|
To ja, Aneladgam. Tworzę, przetwarzam, raczej nie powtarzam.
Zapraszam do mojego wesołego światka, a jeśli coś Ci się z moich wyrobów spodobało - napisz na aneladgam@gazeta.pl - wykonuję rzeczy nie tylko dla siebie, rodziny i przyjaciół, ale też na zamówienie. I na wymianę. I prezenty. I dla uśmiechu. I dla śmiechu.
Ostatnie notki
Zakładki:
Projektuję
Sklepik :)
Tu kupuję:
Tu zaglądam, to polecam:
Tagi
|
poniedziałek, 08 lutego 2010
Pozostańmy przez chwilę przy błękitach, które tak Wam (i mnie) spodobały się w poprzedniej notce.
Na początku lutego przyszedł na świat Antoś, synek koleżanki z pracy Qrczaka. Kombinowałam, paćkałam karton kredkami wodnymi, przykładałam, odkładałam, doklejałam, dziurawiłam, zaklejałam, wiązałam - aż powstała laurka gratulacyjna: Widać, że wypełniona jest treścią dodatkową: Mamy tu na przykład stylizowaną rameczkę na zdjęcie: Łagodny w tonacji wpis...: I to, o co chodziło: (Tekst wewnątrz laurki jest autorstwa Qrczaka, stąd nietypowy układ karteczki). *** Jadę na parę dni do Warszawy. SAMA! Smyk z Qrczakiem uznali, że należy mi się wyjątkowy urlop. Być może ostatni taki na długie lata. Do zobaczenia po powrocie!
sobota, 06 lutego 2010
Szmateksy, tudzież zwane second-handami, lumpeksami (pieszczotliwie: lumpkami), otworzyły przede mną nowe możliwości. Natchnęły mnie głównie Pat, Skrzatka i Eda. Do tej pory w sklepach tych nabywałam głównie ciuszki i dodatki, a teraz okazało się, że można tam śmiało nabyć coś, co zyska "drugie życie"! U Edy, na przykład, wełniana spódnica stała się uroczym misiem. Pat przywiozła mi kiedyś połowę swego łupu, bo w szmateksie pod jej domem można za bezcen piękne tkaniny kupić (już zaczęłam z nich coś kroić, na wiosnę pewnie uszyję). A dziś wędrując ze Smykiem po sałatę, zajrzałam z głupia frant do "Odzieży na wagę" i kupiłam wielką poszewkę na poduszkę. Nie przyda mi się do wykorzystania zgodnie z przeznaczeniem, bo poduszki mam w zupełnie innym rozmiarze, ale oto za marne 4 zł zostałam właścicielką dużej płachty takiej oto tkaniny: Przyda się! Zaliczam ją do kategorii "inspirujące". Płótno w bardzo dobrym gatunku, stan idealny, a i wzór mi się podoba, bo lubię połączenie bieli i błękitu. *** Wiosenny naszyjnik od Eumychy - losowanie 10 lutego.
piątek, 05 lutego 2010
"Cztery pory roku to karuzela, roztańczony świat swoje barwy zmienia." Taką piosenkę podśpiewywała moja siostrzyczka w zerówce. I oto na każdą porę roku - mam! Wyłapany na Bazarku Handmade, uchwycony w locie, wydarty kolejnym chętnym, wymarzony: Autorstwa Ani Koniecznej. Doszedł kilka dni temu, ale chciałam zrobić zdjęcie już powieszonego na ścianie, ale najpierw Qrczak chorował i nie miał sił wywiercić dziury, potem ja miałam fochy i tak zeszło. Ale w końcu jest! Wisi na pustej do tej pory ścianie nad moim biurkiem. Bardzo dziękuję Splocikowi, Justynce, Ani i Gosh za wspaniały zestaw wyróżnień! Oczywiście wspomnę o nich w osobnej notce! Ale dziś już chciałam podziękować, jesteście KOCHANE! *** Jeszcze szybkie Candy u Zielonej, zgłoszenia do 8 lutego:
czwartek, 04 lutego 2010
Nie wiem, skąd się ten impuls wziął - chyba z nagłej potrzeby wprowadzenia odrobiny wiosny do domu. Zobaczywszy u Sabinki cudny przybornik z tkaniny w motylki, rzuciłam się jak harpia, że ja go chcę! Transakcja odbyła się w mgnieniu oka i przybornik jest już u mnie! Przyda mi się bardzo, zwłaszcza że w poniedziałek wybieram się w podróż do Warszawy, a kilka robótek zamierzam zabrać ze sobą. Sabinka była tak kochana, że dorzuciła jeszcze coś słodkiego dla Smyka (Smyk takich rzeczy jeszcze nie jada, więc wtrząchnęłam sama za jego zdrowie) i skarpetki dla Okruszka. Dziękuję! *** Skusiły mnie: Sunflower - losowanie 17 lutego i Home and me - losowanie 21 lutego. ![]() Wrzucam też link do akcji Koroneczki pt. "Uwalniamy komentarze": http://art-ceramika.blogspot.com/2010/02/uwalniamy-komentarze.html
