|
To ja, Aneladgam. Tworzę, przetwarzam, raczej nie powtarzam.
Zapraszam do mojego wesołego światka, a jeśli coś Ci się z moich wyrobów spodobało - napisz na aneladgam@gazeta.pl - wykonuję rzeczy nie tylko dla siebie, rodziny i przyjaciół, ale też na zamówienie. I na wymianę. I prezenty. I dla uśmiechu. I dla śmiechu.
Ostatnie wpisy
Zakładki:
1 procent podatku
MOJE INNE BLOGI:
MOŻESZ POMÓC!
Sklepik :)
Tu kupuję:
Tu zaglądam, to polecam:
Tagi
Wymianka z dzieckiem w tle, zapisy do końca sierpnia!
|
środa, 04 stycznia 2012
Miałam dziś pokazać Wam jakie przepiękne kartki do mnie przyszły od blogowych koleżanek, ale dziś doszły kolejne dwie i nie zrobiłam jeszcze zdjęć, więc zamiast tego chcę Was o coś poprosić. Przy okazji dowiecie się, czemu tak mi spadła częstotliwość bytności tutaj i na Waszych blogach, czemu mi sił ubywa, czemu zapominam o wielu sprawach, zobowiązaniach, mailach, obietnicach. Mój ukochany Smyk od półtora roku objęty jest terapią wczesnego wspomagania rozwoju. Pisałam tu już półgębkiem to i owo, ale nadeszła pora, by powiedzieć co się dzieje (choć nawet lekarze nie umieją mi dokładnie powiedzieć na czym polega zaburzenie jego rozwoju). Mój wyczekany, wymarzony, cudowny synek jest obserwowany w kierunku autyzmu. Na szczęście rokowania są dobre, terapia odnosi skutek, Smyk robi postępy. Od września poszedł do prywatnego przedszkola integracyjnego, które częściowo finansuje nam miasto. Ale masa wyzwań jeszcze przed nami, przede wszystkim dużo pracy, ale też nakładów finansowych. Na szczęście Smyk został objęty również pomocą Stowarzyszenia SALUTARIS i dzięki temu mogę zwrócić się do wszystkich z prośbą o przekazanie 1% podatku na rzecz mojego synka. Na wypełnieniu tej rubryki nikt nie traci, a Smyk może dużo zyskać. Od razu uspokajam - nie ma innej opcji na wydanie zebranych w ten sposób pieniędzy, jak tylko na rehabilitację i leczenie, ponieważ Stowarzyszenie udostępnia fundusze na podstawie faktur. Tak więc możecie mieć pewność, że wszelkie przekazane środki zostaną spożytkowane tak jak trzeba. Szczegółowe informacje są TUTAJ Proszę też gorąco o umieszczenie, jeśli możecie, tej informacji u siebie: *** Ananaz, dziękuję za pamięć!!! Ty to jednak niesamowita jesteś...
sobota, 31 grudnia 2011
Turkus z brązem to połączenie kolorystyczne piękne, ale tak już wyeksploatowane, że gdy przyszło mi z nim pracować, nagłówkowałam się nieźle jak to ugryźć, żeby wyszło w miarę oryginalnie. W zamian za przysługę wyświadczoną mi przez Małgosię zaproponowałam, że zrobię dla niej sutaszowy wisior w takich właśnie kolorach (kiedyś na blogu moim w komentarzach wspomniała, że lubi to połączenie). Wykombinowałam w końcu, by trzonem zawieszki stał się nie koralik, czyli baza najbardziej typowa dla haftu sutaszowego, a ciemnobrązowy szydełkowy kwiatek. Po dwóch miesiącach myślenia i dwóch godzinach szycia wreszcie mogłam wysłać Małgosi obiecaną ozdobę! To maleństwo jest niewiele większe od pudełka od zapałek:
U Małgosi znajdziecie lepsze zdjęcie, dobrze oddające kolory. Wszystkim życzę pięknego roku 2012! Do zobaczenia wnet!
