To ja, Aneladgam. Tworzę, przetwarzam, raczej nie powtarzam. Zapraszam do mojego wesołego światka, a jeśli coś Ci się z moich wyrobów spodobało - napisz na aneladgam@gazeta.pl - wykonuję rzeczy nie tylko dla siebie, rodziny i przyjaciół, ale też na zamówienie. I na wymianę. I prezenty. I dla uśmiechu. I dla śmiechu.
| < Listopad 2009 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            
Zakładki:
Projektuję
Sklepik :)
Tu kupuję:
Tu zaglądam, to polecam:

środa, 18 listopada 2009
Wpis szczególny, bo nareszcie wydziergałam coś, z czego sama jestem w stu procentach zadowolona. Naprawdę! Wiecie, że to całkiem nowe doznanie?

Stworzyłam taki oto zimowy woreczek na drobiazgi:





Zimowy, bo kolory takie chłodne, a faktura "futrzasta". Wykonany z melanżu biało-błękitnego, nie mam pojęcia jak się ta włóczka nazywa, ale chyba Vanessa, coś mi się tak kołacze. Polubiłam ją, bo jest bardzo miękka i w ogóle nie gryząca.

Woreczek jest wiązany na błękitną wstążkę, u góry pętelka do zawieszenia lub noszenia. Brzeg wykończony w falbankę, która w tej "futrzastości" i tak niemal ginie:





Pewnie znacie mnie już na tyle, że wiecie, że dziergany bez wzoru. Ale robiło się go bardzo miło, mam do niego sentyment. Szydełkowałam go w listopadowe pochmurne poranki, gdy ja już się obudziłam, ale wstawać spod kołdry mi się nie chciało, a Smyk posapywał jeszcze w łóżeczku. To były bardzo sympatyczne chwile.

***
Teraz różne konkursy:
do 20 listopada Kreatywne Inspiracje, do 28 listopada u Klaudii, do 22 listopada u Oliwii, do 30 listopada u Hanji, do 5 grudnia w Lawendowym światku i w Mój dom - moja ostoja oraz piękny portfel losowany 13 grudnia na Szycie jest piękne.
22:05, aneladgam , TOREBKI
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 16 listopada 2009
Niedzielne spotkanie z Tomkiem było już króciutkie. Niecała godzina - i oto prezentuję ukończony widoczek:





FANFAAARYYYY!

***
Elziutka zaprasza na candy - zgłoszenia do 18 listopada.
sobota, 14 listopada 2009
Rodzinnego wyszywania nie koniec. Dziś nitka była bardzo dokuczliwa i kilka razy sprawiła nam naprawdę sporo kłopotów. W sumie ponad pół godziny spędziłam na rozplątywaniu kłębów, które w pośpiechu zrobił Tomek. On też chciał dziś już skończyć wyszywanie obrazka, ale jednak przez tę plątaninę nie udało się. Zabrakło nam może godziny...

Stało się to okazją do udzielenia kolejnej lekcji - lepiej wyszywać spokojnie, dokładnie i metodycznie, niż spieszyć się, robić byle jak, a potem pruć, poprawiać, rozplątywać i tracić w ten sposób dużo więcej czasu, siły i nerwów. Lekcję pojął wybornie. "To jak z matematyką. Też czasem lepiej policzyć spokojnie, ale dokładnie, niż pomylić się, a potem szukać miejsca gdzie się pomyliło".

Proszę, spójrzcie na etap przedostatni - widać, gdzie w koronie akacji została jeszcze plama, którą trzeba zapełnić:




Dlatego umówiliśmy się jeszcze na jutro po mszy. Dziś Tomek wyszył wszystkie krzaki u dołu i uzupełnił nieco koronę akacji. Po ukończeniu wyszywania czeka mnie upranie i usztywnienie obrazka oraz umieszczenie go w miejscu przeznaczenia.

A skoro już tak sobie rodzinnie wyszywaliśmy, zabrałam się za nową rzecz, zaplanowaną już dawno, ale jakoś weny brakło. Więc mając na warsztacie porozpoczynane hafty, dołożyłam do nich jeszcze jeden:




Niegrzeczna hafciarka...
17:53, aneladgam
Link Komentarze (4) »
piątek, 13 listopada 2009
Uf, alem się obłowiła. Najpierw Qrczak przyniósł mi wybłagany zestaw świąteczny z Lidla (papiery, kalki, ozdoby, ach!). Potem, we wtorek, namówiłam kolegę, żeby wyciągnął mnie na ciastko i do Empiku, połaziłam, powybierałam, ponarzekałam, że muszę się ograniczać, kupiłam też prezent mikołajkowy dla Qrczaka i wróciłam z dwiema torbami "cosiów". Niestety nie udało mi się dostać farby akrylowej, która mi jest strasznie potrzebna, ale akurat półka z farbami była zastawiona paletami z towarem, no luuudzieee!
Dziś zaś przyszła przesyłka z Needle&Art, a w niej, oprócz zamówionej kanwy i prezentu dla Tomka, gratis - nowy katalog. Przeglądam go, zachwycam się, marzę... O wiele fajniej przegląda się taką wersję wydaną na pięknym papierze, wiele zdjęć obok siebie, niż stronę internetową, klik, klik, klik.
Prezent na wymiankę do Po nitce do kłębka gotowy, w poniedziałek szoruję na pocztę.