środa, 03 lutego 2010
Po tym jak zaprezentowałam ślicznego Lickle Bit Sleepy, dostałam zamówienie na wyszycie drugiego. Pokończywszy wymiankowe zobowiązania udałam się zatem do pasmanterii i nabyłam potrzebne nici (do wyszycia pierwszego obrazka użyłam nici z gotowego zestawu). Powiem Wam, że była kolosalna różnica w wyszywaniu! Po pierwsze, nie musiałam zgadywać który odcień jest który, nie musiałam używać lupy by wyłapać śladowe różnice między różnymi beżowymi, ecru, "natural white", tylko wszystko było po ludzku na motkach opisane. Komfort wyszywania o wiele większy. W dodatku ostatnie dni przyniosły ostre słońce, choć mrozy trzymają, ale dzięki dziennemu światłu mogłam misia wyszyć szybko i bez kłopotów: Biegnę na pocztę, miś leci do Piekielnej Owcy. *** Candy: Fioletowe poddasze, losowanie 6 lutego. Magdowo.pl, losowanie 14 lutego.
wtorek, 02 lutego 2010
Frywolitki Ani podziwiałam od miesięcy. Moja siostra dostała kiedyś od koleżanki frywolitkowe kolczyki i dumnie je nosi, a ja tak sobie chlipałam i zastanawiałam się, czy kiedyś zduszę węża w kieszeni i sobie też takie nabędę, czy też do końca życia będę tylko wzdychać to tych filigranowych, koronkowych dzieł. Raz wygrałam w Candy frywolitkową broszkę, u Anyi.es i jak zobaczyłam z bliska tę misterną robotę, to zapragnęłam kolczyków jeszcze bardziej. Podobały mi się szalenie różne modele, ale ciągle coś mi zatrzymywało mysz przed kliknięciem "Zamów". Tak jakby "podobanie się mnie" to jednak za skromny powód był, żeby zaszaleć. W końcu można kupić kaszkę, chusteczki, pieluszki, kolejną książeczkę do przebogatej kolekcji Smyka, a o rozwój intelektualny trzeba dbać, a nie się pindrzyć... No, ale dwa powody to więcej niż jeden! Ania wystawiła swoje kolczyki na aukcji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i w tym momencie już nie mogłam się powstrzymać. Licytowałam, licytowałam, aż wylicytowałam! Aukcja zakończyła się niedawno i właśnie dotarło do mnie małe pudełeczko: a w nim takie oto Carmenki: które natychmiast zawisły mi w uszach: Powiem Wam, że o przekłucie uszu straszne boje toczyłam z Qrczakiem, jeszcze przed ślubem. On nie znosił "zakolczykowanych" kobiet, tak przynajmniej twierdził. Dopiero 2 lata po ślubie zdecydowałam się na ten śmiały krok, nie bacząc na niezadowolenie ślubnego, bo jednak uznałam, że skoro od dziecka o tym marzę, to przekłuję i już! Dąsy na początku były straszne, ale po jakimś czasie sam Qrczak zaczął mi rozmaite kolczyki kupować. Zdumiewające jest to, że trafiał lepiej niż ja w pasujące do mnie ozdoby! I jeszcze lekceważąco machał przy tym ręką, twierdząc: "Przynajmniej nie muszę się głowić, co ci kupić". Ale ciągle gdzieś tam podskórnie dało się wyczuć przeświadczenie, że "Niech ma ładne kolczyki, zawsze to mniejsze zło, niż gdyby nosiła brzydkie". A jak Qrczak zobaczył mnie w tych frywolitkach, to zanim się zorientował i ugryzł w język, wyrwało mu się: "Ładnie wyglądasz". Jupi! *** Do 5 lutego można się zgłaszać u Agaty na losowanie fantastycznej nagrody. I, choć sama tym razem nie mogę wziąć udziału, bardzo, bardzo gorąco zachęcam do wzięcia udziału w konkursie u Splocika! Jest jak zwykle pomysłowy, a śliczne nagrody od niej widzieliście przy okazji "Tęczowej Jesieni". I jeszcze walentynkowa zagadka u Salameandry.