sobota, 24 grudnia 2011
To jedyna ręcznie przeze mnie zrobiona w tym roku bożonarodzeniowa kartka (nie liczę tych wykonanych na zamówienie). Jest skromna, wręcz uboga - wszak składa się tylko z pięciu elementów: bazy, tła, stempla, kłębka rafii i dwóch skrzyżowanych pasków. Ale niesie tyle znaczeń, włożyłam w nią tyle porywów serca, że stanowczo stwierdzam: nigdy jeszcze nie stworzyłam świątecznej kartki, z której byłabym tak zadowolona, której wykonanie dałoby mi tyle radości, a także... którą wysyłałabym z większym drżeniem. Co roku moje kartki były pełne aniołów, choinek, obrazków Świętej Rodziny, gwiazd, świeczek - i co roku, pomimo że z efektów estetycznych byłam zadowolona, wyraźnie czułam, że czegoś tam brakuje. Dokładałam jakiś napis, ozdobę, detal, ale nic to nie pomagało. Widać to nie na tej płaszczyźnie występował ów brak. W tym roku, zniechęcona tym niepowodzeniem, nie robiłam kartek. Dopiero w środę przypomniałam sobie, że będę wysyłać jeszcze jeden upominek bliskiej nam osobie, osobie, którą nazywamy między sobą Przyjacielem - niezależnie od tego, co sam na ten temat sądzi. Do prezentu chciałam dołączyć kartkę, wydobyłam więc wszystkie posiadane akcesoria i... nic. Żadnego natchnienia, a jedynie kłębiące się w umyśle i sercu niesprecyzowane chęci przekazania istoty Bożego Narodzenia w sposób, jakiego jeszcze nigdy nie widziałam. Przejrzałam zakupione w Digi-Scrap.pl stemple. Olśnienie nastąpiło w momencie, gdy zobaczyłam okrągły stempel zaprojektowany przez Vvia, stempel bez mikołajków, jemioły, reniferów i innych zeświecczonych, a - zdawałoby się - nieodzownych symboli Bożego Narodzenia, za to z napisem prostym, oczywistym i mówiącym dokładnie to, co trzeba. Kształt stempla nasunął mi skojarzenie z hostią. I wszystko, co chciałam przekazać, nagle zaczęło się układać w jedną całość. "Słowo stało się Ciałem". Ciało Chrystusa. Narodzenie Boga. Widzialna postać Tego, który jest niewidzialny. Możliwość zostawiona nam, wierzącym, dzięki niezmiernej miłości Boga do człowieka. Pomysł na wkomponowanie hostii w kartkę bożonarodzeniową przyszedł sam, gdy zabłysło mi w umyśle wspomnienie sprzed czternastu lat. Pomagałam wówczas przy organizacji i obsłudze europejskiego spotkania świeckiej wspólnoty brata Karola de Foucauld. Nie będę się tu rozpisywać o tym, dlaczego te wakacje zapamiętałam na całe życie, może kiedyś się wam zwierzę, teraz zaś chodzi o rozmowę, która miała miejsce jednego wieczoru. Codziennie Najświętszy Sakrament był wystawiany w kaplicy i można było w ciszy oddać się adoracji. Na samym początku całego spotkania jedna z osób odpowiedzialnych za stronę liturgiczną, poprosiła, by Najświętszy Sakrament wystawić w jak najskromniejszej monstrancji. Klerycy zaproponowali nam monstrancję w kształcie żłóbka... Coś absolutnie przepięknego i w swojej prostocie wymownego. Wybaczcie ten przydługi wstęp. Chciałam, żebyście poznali historię tego obrazka, a choć wiem, że część z Was komentuje tylko zdjęcia, nie czytając (i ja to rozumiem, bo czas jest bardzo cenny, a jest go coraz mniej; tak że mówię to bez wyrzutu), to jednak miałam potrzebę podzielenia się tym, skąd akurat taki pomysł. Mam też słodką pewność, że Przyjaciel mój i mojego męża zrozumie co chcieliśmy przekazać. A że na tym blogu nie bywa, więc nawet tego nie przeczyta. Mili moi. Życzę Wam cudownych, pięknych, serdecznych Świąt - w miłości. (zdjęcie powiększy się po kliknięciu) Dziękuję za wszystkie przysłane mi kartki, zaprezentuję je w osobnym wpisie, bo na to zasługują!
niedziela, 18 grudnia 2011
Tak oto minęła ostatnia niedziela tegorocznego Adwentu, a wykonane przeze mnie świąteczne kartki można policzyć na palcach jednej ręki. Dosłownie. Wykonałam ich pięć, a wszystkie na zamówienie. Zamawiającemu się spodobały, żywię też nadzieję, że osobom, które je otrzymają, również sprawią przyjemność.
