To ja, Aneladgam. Tworzę, przetwarzam, raczej nie powtarzam. Zapraszam do mojego wesołego światka, a jeśli coś Ci się z moich wyrobów spodobało - napisz na aneladgam@gazeta.pl - wykonuję rzeczy nie tylko dla siebie, rodziny i przyjaciół, ale też na zamówienie. I na wymianę. I prezenty. I dla uśmiechu. I dla śmiechu.
| < Lipiec 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
1 procent podatku
MOJE INNE BLOGI:
MOŻESZ POMÓC!
Sklepik :)
Tu kupuję:
Tu zaglądam, to polecam:

Digi-Scrap.PL.

Tworzymy dla chorych dzieci.

środa, 30 kwietnia 2014
niedziela, 30 marca 2014

Oderwałam się na czas jakiś od wyszywania obrazu, ponieważ znienacka zamówiono u mnie zaproszenia na uroczystość pierwszokomunijną. To ten sam wzór, co zawsze. Tak się jakoś dziwnie składa, że raz w roku pojawia się jedna osoba, która właśnie ten model sobie wypatrzyła i u mnie go zamawia. Za każdym razem jest to ktoś z innego zakątka Polski - tym razem zaproszenia pojechały na Śląsk.

 

 



piątek, 28 marca 2014

Powoli, ale rośnie. Wycisza mnie i uspokaja. No, chyba że akurat pomylę któryś z dziesięciu odcieni beżu...



sobota, 15 marca 2014

Bez słów. Bo nie wiem, co Wam napisać. To moje rozliczenie z czymś, co mogło być, ale nie będzie. Ćśśś... Mówmy o samym wyszywaniu.

 


niedziela, 02 marca 2014

W sobotę wybrałam się ze Smykami do teatru. Bywaliśmy już wielokrotnie we Wrocławskim Teatrze Lalek, ale tym razem wybór padł na Impart. Skusiło nas przedstawienie "Zaczarowana Kolomotywa".

Opisywać go nie będę, żeby nie psuć niespodzianki tym, którzy wybiorą się je obejrzeć. Nadmienię tylko, że jest bardzo ciekawie opracowane, wciąga całą publiczność, nie tylko dzieci, a piosenki są tak wpadające w ucho, że chciałoby się śpiewać je na co dzień. Co ważne, spektakl przekazuje piękne i istotne treści. To nie tylko historia o tym, jak uratować dziewczynkę przed smokiem. To opowieść o tym, co jesteśmy gotowi poświęcić dla drugiego człowieka, o tym, jak bardzo umacnia nas miłość, o tym, że "to prawda widoczna jak w pizzy salami - byłoby nudno, gdybyśmy byli tacy sami".

Napisałabym, że polecam je wszystkim, ale niestety dwa niedociągnięcia zepsuły nam przyjemność oglądania i zaprawiły nutką goryczy wspomnienia. A szkoda, bo przedstawienie jest naprawdę warte obejrzenia. Jednak kiedy po spektaklu dzieci zostały zaproszone pod scenę do zrobienia zdjęć z bohaterami opowieści, okazało się, że zdjęcie z kukiełką Kuby Guzika mogły mieć tylko te dzieci, które dopchały się w pierwszym rzędzie. Moje dzieci przyzwyczajone są do tego, że po przedstawieniach, na których bywają, czasu jest tyle, że starcza go dla wszystkich (naprawdę, kwadrans to nie jest tak dużo, a przeżycie dla dzieci - ogromne). Wiedzą, że nie trzeba pędzić i torować sobie drogi, bo czy za dwie, czy za cztery minuty, uda się podejść bliżej. Tym razem były bardzo rozczarowane, nie mogły w ogóle zrozumieć, dlaczego kukiełka chłopca zniknęła po krótkiej chwili, a zdjęcia można było zrobić sobie już tylko na tle lokomotywy. Przy czym nie wolno było do niej podejść, bo zabronione było wejście na scenę, więc zdjęcia mam mniej więcej takie: ledwie wystające nad scenę główki moich Smyków i stojąca gdzieś tam nad nimi kolorowa lokomotywa. Na pociechę mogły sobie potrzymać klucz francuski. Super.

Powiedzmy, że to było niemiłe, ale nie przeszkodziłoby mi wystawić bardzo dobrej, a nawet znakomitej opinii aktorom, reżyserowi, scenografowi, dźwiękowcom za całość spektaklu. Jednak nie mogę przemilczeć innej kwestii - podczas przedstawienia zostały włączone stroboskopy. Moje dzieci mają obciążony wywiad genetyczny pod kątem padaczki i gdyby informacja o stroboskopach została podana w opisie przedstawienia, nie zaryzykowałabym pójścia na nie! Jestem oburzona brakiem odpowiedzialności ze strony organizatorów - po powrocie przejrzałam raz jeszcze stronę Impartu, ale nie znalazłam tam nawet najmniejszej wzmianki o stroboskopach! To jest karygodne niedopatrzenie.