sobota, 30 stycznia 2010
Wielką niespodziankę sprawiła mi w piątek Pat, przywożąc mi, oprócz zakupionych w Srebrnym Gaju różnorakich upominków, także własnoręcznie uszyty prezent urodzinowy dla mnie! Ucieszyła mnie bardzo, bo już od jakiegoś czasu nosiłam się z różnymi pomysłami, co tu zrobić, żeby przygotowana zawczasu herbatka nie ostygła zanim różne odganiające mnie od jej wypicia okoliczności ustąpią. A tu proszę, Pat przywozi mi otulacz na kubek, razem z dwiema podkładkami do kompletu! Oto on: I w akcji: Chroni mą gorącą czekoladę: Prawda, że świetny pomysł? I ciepło trzyma w te straszne mrozy, i koloru wiosennego życiu przydaje... Pat, bardzo dziękuję Ci za pamięć i za włożony trud w wykonanie tego przemiłego upominku! *** Rozważyłam kwestię odpowiedzi do komentarzy. Przeczytałam Wasze uwagi, przemyślałam je porządnie. Ostatecznie uznałam, że wezmę pod rozwagę przede wszystkim (choć nie wyłącznie) preferencje osób, które jednak zostawiają u mnie komentarze. Broń Boże, nie chodzi o to, by dokopać tym, którzy lubią tylko popatrzeć i poczytać, skądże znowu! Mnie cieszą każde odwiedziny i nie muszą one być przypieczętowane wpisami pod notką. Ale jeśli ktoś nie komentuje moich prac, to siłą rzeczy nie czeka też na odpowiedź, więc raczej mu wszystko jedno, w którym miejscu ja swoje odpowiedzi zamieszczę. A z komentarzy osób piszących tu wynika niezbicie, że powinno zostać po staremu. I tak też będzie. W końcu, niezależnie od wszystkiego, mam zwyczaj reagować na konkretne pytania lub uwagi nie tylko w odpowiedzi na blogu, ale też, jeśli widzę, że kontekst tego wymaga, piszę mail do danej osoby, lub kontaktuję się z nią na GG, względnie piszę odpowiedź też w komentarzu na jej blogu. Tak że raczej się wywiązuję z tego, by komentujący mieli możliwość odpowiedź przeczytać. Za wszelkie przeoczenia przepraszam, a do mnie nadal zapraszam! *** Zaprasza też Kraftowo, losowanie 19 lutego.
piątek, 29 stycznia 2010
Nie wiem, czy kojarzycie, ale w środku zimy Edyta z Miluszkowego Kuferka rozpaliła wielki ogień. Zapłonęły najpierw serca, a potem - maszyny, igły, druty, szydełka! Oczywiście mówię o wielkiej "Akcji Róziowej", czyli o wykonywaniu przytulanek, innych niż wszystkie, zindywidualizowanych, przeznaczonych dla konkretnych dzieci. Dla dzieci z Domu Dziecka, którego dobrymi duszkami są Edyta i jej mąż. Jeśli zajrzycie na blog Miluszkowy Kuferek i klikniecie na kategorię "Akcja Róziowa", przeczytacie od czego to się zaczęło, jak się potoczyło i jakie przyniosło rezultaty. Każdemu, komu życie przyniosło przykre niespodzianki, kogo ludzie zawiedli, polecam wizytę właśnie tam. Może chociaż odrobina tego ciepła, którego tam nie brak, ogrzeje czyjeś zbolałe serce.
Zdążyłam na czas wykończyć zaplanowanego na tę akcję pajacyka, i choć nie dorównuje cudom, które wyszły z rąk innych twórczyń (nie kryguję się, taka jest prawda, bo ja się wciąż i wciąż dopiero uczę), mam nadzieję, że ucieszy jakiegoś maluszka i wywoła czasem uśmiech na jego twarzyczce. Niestety, nie zdążyłam go sfotografować, możecie go zatem zobaczyć tylko na tej zbiorczej fotografii przytulanek. Mojego autorstwa pajacyk rozpiera się w lewym dolnym rogu, tuż obok pięknego białego misia. Tutaj tylko mały fragmencik tego obrazka, z bloga Edyty, mam nadzieję, że nie naruszam w ten sposób praw autorskich. Jeśli naruszam, proszę o informację, a zdjęcie usunę. ![]() Pajacyk ma wydzierganą szydełkiem głowę i czapeczkę, również szydełkowe dłonie, pompon z kolorowych włóczek, a korpus z wesołej zielonej bawełny w kolorową kratkę. Oczy i usta wyhaftowane, wydaje mi się, że takie zdobienie twarzy jest najbezpieczniejsze dla małych dzieci, bo nie ma drobnych elementów, które można by oderwać. Leć, pajacyku, w świat, i pełnij swoją rolę!