***
A tu się zapisałam na losowania: do 24 listopada w Po nitce do kłębka ustawia się kolejka po serwetkę. Mnie by się przydała, w tym roku na Wigilii mam szwagierkę z rodziną... Fajnie byłoby zaimponować. Ona i ja do 2 grudnia, godz. 13:13, czeka na chętnych do niespodzianki. Również tajemniczo zaprasza Yoasia, do 15 listopada. A śliczny notes oferuje Mamajudo, zgłoszenia do 29 listopada.
20:33, aneladgam
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 listopada 2009
Jakkolwiek brzmiałby tytuł notki, jest on w stu procentach robótkowy. Mój bożonarodzeniowy obrazek rośnie bardzo powoli. Gdy odrywam się od pracy, rzucam się przede wszystkim na robótki, które muszę wykończyć w konkretnym terminie. Dlatego ten spory obrazek wyszywam z doskoku, po parę krzyżyków. Czasem więcej, jak trafi mi się jakieś mniej lub bardziej rodzinne spotkanie, podczas którego mogę rozmawiać i wyszywać jednocześnie.

Robię go na razie po kolei kolorami. Na pierwszy ogień poszedł "cielisty", bo tego jest najmniej, następnie jeden z odcieni czerwieni. I ten właśnie odcień dziś skończyłam i zdecydowałam się go pokazać na blogu, choć nadal wszystkiego jest malutko.





Zdjęcie, wiadomo, jak to w listopadzie, ale u góry już widać przygotowany następny, jaśniejszy, odcień czerwieni, który być może zacznę nanosić już dzisiaj, jak czas i Smyk pozwoli. Tak że pomimo braku światła cyknęłam ten etap, żeby potem móc sobie popatrzeć jak powoli obrazek "rósł".

Tomek w poprzednią, słoneczną sobotę też się przyłożył, prawie wykończył już koronę akacji i zrobił to, czego początkowo obawiał się najbardziej - wyszył podłoże. Zostało mu już tylko trochę liści u góry po prawej stronie i parę krzaczków pod akacją. Planujemy spotkać się w tę sobotę i trzymajcie kciuki, by było to "ostatnie starcie".


wtorek, 10 listopada 2009
W "przepisie" było powiedziane: "Dwa wieczory". Teoretycznie tyle wyszywa się ten malutki obrazek.

Ile zajęło to mnie?

Jeden wieczór, to pranie muliny i kanwy, bo Smyk, pod "fachową" opieką mojego najstarszego brata, był uprzejmy wylać na pół pokoju butelkę coli. Cola stała u mnie w sypialni na wypadek mdłości, ale jakim sposobem on się do sypialni dostał i jak tę colę otworzył, pozostanie dla mnie tajemnicą. Grunt, że pasemka muliny, i tak się ledwie-ledwie od siebie różniące, przestały się różnić w ogóle.

Drugi wieczór - rozdzielanie kolorów, zgadywanie który to "ecru" a który "beige", tudzież który to "dark beige", a który "light brown". I pierwsze krzyżyki. I pierwsze prucie.

Potem krótkie, ponure dni, mało światła, więc nie szło za bardzo, co i raz dostawiłam parę krzyżyków, ale razem wziąwszy, tyle co kot napłakał. Najwięcej podgoniłam w poprzednią sobotę, cały dzień świeciło słońce i mogłam wreszcie te kolory zweryfikować (nie obyło się bez prucia), a że Tomek wyszywał swoją akację, to ja sobie spokojnie robiłam swój obrazek.

W ostatnią sobotę zostały mi już tylko kontury, które wyszywać bardzo lubię, bo uwielbiam patrzeć, jak z tła wynurza się powoli obrazek.
I tak po chyba trzech czy czterech tygodniach od rozpoczęcia nareszcie ukończyłam Małego Śpioszka:




Jest on pierwszym elementem mojego dużego projektu, więc na razie ląduje w kopercie i czeka aż się pojawią kolejne.

***
Zgłosiłam się na małą, ale sympatyczną wymiankę świąteczną u Sebastiana.
niedziela, 08 listopada 2009
Oto świąteczne kartki, które w oszałamiającej liczbie sztuk sześć wykonałam z użyciem tęczowych hafcików choinkowych:





Zdjęcie mdłe, bo światło beznadziejne, trzeba się będzie z fotografowaniem prac wstrzymać do wiosny chyba. A trochę tych "dzieł" będzie, jako że mam teraz trzy różne robótki rozpoczęte, których pokazać nie mogę, bo albo wymiankowe, albo na prezent, albo konkursowe, a potem już przyjdą krótkie grudniowe dni i po promienie słońca to będę musiała w długiej kolejce stać...