Mimo to, jak ktoś się stroboskopów nie obawia, to zachęcam do pójścia na "Zaczarowaną Kolomotywę". Warto.

[EDYCJA] - po moim mailu odpisano mi od razu, informacja zostanie umieszczona na stronie. Bardzo się z tego cieszę!

11:03, aneladgam , RECENZJE
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 17 lutego 2014

Różne odcienie błękitu, migoczące na delikatnych "gałązkach" - tak w skrócie mogę opisać kolczyki, które wykonałam dla koleżanki.

 

 

Kilka dni wcześniej powstały (również z niebieskich koralików), kolczyki z ważkami, które zostały wylicytowane na aukcji charytatywnej.

 

sobota, 08 lutego 2014

W piątek Smykałka zabrała ukochaną lalę do przedszkola. Lala przyodziana była jeno w body, toteż po przyjeździe na miejsce nóżki i główka były lodowato zimne. Smykałka bardzo się tym przejęła, więc nieopatrznie obiecałam, że w domu uszyjemy lali kombinezon. Myślicie, że Smykałka zapomniała...? A skąd. Dopilnowała, żebym ponownie zasiadła do maszyny. W sumie rację ma, dziewuszka, powinnam ćwiczyć i ćwiczyć szycie na maszynie. To przydatna umiejętność.

Z tej rozszalałej motywacji uszyłam polarowy kombinezonik. Z kapturem. Z zamkiem. Sama wyjść nie mogę z podziwu. A Smykałka szczęśliwa jak norka!

 

19:43, aneladgam , ZABAWKI
Link Komentarze (8) »
niedziela, 26 stycznia 2014
poniedziałek, 20 stycznia 2014

Dziękuję wszystkim za doping!

Uświadomiłam sobie właśnie, że nie napisałam, co mnie zmotywowało do odgrzebania mojego UFO (unfinished object). A właściwie, kto mnie zmotywował. Otóż były to dwie osoby. Pierwszą z nich była pani, która odkupiła ode mnie ramę do haftu. Rama się u mnie nie sprawdziła; wygodniej wyszywa mi się, gdy trzymam kanwę w ręku, a w dodatku przerzuciłam się na małe obrazki, więc rama tylko zbierała kurz. Pani, która ją wzięła, pokazała mi kilka swoich prac... przyznam, że usiadłam z wrażenia. Jednocześnie dostałam "kopa", spłynęła na mnie ponownie chęć dokończenia anielicy.

Drugą osobą, która mnie zainspirowała, był bratanek Qrczaka. Będąc niegdyś z wizytą u rodziny, wyszywałam kaczorka Witzy (tego z żółwiami, który wylądował na poduszce Smykałki). Janek badawczo się przyglądał postępom w obrazku, zadawał dociekliwe i sensowne pytania, po czym okazało się, że połknął bakcyla! Kończy właśnie wyszywać swojego pierwszego Witzy (ambitny wybór na rozpoczęcie wyszywania!), a ja... No cóż, nie mogłam przecież rozsiewać zarazy, a samej się jej nie poddać, prawda?

Anielica ma już wałek futra u dołu sukienki. Wyszyłam go, zanim się załamałam. A czym? A tym, że zorientowałam się, iż każdy z trzech kwiatków w czterech rogach kanwy oraz każdy z czternastu kwiatków zdobiących wstęgi spływające z wieńca, ma być ozdobiony czterema węzełkami, znanymi jako "French knots"...

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!



czwartek, 16 stycznia 2014

Trzeciego grudnia zamieściłam ma blogu to zdjęcie:

 

I mimo słów zachęty, tak ten obrazek zostawiłam. Nie wiem, na co liczyłam - może na to, że sam się zrobi? Dokupiłam mulin na skrzydła, po czym spędziłam kilkanaście dni na szukaniu innej nici, tej do wypełnienia wzoru na trenie. Znalazłam ją jakoś w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia i tak naprawdę dopiero wtedy ruszyłam z pracami.

 

 

W uroczystość Trzech Króli zakończyłam zdobienie płaszcza:

 

Zaskoczona byłam tym, ile czasu mi to zajęło. Patrząc z daleka odnosiłam wrażenie, że jest tego niedużo, a jednak potrzebowałam silnego dopingu, by wzór dokończyć. Ukończywszy zaś, mogłam zabrać się za doszywanie futrzanych elementów stroju:

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 72