć, dlaczego kukiełka chłopca zniknęła po krótkiej chwili, a zdjęcia można było zrobić sobie już tylko na tle lokomotywy. Przy czym nie wolno było do niej podejść, bo zabronione było wejście na scenę, więc zdjęcia mam mniej więcej takie: ledwie wystające nad scenę główki moich Smyków i stojąca gdzieś tam nad nimi kolorowa lokomotywa. Na pociechę mogły sobie potrzymać klucz francuski. Super.

Powiedzmy, że to było niemiłe, ale nie przeszkodziłoby mi wystawić bardzo dobrej, a nawet znakomitej opinii aktorom, reżyserowi, scenografowi, dźwiękowcom za całość spektaklu. Jednak nie mogę przemilczeć innej kwestii - podczas przedstawienia zostały włączone stroboskopy. Moje dzieci mają obciążony wywiad genetyczny pod kątem padaczki i gdyby informacja o stroboskopach została podana w opisie przedstawienia, nie zaryzykowałabym pójścia na nie! Jestem oburzona brakiem odpowiedzialności ze strony organizatorów - po powrocie przejrzałam raz jeszcze stronę Impartu, ale nie znalazłam tam nawet najmniejszej wzmianki o stroboskopach! To jest karygodne niedopatrzenie.

Mimo to, jak ktoś się stroboskopów nie obawia, to zachęcam do pójścia na "Zaczarowaną Kolomotywę". Warto.

[EDYCJA] - po moim mailu odpisano mi od razu, informacja zostanie umieszczona na stronie. Bardzo się z tego cieszę!

11:03, aneladgam , RECENZJE
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 17 lutego 2014

Różne odcienie błękitu, migoczące na delikatnych "gałązkach" - tak w skrócie mogę opisać kolczyki, które wykonałam dla koleżanki.

 

 

Kilka dni wcześniej powstały (również z niebieskich koralików), kolczyki z ważkami, które zostały wylicytowane na aukcji charytatywnej.

 

sobota, 08 lutego 2014

W piątek Smykałka zabrała ukochaną lalę do przedszkola. Lala przyodziana była jeno w body, toteż po przyjeździe na miejsce nóżki i główka były lodowato zimne. Smykałka bardzo się tym przejęła, więc nieopatrznie obiecałam, że w domu uszyjemy lali kombinezon. Myślicie, że Smykałka zapomniała...? A skąd. Dopilnowała, żebym ponownie zasiadła do maszyny. W sumie rację ma, dziewuszka, powinnam ćwiczyć i ćwiczyć szycie na maszynie. To przydatna umiejętność.

Z tej rozszalałej motywacji uszyłam polarowy kombinezonik. Z kapturem. Z zamkiem. Sama wyjść nie mogę z podziwu. A Smykałka szczęśliwa jak norka!

 

19:43, aneladgam , ZABAWKI
Link Komentarze (10) »
niedziela, 26 stycznia 2014
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 72