Do Madzi doszła już paczka z serduszkiem kraciastym - jak ktoś chce zobaczyć, co oprócz niego dostała zwyciężczyni konkursu, zapraszam na Myśli Krzyżykiem Pisane - zdjęcie jest zbiorowe, moja przesyłka jest na zdjęciu "spodnim". Cieszę się, że doszło (Poczta wtrąciła swoje trzy grosze i paczka w pewnym momencie do mnie wróciła) i że - podobno - obdarowana jest zadowolona.

Nie gniewajcie się, że ciut rzadziej piszę. Promotorka ściga.

***
Na blogu Magiczne Haficiki do 29 listopada można się zgłaszać po... niespodziankę!
czwartek, 05 listopada 2009
Od dziś otwiera swe podwoje sklep Srebrny Gaj miejsce nadzwyczaj urokliwe, sympatyczne, wynik upartych dążeń Patrycji i artystycznych działań wielu naszych blogowych koleżanek!

Z tej okazji urządzony został konkurs, prosty i wesoły, o którym możecie przeczytać w tej notce.

Moje skromne dzieła uwidocznione są pod tym linkiem, a ja ze swojej strony serdecznie zapraszam do pospacerowania po Srebrnym Gaju, prace są naprawdę warte obejrzenia!

środa, 04 listopada 2009
No, teraz to popękacie ze śmiechu. Ale że śmiech to zdrowie, a ja sama się teraz z siebie śmieję, to nie mam nic naprzeciw, byście pośmiali się również.

Stali czytelnicy bloga z pewnością wiedzą, że ja i maszyna do szycia... to niezbyt kompatybilne obiekty. Co ja się nawściekałam, naklęłam, napłakałam nad próbami przeszycia prostych ściegów, co ponarzekałam to moje. Nie wychodziło mi nijak, a to się materiał zwijał, a to nić spadała cały czas z igły, szpulka nie chciała się obracać, namarnowałam nici, materiałów, nerwów tyle, że starczyłoby na 5 szwalni.

Aż tu nagle przyszło mi uszyć kolejną pacynkę. Bardzo lubię te charakterne postaci, każda wychodzi mi inna od poprzedniej i inna niż to sobie wyobraziłam. Zawsze jakaś niespodzianka. Znów chciałam uszyć z zielonej kraciastej tkaniny, ale zielone nici mi się skończyły. Idę ci ja do pasmanterii i proszę: "Szpulkę nici zielonych i jedną błękitnych". A moja ulubiona sprzedawczyni: "Ale zwykłych, czy do maszyny?". Tarara! W ten sposób pani Aneladgam dowiedziała się, że do maszyny są, hahaha, specjalne nici!

Niby oczywiste, nie? Dla mnie teraz już też. Ale nie było, hihi. I męczyłam siebie, otoczenie, a przede wszystkim niewinną maszynę, katując ją zwykłymi nićmi do szycia ręcznego. Boki zrywać!

Tak że z użyciem już prawidłowych nici, z wielką przyjemnością i praktycznie bez problemów uszyłam tę oto Klaryskę:





Uszyta została jeszcze na początku października, ale zwlekałam z jej pokazaniem, bo dopiero na dniach nastąpi otwarcie sklepu, w którym będzie również Klaryska do nabycia.

Buzia jak zwykle ręcznie wyszyta:




Czuprynka tym razem malinowa (jakoś te różne odcienie rudego pasują mi do kremowych buziek i zielonych sukienek:




Rączki z kremowego filcu, mankiety i stan podkreślone koronkami:





Uczciwie dodam, że jakakolwiek zmiana koloru nici na bębenku to zasługa Qrczaka, który woli sam szybko nić mi założyć, niż patrzeć jak nieudolnie sama próbuję to zrobić. Hehe, może jednak się zawezmę i nauczę.

12:59, aneladgam , ZABAWKI
Link Komentarze (15) »
wtorek, 03 listopada 2009
Dziś już miało nie być wpisu. Chciałam tylko odnieść się do jednego bardzo nieżyczliwego komentarza dwie notki temu, do gościa podpisanego Maugo.

Każdy z nas niesie lżejszy lub cięższy krzyż. Każde serce przebolało większą lub mniejszą tragedię. Każdemu też zdarzy się potknąć, zagapić, zapomnieć. Ale inni nie mają obowiązku odgadnąć z lotu ptaków albo wywróżyć z fusów, co się stało. Do uniknięcia takich nieporozumień służy KOMUNIKACJA.

To bardzo szlachetne, że broni Pani koleżanki. Tylko gdzie tu konsekwencja? Ode mnie wymaga Pani wyrozumiałości, a sama co Pani prezentuje? Za życzenia równie wielkiego nieszczęścia pozostaje mi podziękować i we własnym zakresie modlić się, by się nie spełniły.

20:14, aneladgam
Link
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28