czwartek, 28 stycznia 2010
Wszyscy, którzy niecierpliwie lub cierpliwie nań czekali, właśnie się doczekali. Nadejście COŚ-a zapowiadałam już w tej notce, ale nie spodziewałam się, że tak szybko nastąpi. COŚ-em jest... 2000 komentarz na moim blogu!!! Pewnie rachunek jest trochę przekłamany, bo wliczają się w to również moje odpowiedzi na Wasze komentarze, które wpisuję też w komentarzach. Niemniej, liczba 2000 została wczoraj osiągnięta, a dwutysięczny komentarz wpisała... ... .... ....... AGU-SIA! Bardzo proszę o adres na mój mail, w marcu wyślę z tej okazji niespodziankę (niestety nie wcześniej, bo gna mnie doktorat i do końca lutego nie znajdę możliwości, by wykonać cokolwiek poza zamówionymi rzeczami; tak że lojalnie uprzedzam). A że niespodziewanie, to jeszcze będzie druga niespodzianka - spośród osób, które od początku założenia bloga do wczoraj zamieściły tu przynajmniej 7 (moja ukochana liczba) komentarzy, rozlosowany zostanie dodatkowy upominek! Przy okazji mam pytanie do Was - wolicie, bym odpowiedzi na Wasze komentarze zamieszczała pod notkami, jak do tej pory, czy też wygodniej by Wam było, gdybym - jak koleżanki z innych blogów - wpisywała je hurtowo u dołu kolejnej notki?
środa, 27 stycznia 2010
To z "Dzieci Pana Astronoma", jednej z ukochanej bajek Smyka. Ja tam nie wierzę, że znak Zodiaku wpływa w jakikolwiek sposób na charakter czy upodobania, jak również na możność lub niemożność nawiązania dobrych kontaktów z osobą urodzoną pod taką czy inną konstelacją. Nie wierzę, że 1/12 osób na całym świecie jest taka jak ja, tylko przez to, że jestem Koziorożcem i oni też. Wedle jakichś tam, czytanych w młodości, opisów horoskopowych, powinnam nie lubić Wodników. Nie wiem dlaczego. Wczoraj właśnie dwie znane mi kobiety świętowały swoje urodziny. Obie bardzo lubię, choć to Wodniki... czy Wodnice? Jedna z nich to znana Wam już Pat ze Srebrnego Gaju. Druga - to moja szefowa. W sumie nie wiem, czy określenie "szefowa" jest tu najlepsze, ona sama śmieje się jak ją tak nazywam. Ale Ania jest moją szefową, to jak inaczej ją nazwać? Fakt faktem, każdemu takiej szefowej życzę. Ciepłej, życzliwej, darzącej pracowników zaufaniem i uznaniem, uśmiechniętej, zorganizowanej i zawsze pomocnej. Z okazji tego ważnego święta powstała karteczka: Większość pewnie rozpoznaje - wzór i zestaw z ostatniego "The World of Cross Stitching", z cyklu "The Diary of an Edwardian Lady". Wyszywało się go cudownie, to sama przyjemność w tak srogą zimę malować igłą rozkwitające dzikie róże i kapryfolium. Świetny efekt daje też wyszycie kwiatów podwójną nitką, a części listków pojedynczą. Powstaje taka zielona "mgiełka" w tle. Żałuję tylko, że nie miałam przy sobie pachnących nici DMC, wrażenie ciepłej, rozsłonecznionej wiosny jeszcze by się spotęgowało. Karteczka spodobała się, nie tylko obdarowanej, ale też obecnym przy wręczaniu babeczkom. Tak że teraz mogę przyznać szczerze, że ledwie udało mi się ukończyć wyszywanie w terminie - wciąż nie jestem zbyt mocna w węzełkach, a tu ich było ponad 60! Uprzedzam pytanie czemu życzenia po angielsku - w naszej szkole to język wykładowy. *** A jak ktoś ma ochotę na innych zestaw wywołujący już wiosnę, niech się szybko zapisuje na blogu Tęczowe Chwile! Losowanie 9 lutego! ![]() |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||