Digi-Scrap.PL.

Tworzymy dla chorych dzieci.

Blog > Komentarze do wpisu

Ratując sytuację.

Pochłonięta choinkami odłożyłam na półkę bratki, które wyszywałam dla chrześnicy. Nie wiem, co prawda, kiedy ją zobaczę (mieszka na tyle daleko, że mając niemowlę w domu nie jestem w stanie do niej pojechać), ale rocznica urodzin minęła i muszę - chcę - dla niej prezent mieć.

Nigdy nie byłam zwolennikiem postrzegania rodziców chrzestnych jako "tych co się wykosztowują na prezenty". Matka chrzestna w moim pojęciu to osoba, która jest obecna w życiu chrześniaka, w jego wzrastaniu, rozwoju - nie tylko w wierze. Odpowiedzialna, interesująca się tym, co się w życiu dziecka dzieje, starająca się być blisko niego. Dlatego olbrzymim zaszczytem było dla mnie kiedy brat i bratowa Qrczaka poprosili mnie o bycie chrzestną ich córeczki.

I niestety nie jestem taką matką chrzestną, jaką powinnam być. Mieszkam prawie 200 kilometrów od mojej małej dziewczynki, dojazd z Wrocławia za Jelenią Górę bez samochodu to 5 godzin podróży, a moja sytuacja nie sprzyja długiej jeździe. Najpierw ciąża, teraz niemowlę w domu... Biję się w pierś, że od ostatnich Świąt Bożego Narodzenia, kiedy to Rózia z rodziną była we Wrocławiu, nie widziałam jej wcale. Ale też i jej rodzice nie spieszą się przywieźć ją tu, choć mają samochód, dzieci są przyzwyczajone do jazdy, mają tu rodzinę. Rózia jeszcze nie widziała swojego małego kuzyna.

Piszę do niej listy, kartki, wysyłam zdjęcia i różne drobiazgi z różnych okazji albo i bez okazji. Drobiazgi dobrane tak, by wiedziała, że o niej myślę, że pamiętam i tęsknię. Ale wciąż mi mało, bardzo mało. Jestem ciocią kojarzoną głównie ze zdjęć i opowieści - a nie tego po sobie oczekiwałam.

Dlatego tak bardzo chciałam zrobić coś dla niej teraz sama. Bratków nie zdążyłam wyszyć, za to przypomniałam sobie, że mam w domu śliczną saszetkę (chyba Avon, ale nie jestem pewna) na biżuterię. Moich kolczyków i innych drobiazgów ona już dawno nie mieściła, ale na spinki, gumki do włosów i inne skarby małej księżniczki powinna się nadać.

Naszyłam na nią aidową taśmę i wyszyłam podpis, tak żeby nikt nie miał wątpliwości, z czym ma do czynienia :) A że nie podobały mi się żadne gotowe alfabety, wzór wymyśliłam sama. I jak uda mi się kiedyś pojechać do Rózi, albo jej tata nas odwiedzi, oto co otrzyma:






sobota, 18 października 2008, aneladgam

Polecane wpisy

  • Gdyby ktoś mnie szukał, jestem w Baśnioborze...

    Wróżki, elfy, czarodzieje - chyba coś z dziecka pozostało we mnie do tej pory, bo uwielbiam baśniowy klimat. W "Baśnioborze" Brandona Mulla zakochałam się na wi

  • Maszyno, maszyno...

    Maszynę do szycia ponoć wynaleziono, by ułatwiała szycie. I życie. Być może. Jednak nie potrafiłam i nie potrafię się nią posługiwać. Większość rzeczy, jakie us

  • Robótki w podróży

    Udało mi się w zaplanowanym terminie ukończyć torbę na akcję Pkeli "Robótki w podróży". Swoje bieżące robótki od zawsze trzymałam w płóciennej torbie,

Komentarze
2008/10/19 09:57:07
Urocza, bardzo dziewczęca saszetka.Miałaś znakomity pomysł z tą taśmą.Myślę ze spodoba się małej damie.Życzę bliskich i częstych kontaktów z rodziną i radości z nich płynącej.Pozdrawiam Ela
-
2008/10/19 13:11:39
Czasem jedyne co mozemy zrobić, to właśnie słać kartki i pamiętać o wszystkich rocznicach, urodzinach, imieninach. To też jest bardzo ważne :)
-
2008/10/20 20:28:10
slodziutka :)
Rozia napewno bedzie zachwycona
Zuzia
-
2008/10/20 20:31:23
Jak już dorośnie, to może doceni :-D Podejrzewam, że na razie bardziej spodoba jej się zawartość... ;)