niedziela, 11 grudnia 2011
Kiedyś, nawet nie pamiętam skąd ani w jakim momencie, w pudełku, w którym trzymam różne "rupiecie" (czyli same przydatne rzeczy dekoracyjno-inspiracyjne), pojawiło się nieduże prostokątne lusterko. Marzyłam o tym, żeby w jakiś sprytny i oryginalny sposób je wykorzystać, ale ani okazji, ani motywacji nie mogłam się doczekać. Z uwagą śledziłam rozmaite wyzwania, ale do żadnego z nich to moje lusterko nie pasowało. Aż pojawiła się listopadowa wymianka w Szufladzie, której tematem było lusterko! Mieliśmy za zadanie w dowolny sposób je ozdobić - ja wybrałam wariant "na biurko". Wykorzystałam pudełka po kasetach, śliczne bożonarodzeniowe papiery, dziurkacz brzegowy, trochę koralików, klej i piórka. Powstał dziwoląg o dwóch twarzach - jedna twarz to schowek na karteczki, notatki, wizytówki, paragony, spinacze, czyli na to wszystko, co po biurkach potrafi się plątać... ... a druga twarz to lusterko do szybkiego poprawienia makijażu!
wtorek, 06 grudnia 2011
Oświeciła mnie koleżanka ma, że nie na każdą lodówkę da się przyczepić magnes. Mam jednak nadzieję, że dziewczyny, które ode mnie dostały zamagnesowane notesy, są posiadaczkami takich lodówek, które można nimi udekorować. Notesami, nie koleżankami. Sama nie pamiętałam, że jeszcze ich nie zaprezentowałam, dopiero w trakcie trwających mniej więcej od 2 miesięcy porządków (w życiu, w domu, a od 2 tygodni również i w komputerze) znalazłam folder ze zdjęciami notesów, które przygotowałam dla dziewczyn, które przysłały opaski dla Smykałki w prezencie urodzinowym. Kajam się. To był maj, chociaż nie pachniała Saska Kępa, notesy wysyłałam chyba do sierpnia, jeśli nie do września (bo dokładałam do nich też jeszcze ręcznie robione drobiazgi), kolekcja uzbierała się niezła, a każdy jest inny. Zapraszam do obejrzenia galeryjki (zabijcie, ale nie pamiętam, który powędrował do kogo...):
niedziela, 20 listopada 2011
Nadal nie odespałam trzydniowej konferencji, choć z Krakowa wróciłam już tydzień temu. W ciągu dnia wystarczy, że posiedzę 5 minut nieruchomo, a ścina mnie natychmiast i budzę się po 2-3 godzinach lub... wskutek skakania po mnie któregoś z dzieci. Coś tam tworzę, ale już tylko to, co obiecałam, nie mam kiedy ani nie mam jak rozwinąć nieco skrzydeł. Może bym i wykroiła więcej czasu wieczorami, ale od paru miesięcy pochłaniają mnie i Qrczaka gry planszowe i spędzamy nad nimi piękne chwile; a gdy dołączają do nas inni grający, to potrafimy pół nocy przesiedzieć. Kiedy widzę jak spadła mi częstotliwość robienia wpisów, zastanawiam się, czy prowadzenie tego bloga ma jeszcze sens. Ale tak lubię to miejsce, że nie chcę go zamykać. Tymczasem jeśli chcecie zobaczyć moje pierwsze i krzywe jak nieszczęście podkładki pod kubki to zajrzyjcie tu - pojechały do Hiszpanii do mojej imienniczki i współwielbicielki pewnego celebryty ze świata sportu. Własne moje zdjęcia zniknęły z karty, nie wiem gdzie się podziały... Za zgodą Madzi - oto zajawka: ![]()
czwartek, 10 listopada 2011
Wczesnym latem pewna młodziutka kobieta poprosiła mnie o wykonanie dla niej biscornu w ramach wymianki. Taki upominek ode mnie sobie wymarzyła. Szukałam długo odpowiedniego wzoru, ale nic mi się nie podobało, chociaż może nie tyle nie podobało, co - moim zdaniem - nie pasowało do delikatnej, a jednocześnie wyrazistej postaci, którą poznałam osiem lat temu w górach. W niezwykłych, zresztą, okolicznościach. A więzi jakie później wytworzyły się między nami przerosły moje wszelkie wyobrażenia. Dość powiedzieć, że to kobieta w moim życiu bardzo ważna, której zawdzięczam więcej niż ona sama pewnie zdaje sobie z tego sprawę. Jakie to biscornu miało być...? Jak miało współgrać z jej niespotykanie złożonym charakterem i usposobieniem? Nie miałam żadnych wytycznych, musiałam działać na wyczucie. Kiedy poznałam tę dziewczynę (sama wówczas będąc ledwie po dwudziestce), sprawiła ona na mnie wrażenie nieco mrocznej, zdecydowanej, wyrafinowanej, obcesowej, trochę kontra świat, ale też tęskniącej za bliskością, ale tylko dla wybranych. Później doszło jeszcze wrażenie, że pyskata, a z drugiej strony obdarzona niezwykłą wrażliwością - muzyczną, artystyczną, emocjonalną. A zawsze piękna, urodą nietypową, nie do podrobienia i absolutnie niezapomnianą. Musiała być czerń. Ale musiało być też światło. Symetria i ład - ale nie do końca okiełznane. Romantyczne i lekko mroczne. Takie właśnie, jaka w moich oczach jest ona. Biscornu powstało na przełomie września i października (edycja - poprawka, na przełomie sierpnia i września!), ale dość krętą drogą dopiero co do niej dotarło. Wygląda tak: Nie wiem czy osiągnęłam efekt taki, jakiego oczekiwała, ale podobno się spodobało - jak zeznał wręczający. Też barwna postać, swoją drogą... Tak więc, droga moja, od pierwszego wkłucia igły do ostatniego węzełka, cała ta poduszeczka jest inspirowana Tobą i tylko Tobą. Niech Ci dobrze służy!
piątek, 04 listopada 2011
Kiedy zobaczyłam ten naszyjnik u Blanki, od razu wiedziałam, że musi być mój. Napisałam, dostałam, w pracy już nawet w nim byłam. Chociaż początkowo chciałam go nosić do turkusowej bluzki, bardziej spodobał mi się w wersji z czarną koszulką na ramiączkach, a potem z białym swetrem: Lubię go bardzo, czuję się w nim naprawdę kwitnąco. Podkreśla kolor moich oczu, a w dodatku ożywia ubiór - lubię ubierać się w neutralne barwy, a także w biel i czerń; taki kolorowy dodatek przyciąga wzrok i o to właśnie chodzi!
środa, 02 listopada 2011
Spieszę pocieszyć wszystkich, którzy czekają od tygodni na przesyłki ode mnie. Od poniedziałku poszła w świat większość z nich (jeszcze RR-y muszą chwilkę wytrzymać, ale wyszywam je sukcesywnie, choć powoli) i pierwsza już dotarła na miejsce, ku memu zaskoczeniu. A niemałą satysfakcję sprawia mi fakt, że również ku zaskoczeniu odbiorcy! No tak, od połowy sierpnia mógł już piętnaście razy zapomnieć, że wygrał małą zgadywankę u mnie; ale ja nie zapomniałam. Początkowo głowiłam się nad nagrodą, bo chociaż z bloga Ani to i owo o Marcinie wiedziałam, to jednak jak połączyć te oderwane informacje w jakąś sensowną całość? Natchnienie przyszło w sobotę na warsztatach Kwiatu Dolnośląskiego - na tradycyjnej już giełdzie wypatrzyłam papier w smoki. Tego mi było trzeba! Skoro miałam już bazę, dodatki weszły mi w ręce same - potrzebowałam zaledwie spokojnego niedzielnego poranka, by stworzyć taki oto drobiazg: W poniedziałek nie pracowałam, więc popołudnie mogłam wreszcie poświęcić na pójście na pocztę (od kiedy dzieciaki na przemian chorują, zwyczajnie nie miałam fizycznej możliwości nadania czegokolwiek), tak że wysłałam kilka pierwszych z zaległych przesyłek, a także złożyłam reklamację odnośnie do paczki wspomnianej we wcześniejszym wpisie. Jestem bardzo przyjemnie zaskoczona, że zakładka dotarła do Kłodzka już dzisiaj - a miło mi tym bardziej, że się spodobała. Oj, jakie to fajne uczucie! |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||